Gorący temat

Listonosz – w pocztowcu ostatnia nadzieja? [recenzja]

0 0
Read Time:4 Minute, 5 Second

„Listonosz” Dawida Brina to kolejny literacki klasyk, przywoływany współcześnie przez polskich wydawców, przychylnie (ale zachowawczo) spoglądających na literaturę z szeroko rozumianego science fiction.

Zachowawczo, bo dużo pojawia się „bezpiecznych” wznowień klasyków literackich, a niewiele (co nie oznacza, że nic) nowalijek. Zwłaszcza młodych autorów, czy też starszych tekstów, które nie doczekały się jeszcze polskich wydań dotychczas. I nie, że narzekam zupełnie na wznowienia. Czasem warto pewne tytuły odświeżyć, czasem warto przywołać je ponownie z mroków rynkowego zapomnienia. Byleby nie były to same wznowienia, albo reedycje tych samych tytułów, powielanych w nieskończoność, tyle, że ze zmienioną okładką.
Zysk i Ska podrzuca nam co jakiś czas solidne tytuły science fiction, może nie przesadzając z ilością, ale z pewnością stawiając na jakość. Mieliśmy przecież w tej umownej serii (umownej, bo nie ma oficjalnego, jednolitego szyldu) i Nivena, i Banksa i Thidara i Martina. Słowem, samo gęste, zarówno nowsze, jak i starsze. Teraz na tapet trafił jeszcze „Listonosz” Dawida Brina, będący z jednej strony klasykiem literatury postapokaliptycznej, a z drugiej strony, powieścią dość dla konwencji odmienną.
Postapo skupia się – rzecz oczywista – na wizji świata post-katastroficznego. I już nie ma większego znaczenia rodzaj samego kataklizmu: nuklearny, naturalny. Liczy się to, że ludzkość została w jego wyniku przetrzebiona, cywilizacja legła w gruzach, a ci, którzy przetrwali, walczą zaciekle o byt. Zwykle między sobą.
„Listonosz” Brina wpisuje się udatnie w wyżej scharakteryzowaną specyfikę rytu fabularnego, bo i tutaj mamy zdegenerowany w dużej mierze świat post-katastroficzny, w którym walka o przetrwanie charakteryzuje się bezwzględnością i brutalnym egoizmem. I w tym obszarze powieść Brina udatnie wpisuje się w estetykę konwencji postapokaliptycznej, którą często cechuje marazm i poczucie beznadziei. To zwyczajowo opowieści o upadku rzeczywistości, jaką znamy i mniej lub bardziej udolnymi zabiegami, by przetrwać w ekstremalnie nieprzyjaznym środowisku. W znaczącym stopniu Brin trzyma się konwencyjnych zasad i wprawnie portretuje post-katastroficzną Amerykę, nie odbiegając od typowego, adekwatnego dla przyjętej estetyki sztafażu. Do czasu.
Bo w pewnym momencie zmienia się i charakter powieści i sam jej wydźwięk, kiedy główny bohater znajduje rozbity samolot pocztowy i przywłaszcza sobie kurtkę oraz czapkę listonosza…
Od tej chwili, trochę wbrew jego zamierzeniom, uznany zostaje za przedstawiciela odradzającej się na drugim końcu Stanów Zjednoczonych państwowości, której listonosz ma być realnym, żywym symbolem.
Nasz bohater oczywiście nim nie jest, ale w egoistycznym odruchu wykorzystania okazji, posuwa się do kłamstwa… które szybko wymyka się spod kontroli, napełniając serca kolejnych ludzi nadzieją. A to siła, której nie należy lekceważyć.
„Listonosz” okazuje się więc być dość nietuzinkowym przykładem postapo, w której opowieść budowana jest na podwalinach nadziei na odbudowanie, odrodzenie, które uosabia mundur pocztowca.
I ten symboliczny wydźwięk funkcji jest bardzo ciekawym elementem – przynajmniej z naszej, rodzimej perspektywy, cechuje go bowiem znaczący dysonans poznawczy, jako że nigdy chyba w dziejach, zawód, funkcja listonosza nie posiadała wokół siebie takiego etosu, jak ma to miejsce w powieściowym, amerykańskim podejściu.
Co dla nas, Polaków mogłoby się stać takim symbolem odrodzenia post-cywilizacyjnego? Synonimem nadziei, znakiem powolnego powrotu do społecznego ładu i porządku? Czy my mamy taki archetyp symboliczny w naszym społeczno – kulturowym kręgu? Szczerze, ja go nie widzę. Ale tym ciekawsze wydaje się to autorskie ujęcie tematu przez Brina. Może trudniej przyswajalne z naszego punktu widzenia, ale literacko z pewnością atrakcyjne. Zwłaszcza, że to nie jedyny, choć dominujący element. Mamy jeszcze interesujący motyw AI i mocno feministyczny, zgrabnie rozegrany wątek roli kobiet w walce o doradzające się zręby cywilizacyjne.

To powieść z gruntu nieśpieszna, stonowana, pisana w starym stylu, który dla współczesnego czytelnika może okazać się nieco trudny do przyswojenia, ale nadal warto się z nim zmierzyć, bo jest to bardzo ciekawa i dość nieszablonowa – mimo przyjętego sztafażu postapo – historia.
Opowieść Brina została niegdyś boleśnie wykastrowana przez hollywoodzką ekranizację „Wysłannik przyszłości”, ale zawiedzionych poziomem tamtego tworu filmowego zapewniam, że oryginał literacki wypada o niebo lepiej, nie gra na pocztowym etosie w tak bezczelnym tonie, jak film i zdecydowanie jest dziełem bardziej przemyślanym i zgrabniej opowiedzianym.
Dla miłośników postapo to pozycja z pewnością obowiązkowa, choć warto przestrzec, że bliżej jej ciężarem stylistycznym do Neville’a Shute’a, niż Rogera Zelaznego. Choć nawiązanie do Shute’a może wydawać się zaskakujące, bowiem tam wszystko opierało się na poczuciu nieuchronnej katastrofy i związanego z tym tragizmu i wyzucia z wszelkiej nadziei, kiedy w powieści Brina ten post-katastroficzny marazm jest przełamywany właśnie iskra nadziei, która finalnie przeradza się nie tyle w płomień, co w pożar, jaki ogarnie zgliszcza Ameryki. Ale to, co łączy obydwie powieści to próba scharakteryzowania ludzkich emocji i postaw oraz – szerzej – społecznych zachowań w obliczu nieuchronnego. W pierwszym przypadku mamy całkowite oddanie się rezygnacji. W drugim, łapczywe, bezpardonowe chwytanie się ulotnej nadziei. W obydwu powieściach to emocjonalne reakcje człowieka, ale i szerzej, grupowe zachowania społeczne są sednem całej opowieści.

Dla lubiących postapo, rzecz zdecydowanie warta uwagi. Miłośnicy retro fantastyki też mogą znaleźć tutaj coś, co ich ujmie. W moim odczuciu, przynajmniej wypada znać. Pomijając, że również warto.

Sprawdź, gdzie kupić:

About Post Author

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.
Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Listonosz

Nasza ocena: - 85%

85%

David Brin. Tłumaczenie: Michał Jakuszewski. Wydawnictwo Zysk i S-ka 2026

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Maja i czas motyli – trudno być dzieckiem w świecie pogubionych dorosłych

Literatura dla dzieci i młodzieży to rzecz chyba najtrudniejsza do napisania. Sztuką jest pisać tego …

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Zostaw odpowiedź