Sześć nazwisk pisarek i pisarzy, o których (jeszcze) nie jest głośno, ale (wkrótce) powinno być. Jeśli nie przemieli ich ten nasz rodzimy rynek książki, jeśli wytrwają przy swoim, jeśli pisać nie przestaną. Bo gdyby przestali – szkoda by było. Nam zdecydowanie bardziej, niż im.
Wybór oczywiście subiektywny, jak w każdym zestawieniu. I pewnie nie ma tu wszystkich, którzy być powinni. Pewnie lista ta będzie z czasem ewoluować. Nie umieściłem tutaj tych, którzy już chyba niestety zamilkli (jak znakomita Anna Maria Wybraniec), albo milczą literacko od dawna, choć nadzieja pozostała (Jakub Bielawski, Paweł Mateja). Pominąłem, świadomie, autorów już nieco bardziej doświadczonych i na rynku obecnych – choć jeszcze nie do końca szturmujących listy bestsellerów (jak choćby Wojtek Gunia, Dawid Kain, Marta Sobiecka, Marek Zychla, Anna Musiałowicz, czy Magdalena Świerczek – Gryboś), bo to grono świadomie i konsekwentnie budujące swoją markę i zdobywające coraz szersze uznanie. Poza tym, lista by się rozciągała niemożebnie, a nie o to chodzi, by mnożyć na niej nazwisk.
Prezentowane poniżej zestawienie, w kolejności nazwisk zupełnie przypadkowej, to twórczynie i twórcy, jacy w ostatnich latach pojawili się na moim literackim radarze i nijak z niego nie chcą zniknąć. Na nowe tytuły czekam niecierpliwie i wiem, że (prędzej czy później) będzie okazja. Największą wątpliwość mam w tej kwestii z autorką „Propolis”, bo nie zapowiada się chyba, że coś szybko opublikuje (obym się mylił), ale jej zbiór jest tak dobry, ze nie mogłem go tu pominąć. Zapraszam!
Aleksandra Bednarska
autorka „Brudnych sprawek wujaszka Hana” (Planeta Czytelnika) oraz „Piątej skóry Nigumy” (Spisek Pisarzy)
„Niesamowitość osadzona w egzotycznych realiach to w zasadzie niesamowitość pomnożona przez niesamowitość” pisze Wojciech Gunia we Wstępie do tego zbioru i nie sposób się z nim nie zgodzić. Jednak nie sam ten fakt czyni „Brudne sprawki wujaszka Hana” pozycją z gruntu wyjątkową na literackim poletku w naszym kraju. Bo równie ważnym elementem, oprócz wzmiankowanej niesamowitości – jest niezwykłe opanowanie stylistyczne Bednarskiej i utrzymanie całości w sztywnych ryzach starannie przedstawionego, spójnego wewnętrznie świata, jaki zaserwowała. Ona nie tłumaczy nam jego realiów. Ona w nich funkcjonuje. Nie tylko pisze, ale zarazem myśli i czuje w ich dusznej, egzotycznej, przesiąkniętej niesamowitością atmosferze, pełnej duchów, zapomnianych bóstw i nadnaturalnych zdarzeń, przenikających swobodnie do naszej rzeczywistości. I co najwyżej pozwala nam do tego świata na chwilę zajrzeć. I posłuchać opowieści, które pragnie on nam opowiedzieć.
Od nas zależy, jak wiele z nich i jak wyraźnie zapragniemy usłyszeć.
z recenzji „Brudnych sprawek wujaszka Hana”
„Piąta skóra Nigumy” to powieść o miłości. I o obsesji. O poszukiwaniu siebie i o tragizmie zagubienia we własnych emocjach, w osobistym niezrozumieniu. W tak palącym łaknięciu samospełnienia, że tracimy z oczu to, co naprawdę ma znacznie i sens. To opowieść balansująca na granicy historii obyczajowej, realizmu magicznego, osadzonej na podwalinie wschodnich wierzeń fantastyki oraz horroru. Coś, co zdawałoby się niemożliwe do połączenia, u Bednarskiej nabiera kształtu pełnoprawnej, dopracowanej historii, której zdecydowanie nie warto przegapić. Dla tych, którzy cenią sobie wartościową prozę, niezależnie od gatunku, to pozycja wręcz obowiązkowa.
