Gorący temat

Anna Romaszkan – Praca w prosektorium nie pomaga oswoić się ze śmiercią [wywiad]

Z Anną Romaszkan, laborantką sekcyjną, rozmawiamy m.in. o specyfice jej zawodu, o sposobie prezentowania go w literaturze i filmie oraz o tym, czy chciałaby napisać książkę o pracy w prosektorium.

Czemu taki zawód? Nie kojarzy się zbyt… przyjemnie. Jak to się stało, że wybrałaś taką ścieżkę kariery?

Dlaczego? Sama nie wiem… Od zawsze była we mnie ciekawość śmierci w jej biologicznym, nie metafizycznym wymiarze, zawsze interesowało mnie to, co dzieje się z ciałem po śmierci. Po cichu marzyłam o byciu lekarzem medycyny sądowej, ale zabrakło determinacji i odwagi aby spróbować. Przypadkowo dowiedziałam się, że jest taki zawód jak „laborant sekcyjny”, że można pracować przy zwłokach nie będąc lekarzem i podjęłam próbę zdobycia takiej pracy. Na szczęście mi się udało.

A na czym twoja praca polega dokładnie? Czym się zajmujesz?

Tak w ogromnym skrócie laborant sekcyjny pełni podczas autopsji funkcję asystenta lekarza obducenta, który przeprowadza sekcję. Jest jego rękami, oczyma, dobrze, jak jest też drugą, myślącą głową. To na barkach laboranta spoczywa cała techniczna strona sekcji czyli przygotowanie sali sekcyjnej, narzędzi, pojemników na wycinki, próbki itp., przewiezienie zwłok z chłodni na salę sekcyjną, przeniesienie ich na stół sekcyjny, rozebranie zwłok, otwarcie ich, bardzo często wypreparowanie narządów z zastosowaniem właściwie zmodyfikowanej techniki sekcyjnej, zabezpieczeniem wycinków i próbek, opisaniem ich, w końcu uporządkowaniem zwłok po sekcji, czyli zaszyciem ich i przygotowaniem do wydania rodzinie lub innemu uprawnionemu do ich odebrania podmiotowi. Czasami laborant wykonuje również dokumentację fotograficzną sekcji. Oprócz tego często przygotowujemy zwłoki do pochowku, zajmujemy się więc rekonstrukcjami pośmiertnymi, kosmetyką pośmiertną, etc.

Jest jak na filmach? Ile jest prawdy w filmowej fikcji?

Nie jest jak na filmach, bo filmy zazwyczaj w ogóle pomijają osobę laboranta sekcyjnego. W filmach i serialach my nie istniejemy. Tam sekcje w całości wykonuje lekarz, co oczywiście nie jest prawdą. Ogólnie większość filmów i seriali w bardzo odrealniony sposób pokazuje pracę w prosektorium czy same autopsje.

Czytasz kryminały? Natrafiłaś na powieść, która rzetelnie oddawałaby obraz twojej pracy, jej specyfikę?

Raczej już nie czytam kryminałów. Zawiodłam się na tym gatunku po przeczytaniu kilku tytułów i raczej już do nich nie sięgam. Poza tym niestety dość kiepsko u mnie z czasem wolnym, więc jak już znajdę chwilę na to aby siąść do książki, raczej jest to literatura faktu i książki medyczne.

A jak się ma rzeczywistość do literatury kryminalnej? Autorzy dobrze oddają rolę patologa w powieściach?

Jedyne książki, jakie mi się podobały, ze względu na wierne oddanie kwestii medycznych w kontekście wykonywanych autopsji to książki Michaela Tsokosa. Jest on specjalistą medycyny sądowej, stąd właśnie u niego realizm opisów pracy patologa, przeprowadzanych autopsji, urazów, obrażeń etc.

Jako zawodowca, bardzo rażą cię te filmowe / literackie błędy i nieścisłości?

