Uzupełnianie bibliografii Grady’ego Hendrixa na polskim rynku postępuje. Od Wydawnictwa Vesper przejął tego autora Zysk i S-ka i po „Final Girl. Ostatnie ocalałe” oraz „Jak sprzedać nawiedzony dom” przyszedł czas na kolejne gorzkie rozliczenie z amerykańskimi mitami w powieści „Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt”.
To wspaniała książka. A zarazem cholernie smutna. Szokująca, ale – co ciekawe – niekoniecznie w warstwie elementu nadprzyrodzonego, horrorowego. Szokujące jest tutaj tło społeczne, to powszechne, choć niewyobrażalne traktowanie niezamężnych dziewczyn, które zaszły w ciążę. Ta społeczna zmowa milczenia, to udawanie, wypieranie faktów, zafałszowywanie rzeczywistości. Ten świat, w którym społeczny odzew, zewnętrzna ocena jest dla jednostek i rodzin ważniejsza, niż dobrostan własnych dzieci (bo nastolatki to nadal dzieci), ukrywanych w rozsianych po całym kraju, specjalnych domach dla dziewczyn ze „wstydliwym problemem”.
Szokujące u Hendrixa jest niecałe to czarownictwo, zaimplementowane w sposób iście amerykański, popkulturowy, spleciony z równie potępianym ruchem hippisowskim i niechcianymi próbami emancypacji kobiet w skostniałym modelu trad wifes, dominującym w społecznej charakterystyce amerykańskiego modelu rodziny.
Dom prowadzony przez pannę Wellwood, ośrodek dla upadłych dziewcząt Wellwood House, to miejsce pozornie tylko przyjazne i skupione na dobru rezydentek. Przecież nadrzędnym celem ośrodka jest przywrócenie pensjonariuszek do życia, wymazanie ich „haniebnej karty”, by mogły żyć dalej bez skazy na życiorysie, udawać, że ta niechciana, pozamałżeńska ciąża nigdy się nie wydarzyła. Jednocześnie Wellwood House – jak i inne miejsca tego typu – służy do systemowego, nieoficjalnego, ale sankcjonowanego zarówno społecznie, jak i prawnie – handlu dziećmi, przeznaczanymi do adopcji. Prowadzący ośrodki tego typu, wykorzystując psychiczne obciążenie, wynikłe z sytuacji, ale też ostracyzmu społecznego, skrzętnie manipulowali przyjętymi w swoje progi dziewczętami (nierzadko jeszcze dziećmi), by zmusić je do zrzeczenia się praw do jeszcze nienarodzonych dzieci. Cały proces, służył konsekwentnemu zawłaszczaniu macierzyństwa i oddawaniu dzieci odpowiednim (i odpowiednio zamożnym) rodzinom.
Hendrix opisuje niniejszy proceder, skupiając się na warstwie obyczajowej, na emocjonalnej podwalinie, kreując całość fabuły jako opowieść jednej z wychowanek Wellwood House, a całą historię poznajemy widzianą jej oczami. Co ciekawe, w posłowiu autor wspomina, że historia ta miała być pozbawiona wątków nadprzyrodzonych – dlatego może się wydawać, że motyw z czarownicami został potraktowany nieco po macoszemu. Ja jednak będę bronił tej warstwy, jako niejednoznacznej, niekoniecznie godnej potępienia, co wpisuje się w ogólne postrzeganie czarownictwa, jako formy wczesnej emancypacji kobiet, obudowanej – niesłusznie – sztafażem satanizmu. Czarownictwo (to, co kwalifikowane było, jako czarownictwo) miało być próbą dążenia do wolności, do wyrwania się ze sztywnych schematów modelu społeczno rodzinnego, jakie funkcjonowały w tradycyjnych społeczeństwach. I często nie wiązało się z wiarą i kultem diabła, ale odwołaniem się do starszych, pogańskich bogiń, związanych z mitem matki Ziemi, z siłami przyrody. A jeszcze częściej opierało się na znajomości leczenia, z wykorzystaniem ziół, ale też ze znajomością ludzkiej anatomii, z fizjologią naturalnych procesów zachodzących w ludzkim ciele (warto wspomnieć dwie ze słynnych, uznawanych za księgi czarów i piętnowane przez Kościół pozycji – „Wielkiego Alberta i Małego Alberta”).