z recenzji „Piątej skóry Nigumy”
Andrzej Miszczak
autor „Impneurium. Sygnały z kosmosu” (Wydawnictwo IX) oraz „Bajki pilotów” (Wydawnictwo IX)
„Impneurium. Sygnały z kosmosu” to mozaikowa powieść, która równie dobrze może zostać uznana za zbiór powiązanych ze sobą opowiadań. Można by ją zestawić – w zakresie przyjętej formy – choćby ze znakomitym „Olvido” Krzysztofa Rewiuka. Z tą różnicą, że w „Olvido” przemierzamy mocno odmienne konwencje, czasy i scenerie, a całość łączy dwójka nietuzinkowych głównych postaci. U Miszczaka zaś spoiwem naczelnym jest jedna i ta sama, konsekwentnie budowana wizja przyszłej Europy, a bohaterowie momentami się zmieniają. Z drugoplanowych, epizodycznych postaci w noweli pierwszej („Czarne kwiaty”) potrafią wysunąć się na miejsce centralnego bohatera. Spójność kreacji świata pozwala autorowi żonglować jednostkami, wrzucać ich w odmienne środowiska (sięgające aż ku przestrzeni kosmicznej), przeplatać ich losy, konfrontować ich z różnorakimi problemami (niekoniecznie nieprzystającymi i do naszego, złożonego świata). Słowem, pozwala Miszczak swoim bohaterom żyć, niejako własnym życiem, nie tyle prowadząc ich, po linii fabularnej, ile bardziej relacjonując ich powikłane losy, ich zależności, o których często sami nie zdają sobie sprawy.
z recenzji „Impneurium. Sygnały z kosmosu”
Przemysław Budziński
autor „Agonii Bursztynowych ważek (Abyssos), Kieszeni pełnych ślimaków” (Dom Horroru) i „Ciszy roju” (Światy Równoległe). Współautor oraz pomysłodawca antologii „Szczecinowierca” (POZA)
Jest to proza gęsta, w pewnym stopniu manieryczna, ale w tej manierze znakomicie budująca klimat, kreśląca dojmującą, straszno – wzruszającą atmosferę. Usytuowanie miejsca akcji na Pomorzu – w regionie osobiście znanym i bliskim samemu autorowi uwiarygadnia go, bo świat przedstawiony i jego otoczka budowane są na podwalinie (często bolesnych i traumatyzujących wciąż) wspomnień i świadectw rodzinnych oraz regionalnych. A w regionie tak doświadczonym, o tak rozdartej tożsamości społeczno – kulturowej, musi dochodzić do naturalnych napięć między tymi, którzy przymusowo odchodzą, a tymi, którzy dopiero się osiedlają. Jedni praw miejscowych pozbawieni w wyniku wojennych perturbacji, drudzy, uzurpujący sobie owe prawa z tytułu nadania i nowych czasów, a wszystko to w cieniu niedawnych krzywd, za które ktoś musi karę ponieść, choćby był tylko symbolem winnych, naznaczony niewybieralną przecież narodowością – to musi rodzić napięcia i konflikty. A to tylko wierzchołek całości, ledwie jedna warstwa.
z recenzji „Agonii bursztynowych ważek”
Szymon Majcherowicz
autor „Otwieram oczy” (Wydawnictwo IX).
W przygotowaniu „Hosanna” (Wydawnictwo IX)
Majcherowicz to autor z cała świadomością rezygnujący z typowego instrumentarium przynależnego horrorowi, za to sięga ochoczo po typowe dla konwencji weird odrealnienie, kiedy w obliczu posttraumatycznego zderzenia ze światem granice rzeczywistości zdają się zacierać, odsłaniając to, co pozornie nierealne. Jego proza jest gęsta, ponura, ukazująca zwyczajowo człowieka złamanego przez doświadczenia życiowe, poprzez przeżyte traumy i tragedie, człowieka nie radzącego sobie z presją funkcjonowania w zwyczajowej, znanej nam rzeczywistości. Ale zarazem ucieczka od niej, o tyle nie niemożliwa, co w każdej swej próbie tragiczna – okazuje się wyrwaniem mimowolnym poza jej okowy, co prowadzi do oczywistej, choć zwykle nieoczekiwanej klęski. To proza brudna, proza, po której odbiorca dochodzi do siebie długo, bo ma mimowolna okazję zajrzeć do kloaki naszego świata. Kloaki, o jakiej pamiętać zazwyczaj nie chcemy, ale o której Majcherowicz brutalnie, bezlitośnie nam przypomina. Może i nie brzmi to jak zachęta, ale jednak lektura otrzeźwia, uświadamia, wymusza na nas refleksje, do jakich sami z siebie często nie bylibyśmy zdolni.
