Literatura dla dzieci i młodzieży to rzecz chyba najtrudniejsza do napisania. Sztuką jest pisać tego typu książki, nie wpadając w nadmiernie moralizatorskie tony, a jednocześnie stworzyć wartościowy przekaz. Nie stracić relacji z młodym odbiorcą, a jednocześnie napisać coś, co potrafi zachwycić (czasem) także i dorosłego czytelnika, który dostrzeże w dziele potencjał oddziaływania na młode umysły.
Radek Rak to autor, który doskonale opanował sztukę słowa i choć zaczynał swoją literacka karierę od literatury dla dorosłych (co finalnie zaowocowało Nagrodą Nike), to w pewnym momencie zwrócił się ku literaturze młodzieżowej i to w tym obszarze odnosi kolejne sukcesy, choćby z trylogią „Agla”. W „Mai i czasie motyli” autor odchodzi od konwencji fantastycznej, w kierunku realistycznej opowieści obyczajowej. Nijak nie traci jednak historia niczego z gawędziarskiego, przesyconego emocjami stylu Raka.
To ważna powieść. Powieść potrzebna. Sięgająca po tematy dydaktyczne, ale też po oswajanie trudnych, problematycznych kwestii, z którym i mogą spotykać się – i spotykają – młodzi ludzie. Rozstanie rodziców w przypadku głównej bohaterki staje się niejako katalizatorem zdarzeń, bo zmusza ojca do przeprowadzki do starego domu na obrzeżach Krakowa. Maja pomieszkuje naprzemiennie to z nim, to z matką, w wynajętym od jej znajomego apartamencie, w odstępach tygodniowych. A więc przenosi się regularnie od rozpasanej nowoczesności współczesnego apartamentowca, po przestrzeń kolektywnej mikrospołeczności złożonej z mocno przypadkowej zbieraniny i na wpół wiejskiego otoczenia.
To, co udaje się Rakowi, to budowanie opowieści na emocjach. Z jednej strony to uwrażliwianie na dobrostan zwierząt, zwłaszcza takich po przejściach, a z drugiej umiejętność zobrazowania tego emocjonalnego tygla, który kotłuje się w dziecku, w młodej osobie, kiedy jej świat nagle staje się zaburzony, wręcz rozpada się na dwie, funkcjonujące niespodziewanie niezależnie części. Maja nie rozumie tego, co się dzieje, dlaczego tak się dzieje. Nie radzi sobie z tym, z całym wynikłym z tego bagażem, co przeobraża się w niedopasowanie do rówieśniczego grona, na problemy w społecznych relacjach, w pierwsze, nieudolne i koślawe oznaki buntu.
Co ważne, Rak nie buduje opowieści o rozstaniu na przerzucaniu winy pomiędzy dorosłymi. Raczej stara się ukazać złożoność świata dorosłych i pewne obszary, czy ścieżki, jakimi można w takiej sytuacji poprowadzić młodych ludzi, skonfrontowanych z nagłą afirmacją dorosłości. Jak można przeprowadzić ich przez ten kryzys, którego stali się mimowolnie częścią, ale w którym tak do końca nie są stroną, ale udziałowcem złożonych emocji już jak najbardziej. W dodatku chyba najmocniej dotkniętym, bo rozdartym pomiędzy lojalność dwóm najbliższym osobom.
To smutna książka. Ale i bardzo wzruszająca. Pełna nadziei i ciepła. Może nie ma tu pędzącej nie wiadomo jak na złamanie karku historii, może nie ma piętrzących się na każdym kroku tajemnic. Ale jest świat, jaki wiele dzieciaków zna z autopsji. Może ta książka pomoże im choć trochę się w tym wszystkim odnaleźć? Może wesprze rodziców, którzy znajdą się w obliczu podobnych zmian i dylematów? Może pozwoli im bardziej umiejętnie ochronić to, co mają do ochrony najcenniejsze?
Dużo w tej opowieści owadów. Ogólnie, dużo zwierząt, ale owadów najwięcej. To ciekawy zabieg, z jednej strony pouczający, dydaktyczny, ale z drugiej tez uwrażliwiający na świat dookoła, świat w mikroskali, który potrafi być równie fascynujący. A może nawet bardziej? Sięga Rak po komentarz do współczesności, do nowych trendów i schematów społecznych zachowań, który niekoniecznie rozumie, niekoniecznie pochwala. Jednak nawet krytyka u niego jest subtelna, nienachalna, nie buńczucznie wojownicza. Bardziej stonowana, wyważona. Delikatniejsza. Oparta na wyrażeniu swojego zdania, a nie na próbie zakrzyczenia innych. I to też ważna, płynąca z tej książki lekcja. Może ważniejsza nawet dla dorosłych, niż dla dzieci?
Są tutaj złożone relacje pomiędzy rówieśnikami, które w żadnym wieku nie bywają proste i nieskomplikowane. Są trudne początki znajomości ze starszymi, z którymi styka nas los i wobec których czasem warto zachować ostrożną otwartość i nie zrażać się na starcie. Jest mocna krytyka systemu edukacji, zresztą całkiem słuszna, trafnie identyfikująca najpoważniejsze problemy wciąż tkwiącej mentalnie w przeszłości polskiej szkoły. Słowem, jest tu mnóstwo treści zasługujących na uwagę, ale też pięknie napisanych, urzekających, wzruszających, fascynujących…
Warto sięgnąć po „Maję i czas motyli” nawet, jeśli (zewnętrznie) nie jest się już dzieckiem. Ta odrobina (a może ciut więcej) wrażliwości z pewnością każdemu by się przydała. A na pewno nie zaszkodzi. Dobrze jest czasem spojrzeć na świat oczami dziecka. To pozwala o wiele więcej zrozumieć.
Sprawdź, gdzie kupić:
Maja i czas motyli
Nasza ocena: - 90%
90%
Radek Rak. Wydawnictwo Powergraph 2026
Badloopus W pętli popkultury