Gorący temat

Mimowolne cyborgi. Mózg i wojna przyszłości – czy czekają nas wojny robotów? [recenzja]

Świat nie potrafi wyzbyć się wojny jako narzędzia forsowania własnych przekonań. Żaden kraj nie ma podstaw, by czuć się w pełni bezpieczny, bowiem parcie na zbrojenia jest nieustanne, apetyty władających mocarstwami rosną niepomiernie, a najbardziej nieprawdopodobne scenariusze nagle stają się faktem (vide obecna agresja Rosji na Ukrainę).

Tym samym inwestycja w zbrojenia, cały rozwój technologiczny wojennego teatru zdaje się być nie tylko naturalną konsekwencją stanu rzeczy, ale też jedynym, możliwym obecnie środkiem zapobiegawczym. Uzbroić się, udoskonalić armię do tego stopnia, by przynajmniej zrównoważyć, jeśli nie przewyższyć siły potencjalnych przeciwników. Jak to osiągnąć? Naukowo. Wykorzystując najnowsze technologie, usprawniając, udoskonalając narzędzia prowadzenia wojny. Ścigając się z pomysłami rodem z science fiction, które staje się coraz mniej fikcyjne.

Militarna SF coraz śmielej wkracza na współczesne pole bitwy i choć wiele projektów jest dopiero w fazie testów, to jednak nic nie zmieni faktu, że prototypy istnieją, działają i są bardziej zaawansowane, niż ich literackie / filmowe odpowiedniki z klasyki dzieł fantastycznych. Progres teatru wojny już nastąpił, przysłowiowy Rubikon został przekroczony. I pytaniem pozostaje – jak daleko nas to zaprowadzi? I czy poradzimy sobie z tym, co nas tam czeka?

„Mimowolne cyborgi. Mózg i wojna przyszłości” Łukasza Kamieńskiego to pozycja plasująca się niejako pomiędzy reportażem o najnowszych technologiach zbrojeniowych, a po części esej, analizujący ludzkie marzenie o super-żołnierzu. Od Achillesa, po współczesnych cyborgów, wspomaganych egzoszkieletami i sztuczną inteligencją, z podrasowanymi farmakologicznie lub biotechnologicznie zmysłami. Wkraczającymi coraz śmielej w strefę zarezerwowana dotychczas dla fantastyki naukowej.

Autor w swojej książce prowadzi nas za rękę, krok po kroku, przez najnowsze osiągnięcia naukowe w zakresie zbrojeń (te jawne, o których informacje podano do publicznej wiadomości). A widać, że przygotował się starannie, na co wskazuje nie tylko zakres podejmowanej tematyki, precyzja przekazu, skupiona na rzeczowym i względnie przystępnym dla laika języku, ale też imponująca bibliografia, zamieszczona na końcu książki, wskazująca, jak tytaniczne przygotowania autora stoją za tą publikacją.

Jednak „Mimowolne cyborgi. Mózg i wojna przyszłości” to nie typowy reportaż, zadowalający się przystępnym podaniem zbioru faktów z przyjętego zakresu tematycznego. To także odważne i szerokie odniesienie do historii wojskowości, ale też popkultury, z którą rozwój technologii zbrojeniowych – chcąc, nie chcąc – koresponduje. Przecież wiele z nowoczesnych projektów, czy kierunków badań w zakresie militariów wywodzi się, mniej lub bardziej bezpośrednio, z pomysłów twórców science fiction! Autor daje temu silny wyraz, podkreślając jednak, że to był tylko przyczółek, punkt wyjścia, bo nauka poszła o krok dalej, niż sobie to nawet wyobrażali twórcy fantastyki.

To także ważny głos krytyczny, polemizujący ze słusznością tak zaciekłego brnięcia w technologiczne usprawnienia, w cyborgizację przyszłych żołnierzy, w technologizację możliwego pola walki. Kamieński nie boi się stawiać pytań niewygodnych. Gdzie leży granica postępu? Jakie związane są z nim zagrożenia dla społecznej kondycji, dla realnego bezpieczeństwa i stabilizacji? A na ile to szalony, nieposkromiony taniec ze świeczką wokół beczki prochu? Zachłyśnięci własnymi osiągnięciami, naukowym postępem, przekraczaniem granic, czy jesteśmy pewni, że dostrzeżemy moment, w którym winniśmy się – jako ludzkość – zatrzymać? Czy będzie za późno na opamiętanie? Publikacja Łukasza Kamieńskiego to świetny materiał analizujący najnowsze osiągnięcia w zakresie zbrojeń przyszłości, ale też umiejętne powiązanie ich i przedstawienie w kontekście popkultury. A także wywód o etycznych i społecznych konsekwencjach takowego rozwoju. Książka, która jest nie tylko ciekawa – przez rozbudowaną część merytoryczną – ale też pouczająca, dzięki szerokiemu kontekstowi społecznemu, w jakim osadzono omawiane kwestie.

Co ważne, to nie jest pozycja tylko dla miłośników militariów. Przystępny język i otwarty, eseistyczny styl autora sprawiają, że może być zadowalającą lekturą także dla zupełnych militarystycznych i technologicznych laików. Współczesny świat wręcz wymaga podstawowej wiedzy o wymogach obecnego – i przyszłego – teatru wojny (choćby w odniesieniu do znaczenia poprawy naszych, krajowych zdolności obronnych i świadomości, czym mogą dysponować nasi potencjalni wrogowie i/lub sojusznicy), a „Mimowolne cyborgi. Mózg i wojna przyszłości” to solidne uzupełnienie wiedzy w tym zakresie. Owszem, opowiadające niejako pieśń przyszłości, ale powiedzmy sobie szczerze, jeszcze dwie, trzy dekady temu to, co widzimy na współczesnym polu walki można było odnaleźć jedynie w pozornie szalonych, futurystycznych wizjach w powieściach i filmach SF. Lepiej być przygotowanym na to, co nas czeka. Bo to „jutro” i tak nadejdzie, czy się nam to podoba, czy nie.

Mimowolne cyborgi. Mózg i wojna przyszłości

Nasza ocena: - 80%

80%

Łukasz Kamieński. Wydawnictwo Czarne 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Rodzeństwo – emocjonalny rollercoaster [recenzja]

Wydawnictwo Szelest ma dobrego nosa do mocnych debiutów. Po “Nie zwalaj winy na blond” Agi …

Leave a Reply