Początkowo drażniły, teraz już tylko śmieszą. Właśnie ze względu na to, że tak trudno w literaturze czy filmach znaleźć wiarygodne informacje o tym jak wygląda praca w prosektorium, co dzieje się z ciałem po śmierci, jak wyglądają ludzkie zwłoki etc. postanowiłam utworzyć grupę Jaśniejsza Strona Prosektorium i z tego samego powodu zamierzam w przyszłości, jak tylko czas pozwoli, stworzyć blog o takiej tematyce. Aby pokazać jak to wygląda naprawdę. Prosektorium to miejsce zamknięte dla osób postronnych, więc dla większości jest to pewnego rodzaju tabu, pomyślałam więc, że dobrze stworzyć coś, gdzie osoby zainteresowane tematem mogłyby choć w części poznać specyfikę pracy w tym miejscu, aby obalić mity i stereotypy jakie narosły wokół zarówno samego miejsca, jak i wokół osób w nim pracujących.

Miałaś okazję pełnić rolę konsultanta dla autora / autorki kryminałów? Dostajesz takie propozycje? Korzystasz z nich?

Tak, zdarzyło mi się, że zostałam poproszona o konsultację do książki i potraktowałam to jako swego rodzaju wyróżnienie. Przyznam się, że było to dla mnie ciekawe doświadczenie i szansa na sprawdzenie się i uzupełnienie wiadomości. Finalnie czytając książkę, znalazłam jednak sporo błędów. Część była wynikiem interpretacji tego, co napisałam, o część faktów autorka po prostu nie zapytała. Kiedy widzisz swoje nazwisko jako konsultanta i jednocześnie dostrzegasz, że książka zawiera wiele błędów, czujesz lekki zawód, może nawet złość. Bo może być to odczytane jako Twoja niekompetencja czy brak wiedzy. Ten pierwszy raz to była przysługa i była dla mnie dobrą lekcją na przyszłość. Obecnie, głównie z powodu braku czasu nie korzystam z tego typu propozycji. Jeśli w przyszłości ponownie miałabym się na to zdecydować, podeszłabym już do tego o wiele bardziej profesjonalnie.

Wspomniałaś, że prowadzisz na Facebooku grupę „Jaśniejsza strona prosektorium”. Nazwa jest jednoznaczna. Skąd pomysł, by ocieplać wizerunek zawodowy? Profesja potrzebuje takiego „odczarowania” w oczach społeczeństwa?

Niestety w społeczeństwie nadal funkcjonuje wyobrażenie o osobach pracujących w prosektoriach jako osobach bez wykształcenia, nadużywających alkoholu, pracujących ze zwłokami bo nigdzie indziej pracy nie dostali. Chcę pokazać, że wielu z nas wybrało tę pracę świadomie, że jest ona naszą pasją, że jesteśmy normalnymi ludźmi, wykształconymi, inteligentnymi, kochającymi poszerzać swoją wiedzę. Dodatkowo moim celem była chęć przybliżenia samej specyfiki pracy, uświadomienie, że w ogóle ktoś taki jak laborant sekcyjny istnieje. Jaśniejsza Strona Prosektorium to także miejsce, gdzie każdy może zadać pytanie na nurtujące go pytania, dopytać czy w przypadku śmierci kogoś bliskiego podczas przygotowania ciała do pochówku zrobiono wszystko, co można było zrobić lub gdzie po prostu można zaspokoić swoją ciekawość lub poznać ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Największe wyzwania, z jakimi się spotykasz na co dzień? Sprawy trudne, nieoczywiste? Możesz podzielić się najciekawszym – z punktu naukowego – przypadkiem? Gdzie przyczyna śmierci była najtrudniejsza do określenia?

Każda sekcja jest ciekawa, każda potrafi zaskakiwać… Jestem tylko laborantem, zajmuję się techniczną stroną autopsji. To lekarz zajmuje się częścią merytoryczną sekcji, dociekaniem prawdy i ustaleniem przyczyny śmierci. Ja już w tym nie uczestniczę, myślę więc, że to raczej pytanie do lekarza, a nie do mnie.

Wracając do tematu literatury. Coraz częściej popularność zyskują publikacje publicystyczne, ukazujące specyfikę określonych, specjalistycznych zawodów. Np. Lisa Sanders w „Szukając diagnozy” opisuje najciekawsze przypadki medyczne, z jakimi się zetknęła. Czy myślałaś o tym, by napisać kiedyś książkę o swojej pracy?

