Gorący temat

Saga Alandora – kunszt rysunku vs miałkość scenariusza [recenzja]

„Saga Alandora” to efekt współpracy Alejandro Jodorowsky’ego i Silvio Cadelo, który – choć przerwany po dwóch częściach zamkniętej historii dał temu drugiemu szansę na szersze zaistnienie w komiksowej branży. I choć jest to fabularnie opowieść do bólu schematyczna w podstawowej linii fabularnej, miejscami może zachwycić oszałamiającymi pomysłami i przede wszystkim bardzo ciekawą stroną graficzną.

Fabuła jest z jednej strony mocno zawikłana – do tego stopnia, że twórcy zdecydowali się na literackie, kilkustronicowe wprowadzenie w jej meandry, by objaśnić jej niuanse mogącemu poczuć mocną dezorientację odbiorcy, przytłoczonemu mnogością obcych ras, dziwacznych nazw i skomplikowania ogólnego rytu świata przedstawionego. Jednak kiedy samej fabule przyjrzeć się bliżej, okazuje się ona z gruntu prosta, schematyczna i bardzo skupiona na operowaniu kliszami znanymi już powszechnie z heroic fantasy. I mimo usilnego komplikowania jej przez scenarzystę, obudowywania onirycznymi urozmaiceniami, sama w sobie pozostaje dość tendencyjna.

Mamy więc mitycznego, uwięzionego w krysztale Andragonusa – potężną siłę mogącą zniszczyć świat – o którego toczą boje liczne rasy, rozsiane po czterech kontynentach – planetach, powstałych po eksplozji i rozdzieleniu planety – piramidy Karnar. Tytułowy Alandor to upadły książę, następca tronu, który zapadłszy na tajemniczą chorobę (w wyniku której w najróżniejszych miejscach ciała wyrastają liczne dłonie) zostaje wypędzony. Staje się wpierw pariasem, później niewolnikiem zbuntowanej armii odmieńców, a w końcu przywódcą rewolucji, która zmienia układ sił w komiksowym wszechświecie, aż do sięgnięcia po wyżyny i najwyższą nagrodę. Ścieżka od upadłego, poprzez bohatera, po herosa to opowieść z jednej strony znana z mitologii, z drugiej przetworzona na liczne sposoby przez wspomnianą heroic fantasy, więc trudno się spodziewać tutaj zbyt wiele. Jodorowsky szuka, urozmaica, kreuje szalone, oniryczne, czasem zupełnie odrealnione wizje, mające wzbogacić opowieść, ale niestety – jej trzon ukierunkowuje całość fabuły tak, a nie inaczej i poza nielicznymi ciekawostkami dorzuconymi w ramach kreacji światotwórczej „Saga Alandora” pozostaje mocno przewidywalna.

Tym, co zwraca na album uwagę – i co może usatysfakcjonować co wybredniejszych komiksowych odbiorców – jest artystyczny popis Cadelo, twórcy raczej nie znanego szerzej w naszym kraju. Ten włoskiego pochodzenia grafik na wczesnym etapie inspirował się twórczością Moebiusa, a komiks wybrał (jako, że nie pociągało go do końca malarstwo), tylko dlatego, iż uważał owo medium za mniej komercyjne, niż sztukę plakatu. Jego prace są bardzo charakterystyczne, przesycone pastelowymi barwami, skrajnie odrealnione, zaburzające formę, jak i szukające nowych, ekspresyjnych środków kompozycji. Postacie Cadelo cechuje często humanoidalny kształt, z jednoczesnym zaakcentowaniem elementów mocno dehumanizujących. Tutaj dopuszczalny jest każdy kształt, każde odkształcenie. Każda forma, bądź jej zaburzenie, które mają uplastyczniać scenariuszowe wizje Jodorowsky’ego.

I to właśnie najmocniejsza strona albumu – to graficzne oszołomienie, ten pozorny chaos, w którym jednak, przy wnikliwszej kontemplacji, odnajdziemy usystematyzowanie i porządek. Wyraźnie dają się tutaj dostrzec wspomniane wpływy Moebiusa, choć Cadelo idzie zdecydowanie dalej w deformowanie przestrzeni od swojego mistrza. Można by rzec, że wręcz zbliża się niebezpiecznie ku krawędzi… Ale raczej jej nie przekracza, utrzymując własną kreację w ryzach i nie pozwalając sobie na niespójność przekazu.

Szkoda, że na takim poziomie nie zaprezentował się Jodorowsky – twórca genialny, autor wielu dzieł absolutnie mistrzowskich. Tutaj jednak autor „Incala” nie podołał do końca własnej opowieści, z jednej strony chwytając za motyw nazbyt już wyeksploatowany, a z drugiej nie do końca mając pomysł na odświeżenie go – przez co jedynie go udziwnił. Niepotrzebnie.

„Saga Alandora” jako całość – połączenie treści literackiej i obrazu – winna być traktowana jako ciekawostka, uzupełnienie coraz szerzej reprezentowanej na polskim rynku bibliografii Alejandro Jodorowsky’ego, dopełniająca reprezentację jego dorobku, wydaną w języku polskim. Jednak jako album stricte graficzny okazuje się być przygodą, smaczkiem dla konesera, przybliżającym rodzimemu odbiorcy postać bardzo ciekawego grafika, jakim jest Silvio Cadelo. Dla niego choćby i jego prac warto po ten album sięgnąć.

Saga Alandora

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki Silvio Cadelo. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Scream Comics 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Rorschach – druga fala kosmicznych kałamarnic [recenzja]

Rorschach był jednym z najbardziej charakterystycznych bohaterów “Strażników” Alana Moore’a. Czy nowy album z Egmontu …

Leave a Reply