U Hendrixa rdzeń czarownictwa zdaje się być podobny, nie odwołując się bynajmniej do satanizmu jako takiego, lokuje sedno swojej mitologicznej oprawy w kultach pogańskich, w odniesieniu do pradawnych bogiń ziemi i natury. Jest więc odejściem od ówczesnej cywilizacji na rzecz powrotu do natury, do dawnych wierzeń i wartości, które nie mieściły się w pojmowaniu ówczesnych Amerykanów. Jest zaprzeczeniem ułożonego, patriarchalnego modelu w relacjach społecznych – a więc z samej idei stanowi dla niego zagrożenie, które należy negować i zwalczać.
Za takim postrzeganiem zdaje się przemawiać również zaskakujący finał, dla jednych może i spłycony, może zbyt utrzymany w duchu „deux ex machina”, jednak przy powyższym założeniu, zyskuje on więcej sensu i spina całość przekazu w określoną wizję czarownictwa jako takiego. Modelu, gdzie kobiety mają głos.
Hendrix jest w moim odczuciu najbardziej prawdopodobnym następcą mistrza horroru – Stephena Kinga. Z prostej przyczyny – chyba najlepiej z parających się współcześnie grozą autorów zrozumiał, gdzie tkwiło sedno powodzenia autora „Miasteczka Salem”. King doskonale portretował w swojej grozie amerykański styl życia, amerykańską społeczność i to z tej warstwy obyczajowej wywodził grozę, jaka ową społeczność dotykała. Nigdy jednak ta obyczajowa warstwa nie stanowiła jedynie tła, elementu uzupełniającego, ale zawsze była integralną częścią każdej opowieści. Cała jej siła wyrazu wynikała z autentyzmu świata przedstawionego, w którym schemat „normalności” i wynikającego z niej poczucia bezpieczeństwa dekonstruowany był za pomocą elementu nadprzyrodzonego. Hendrix w równym stopniu wykorzystuje ten społeczno – polityczny portret Ameryki, w którego osnowę wplata wątki nadnaturalne. Ale nigdy nie zaczynają one dominować, zawsze stanowią uzupełnienie opowieści obyczajowej. Tak było i w „Poradniku zabójców wampirów klubu książki z Południa”, tak było w „Jak sprzedać nawiedzony dom”, tak jest też tutaj, w „Czarownictwie dla zbłąkanych dziewcząt”. Kluczem do zrozumienia powieści (wraz z nieszablonowym, niespodziewanym finałem) jest zrozumienie, że w opowieści grozy najważniejsza jest właśnie warstwa obyczajowa, która — im bardziej autentyczna —, tym bardziej szokuje odbiorcę jej dekonstrukcja. Niewielu – niestety pisarzy grozy pojmuje tę zasadę. Jedni wcale nie próbują, inni starają się, ale za mało udolnie, by uzyskać zamierzony efekt. Często w horrorze to, co nadprzyrodzone, zaczyna przedwcześnie dominować nad opowieścią, z jednoczesnym zupełnym lekceważeniem elementu naturalistycznego. U Hendrixa to działa na odwrót i dlatego właśnie działa tak dobrze!
„Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt” to kolejny dowód na to, że Hendrix jest jednym z najciekawszych współczesnych autorów grozy. Z każdą kolejną powieścią wskazuje, że ma określony, charakterystyczny styl, ale i bardzo wrażliwe spojrzenie na amerykańskość, na amerykański model społeczny. Jest swoistym, literackim wyrzutem sumienia Amerykanów, ubierającym problemy w nieco lżejsze, pulpowe opowieści, które zawsze jednak kryją coś więcej, niż tylko zestaw gumowych potworów. To jeden z tych nielicznych pisarzy horroru, który rozumie, że oprócz opowieści, w pisanej historii musi kryć się coś więcej.
Sprawdź, gdzie kupić:
Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt
Nasza ocena: - 90%
90%
Grady Hendrix. Tłumaczenie: Tomasz Bieroń. Wydawnictwo Zysk i S-ka 2025
Badloopus W pętli popkultury