Myślałam o tym, aby napisać książkę, ale jeśli kiedyś do tego dojdzie, nie będzie to raczej zbiór opisów sekcji, przypadków etc. Tym bardziej, że jak już wspominałam, nie jestem lekarzem, więc to nie moim zadaniem jest dociekanie prawdy podczas autopsji. Tak naprawdę chyba nie wiem jeszcze jaka ta książka miała by być, może dlatego jeszcze nie powstała. Wiem, że chciałabym żeby miała wymiar bardziej edukacyjny, zarówno dla osób spoza branży, jak i dla tych, którzy myślą lub zaczynają pracę z ludzkimi zwłokami.

Obcujesz na co dzień ze śmiercią. To ułatwia jej postrzeganie? Oswaja sam jej fakt? Jak zmienia się – w kontekście tej pracy – postrzeganie kresu ludzkiego życia?

Ta praca nie pomaga oswoić się ze śmiercią, przygotować na to, że nasi bliscy czy my sami umrzemy. Wręcz przeciwnie, uświadamia, jak kruche jest ludzkie życie i jak błahe sytuacje, decyzje czy błędy mogą do śmierci doprowadzić. Zobojętnia na śmierć osób obcych, ale w żaden sposób nie pomaga poradzić sobie ze stratą kogoś bliskiego. Pomaga znajomość procedur w przypadku zgonu, znajomość branży funeralnej „od podszewki”.

Byłabyś gotowa, by zająć się – w sensie zawodowym – swoimi bliskimi po ich śmierci? Czy uważasz, ze byłoby to zbyt traumatyczne, nazbyt trudne?

Jestem na to gotowa, co więcej, przygotowywałam do pochówku moich bliskich i będę to robić zawsze, gdy bliska mi osoba odejdzie. Nie jest to łatwe, ale daje poczucie, że do końca zadbało się o tę kochaną osobę, że wszystko zostało zrobione tak, jak chciałabym aby zrobione zostało. Nie nazwałabym tego traumatycznym doświadczeniem. Traumatyczna jest śmierć bliskich osób, zajęcie się ich ciałem jest wyrazem troski, uczucia, daje poczucie, że do końca było się przy kimś, kogo się kochało.

Kochasz swoją pracę? Czujesz się spełniona? Coś, co dla większości jest w znacznym stopniu przerażające, odpychające, dla ciebie – jak widać – jest życiowym wyzwaniem, pasją.

Kocham swoją pracę, chociaż dla większości osób jest ona odrażająca. Praca laboranta nie jest lekka, jest to w większości praca fizyczna, do tego wiąże się z ciągłym kontaktem z czynnikiem biologicznym, potencjalnie zakaźnym, ciągłym przebywając, mówiąc kolokwialnie, w smrodzie. Do tego dochodzą obciążające emocjonalnie kontakty z rodzinami osób zmarłych i ciągłe obcowanie z ludzkimi tragediami. Ale ja pokochałam wszystkie aspekty tej pracy. W prosektorium znalazłam swoje miejsce na ziemi.

Najtrudniejszy moment w dotychczasowej karierze? Chwila, gdy chciałaś to rzucić, zrezygnować?

Najtrudniejsze są początki. Zwłaszcza pod względem technicznym. Na kursie nie da rady nauczyć się wszystkiego. Pojawiają się coraz to nowe, inne przypadki, konieczność modyfikowania technik sekcyjnych. Kiedy nie ma się doświadczenia i robi się takie rzeczy po raz pierwszy, jest to dość stresujące. Dobrze, jeśli ma się to szczęście, że pracuje się z wyrozumiałym, cierpliwym lekarzem, który jeśli jest taka konieczność, wytłumaczy pewne rzeczy, da czas, aby móc zrozumieć czego się od nas wymaga, aby dał czas na naukę.