Daniel Rosołek
autor „Pomroku” (Mroczne) i „Wyjścia” (Oficynka)
To znakomita proza, ujmująca nie tylko złożonością poruszanego problemu, ale i trafnością jego ukazania. Śledzimy losy bohaterów z zaangażowaniem, niby wiedząc – dzięki narratorowi pierwszoosobowemu, który niejako opowiada nam całość zdarzeń już po fakcie, po własnej śmierci (co daje mu wszechwiedzę godną narratora trzecioosobowego) – jaki będzie finał. Ale to, co pomiędzy tu i teraz a tym domniemanym, znajomym już zakończeniem pozostaje białą plamą, nieodkrytą kartą, kryjącą niejedną tajemnicę i niejeden najzwyklejszy ludzki dramat. A zarazem ukazuje gorzki obraz wczesnych lat powojennej Polski, w dodatku coraz mocniej z każdym rokiem dociskanej butem komunistycznego okupanta, wysługującego się jakże sprawnie rękami naszych własnych rodaków, jacy na podwalinach Partii budowali własne pozycje, kariery i majątki, a zarazem żerowali na ludzkiej żądzy rozliczenia krzywd i odegrania się na – często symbolicznie traktowanym – dotychczasowym, hitlerowskim oprawcy, uosabianym przez pozostałą, niemiecką mniejszość lub właśnie Ślązaków nie do końca określonych narodowościowo, co czyniło z nich najłatwiejszy cel.
Poradził sobie Rosołek znakomicie i z samą warstwą fabularną i z szerszym ujęciem kontekstu społeczno – politycznego odnoszącego się do problematyki śląskiej tożsamości kulturowej. To proza wyrosła z zagubienia tożsamościowego, ale i z chęci zrozumienia. Gorzkie, ale szczere i uczciwe świadectwo czasów bezpośrednio po zakończeniu wojny pozwala nam pochylić się nad problemem regionu. Problemem narodowej przynależności – lub jej braku – który wciąż, po dziś dzień zdaje się na Śląsku wybrzmiewać.
Dominika Gnatek – Niemczyk
autorka „Propolis” (Dom Horroru)
Fascynujące jest – dla mnie, mężczyzny – spektrum lęków, jakie podejmuje w tych opowiadaniach autorka. Fascynujące na równi ze wzbudzanym przerażeniem, które wypełza gdzieś z trzewi, zasiane, zagnieżdżone mimowolnymi literackimi wtrętami, rzucanymi mimochodem uwagami, które zaburzają delikatną równowagę opisywanej struktury świata przedstawionego. To bardzo kobiece lęki. Myślę, że lęki niedostępne tak do końca mężczyźnie. Bo to lęki wywodzące się z samej istoty kobiecości, z przygotowań do macierzyństwa, do rodzicielstwa. Ale też wynikające z ugruntowanych – przynajmniej w naszych, rodzimych realiach narodowo – katolickich – tradycji i wzorców, w jakie kulturowo i społecznie często są nadal ochoczo wpisywane kobiety. Ich rolą związaną z oczekiwanym zamążpójściem, z podjęciem się wspomnianego już macierzyństwa, które w tym ujęciu jawi się jako konieczność, powinność, obowiązek. Ale też samoistne, tkwiące w kobietach pragnienie przyjęcia na siebie pewnej określonej funkcji, odnalezienia dla siebie miejsca w społecznych, międzyludzkich relacjach może stanowić również obciążenie, może nabrzmiewać tajonym lękiem przed niespełnieniem oczekiwań, tak otoczenia, jak i własnych.
Badloopus W pętli popkultury