Nie było momentu gdy chciałam całkowicie zrezygnować z pracy. Były moment, kiedy poczułam, że moje dotychczasowe miejsce pracy nie spełni już moich wymagań, że chciałabym iść dalej, podjąć nowe wyzwania, w innym miejscu, w innych warunkach. I dokonałam pewnych zmian. Przypuszczam, że za jakiś czas pojawi się kolejna chęć zmiany i z pewnością podejmę próbę realizacji kolejnych wyzwań zawodowych. Pracy zmieniać jednak nie mam zamiaru. Naprawdę ją kocham

Jak na twój fach reagują ludzie? Czujesz, że nabierają dystansu, kiedy słyszą, czym się zajmujesz?

Wiesz, o dziwo raczej spotykam się z pozytywnymi reakcjami gdy ludzie dowiadują się, gdzie pracuję. Podejrzewam, że wpływ na to może mieć fakt, że jestem kobietą, o aparycji raczej niekojarzącej się z pracą ze zwłokami. Moja praca raczej wzbudza ciekawość, intryguje, rodzi wiele pytań, czasem powoduje niedowierzanie, że to przedstawicielka „słabej płci” wykonuje taki zawód. Przypuszczam, że gdybym była postawnym facetem o wyglądzie typa „spod budki z piwem”, odbiór byłby trochę inny.

Kiedy konieczne jest wykonanie sekcji zwłok? Tylko w przypadku podejrzenia przestępstwa? Czy przy określonych typach zgonu? Są na to jakieś wytyczne? Jak to się odbywa?

Obligatoryjnie wykonuje się sekcję w przypadku przestępnego charakteru zgonu lub przy podejrzeniu o to. Sekcjonuje się więc ofiary zabójstw, wypadków komunikacyjnych, wypadków przy pracy, ofiary błędów medycznych, często samobójców. Są to sekcje sądowo-lekarskie inaczej nazywane prokuratorskimi, zlecane przez Prokuraturę prowadzącą postępowanie w danej sprawie. Innym rodzajem sekcji są sekcje anatomopatologiczne czyli naukowe, zlecane przez lekarza w przypadku zgonu pacjenta oddziału szpitalnego. Z reguły sekcjonuje się osoby, które zmarły przed upływem 12 godzin od przyjęcia do placówki medycznej, lub gdy nie ma możliwości dokładnego określenia przyczyny zgonu.

W przypadku sekcji sądowo-lekarskich prokurator wydaje postanowienie o zarządzeniu wykonania sekcji zwłok, ciało jest zabezpieczone dla biegłego lekarza specjalisty medycyny sądowej. Dokonuje on oględzin zewnętrznych, a później wewnętrznych czyli otwarcia zwłok i przeprowadza autopsję. Sekcje naukowe zlecane są przez kierownika oddziału szpitalnego, wykonuje je lekarz specjalista patomorfolog. Technicznie te sekcje zasadniczo się od siebie nie różnią, z tym, że sekcje prokuratorskie są zazwyczaj bardziej szczegółowe, dodatkowo otwiera się kończyny i kręgosłup, czego nie robi się standardowo przy sekcji anatomopatologicznej.

W obliczu pandemii, w swojej pracy jesteś wewnątrz systemu, widzisz na co dzień przykłady śmierci z powodu covid. Jest się czego bać? Co masz ochotę powiedzieć ludziom, którzy nie wierzą w pandemię?

Jest się czego bać, bo COVID-19 to bardzo podstępna i nieprzewidywalna choroba. Nie ma reguły, że potencjalnie zdrowy, silny młody człowiek przechoruje go bezobjawowo czy łagodnie. Do tego nie sposób przewidzieć możliwe powikłania po przechorowaniu. Po tylu miesiącach pracy w szpitalu najpierw będącym jednoimiennym, później hybrydowym chyba straciłam już siłę na tłumaczenie, że ta choroba jest faktem i że stanowi realne zagrożenie. Jeśli do tej pory ktoś to neguje, to chyba już nic nie jest w stanie go przekonać. Może jedynie to, że sam lub ktoś z jego bliskich będzie musiał zmierzyć się z tą chorobą

O ile teraz jest trudniej wypełniać obowiązki zawodowe? Nie tylko ze względu na kwestie techniczne, sanitarne? Ale też przez wzgląd na aspekt emocjonalny?

Jest trudniej, bo doszły kwestie stosowania dodatkowych środków ochrony indywidualnej, trzeba zachować jeszcze większą ostrożność, przestrzegać dodatkowych procedur. Emocjonalnie ciężko było na początku kiedy zaczął się problem z COVID-19. Nie było wtedy jeszcze konkretnych przepisów, procedur, kiedy nie bardzo było wiadomo jak pracować, nie było środków ochrony, był ogromny strach przed zarażeniem, stres w związku z nową, nieznaną sytuacją. Teraz została już w zasadzie tylko ta męcząca część techniczna. Emocjonalnie w tej chwili udało mi się już osiągnąć stabilizację sprzed pandemii.

A gdyby ktoś z czytelników chciał pójść w twoje zawodowe ślady, jaka jest ścieżka? To trudne? Kosztowne? Są państwowe studia? Prywatne kursy?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo w Polsce zawód laboranta sekcyjnego nie jest w żaden sposób prawnie usankcjonowany, nie ma szkół, państwowych kursów, brak tak naprawdę wymagań co do wykształcenia osób pracujących w tym zawodzie. Obecnie tak naprawdę jedyną opcją aby nauczyć się zawodu laboranta to przyuczenie przez samego lekarza obducenta, odbycie wolontariatu lub kursu na uczelni medycznej (trzeba pamiętać, że żadna uczelnia nie prowadzi kursów cyklicznych, więc takie rozwiązanie może być trudne w realizacji) lub kosmicznie drogi kurs organizowany przez prywatne osoby, trwający dwa tygodnie, na którym tak naprawdę niewiele można się nauczyć. Dodatkowo istotny jest fakt, że rynek pracy jest w tym zawodzie ciężki, jest bardzo mało etatów, rotacja pracowników jest znikoma. Nie jest łatwo dostać pracę laboranta sekcyjnego, a niestety zarobki na tym stanowisku dalekie są od wyobrażeń ludzi niezwiązanych z branżą. Mam takie marzenie, że kiedyś zmieni się ta sytuacja, że zawód laboranta sekcyjnego zostanie jakoś usankcjonowany, ujęty w rejestrze zawodów, że będą ściśle określone zasady kształcenia przyszłych laborantów, wymagań jakie będą musiały spełnić osoby chcące asystować przy sekcjach zwłok. I że w końcu zacznie się nas zauważać i godnie wynagradzać.

Każdy kto próbuje, daje radę w tej pracy? Trzeba mieć mocny żołądek? Odporność psychiczną? Umiejętność „wyłączenia” wrażliwości na czas pracy?

Nie każdy poradzi sobie w tej pracy. Z kilku względów, wspomniane przez Ciebie odporność psychiczna i mocny żołądek są bardzo istotne, ale nie tylko one mają znaczenie. To praca wymagająca również pod względem fizycznym i manualnym. Ktoś, kto nie ma sprawnych dłoni nie poradzi sobie. Ważna jest także znajomość anatomii, podstaw fizjologii, medycyny sądowej, patomorfologii. Znam osoby, które pomimo szczerych chęci nie dały rady nawet ukończyć kursu. Do każdej pracy trzeba mieć predyspozycje, praca laboranta nie jest tu wyjątkiem.

Anna Romaszkan to właścicielka, Laborant sekcyjny i tanatopraktyk w firmie ARs Mortis Anna Romaszkan. Dodatkowo Laborant sekcyjna w Katedrze i Zakładzie Patomorfologii i Diagnostyki Molekularnej Wydziału Nauk Medycznych w Katowicach, a także Laborant sekcyjny i Koordynatorka Zakładu Patomorfologii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym Megrez Sp. z o. o. Na Facebooku prowadzi grupę Jaśniejsza Strona Prosektorium.
© fot. Anna Romaszkan

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Beata i Eugeniusz Dębscy – trzeba się napracować, żeby stworzyć rzecz stylową, wartościową i zajmującą [wywiad]

Z Beatą i Eugeniuszem Dębskimi, autorami książki „Dwudziesta trzecia” rozmawiamy między innymi o kulisach pracy …

Leave a Reply