Gorący temat

Bartosz Kosowski, Joanna Ambroz i Dawid Ryski – polski plakat kontratakuje [wywiad]

Targi Rzeczy Ładnych, to cykl imprez targowych mających na celu prezentację i promocję m.in. polskiego dizajnu, mocno obecne w kulturalnym kalendarzu stolicy. Tegoroczne – podwójne (TRŁ PRINT! i TRŁ FRESH!) odbędą się w dniach 11-21 września w Centrum Praskim Koneser. Po więcej szczegółów zapraszamy na portal TRŁ.

Z tej okazji porozmawialiśmy z trojgiem wystawców z TRŁ PRINT!: Bartoszem Kosowskim, Joanną Ambroz i Dawidem Ryskim, m.in. o sytuacji sztuki plakatu w Polsce, o jego miejscu w miejskiej przestrzeni i o tym czy jest on dobrym komentarzem otaczającej nas rzeczywistości. Zapraszamy!

Bartosz Kosowski

Więcej o autorze:

Bartosz Kosowski – absolwent łódzkiej ASP i filologi angielskiej we Wrocławiu. Twórca doceniany zarówno w kraju, jak i za granicą. Zdobywca trzech złotych medali przyznawanych przez amerykańskie stowarzyszenia ilustratorów oraz wielu innych nagród. Współpracował m.in. z Apple, Canal+, Hollywood Reporter, The New Yorker.

Polski plakat dobrze radzi sobie za granicą?

Polski plakat jest bardzo często doceniany na międzynarodowych konkursach, obecny w zagranicznych galeriach, więc chyba nie jest najgorzej.

A w Polsce? Jest przestrzeń dla plakatu, dla grafiki użytkowej?

Jeśli chodzi o artystyczny plakat filmowy, to rzeczywiście jest on obecny na rynku, ale niestety jego obecność ogranicza się głównie do festiwali filmowych. Niestety plakat artystyczny ciągle nie funkcjonuje w głównym obiegu, bo wśród dystrybutorów panuje – moim zdaniem błędne – przekonanie, że jeśli na plakacie nie będzie wyretuszowanego zdjęcia głównych bohaterów filmu i jakiegoś „zadziornego” hasła, to film się nie sprzeda. Stąd dystrybucyjny plakat filmowy wygląda tak, jak wygląda.

Jednocześnie mamy w Polsce bardzo ciekawe inicjatywy oddolne, jak na przykład Pogotowie Graficzne, w którym graficy, graficzki, ilustratorzy i ilustratorki tworzą plakaty będące komentarzem do bieżących wydarzeń w kraju. Dzięki tej inicjatywie każdy może za darmo ściągnąć i wydrukować sobie plakat społeczny, który można zabrać na protest, powiesić w pokoju lub po prostu udostępnić w Internecie.

Gdzie szukasz inspiracji, tematów, form?

Od wielu lat staram się dużo podróżować, bo każde oderwanie się od rutyny pobudza kreatywność. Oprócz tego oczywiście odwiedzam galerie, festiwale i muzea, bo podziwianie plakatów, obrazów, grafik lub obiektów sztuki użytkowej na żywo jest zupełnie innym przeżyciem niż oglądanie ich w albumie czy na ekranie komputera.

Dodatkowo, tak jak pewnie każdy ilustrator, regularnie zaglądam na strony poświęcone plakatowi i ilustracji, kupuję albumy, oglądam bardzo dużo filmów i chodzę na wystawy dedykowane nie tylko plakatowi i ilustracji, ale sztuce w ogóle.

Chętniej tworzysz plakaty, ilustracje czy portrety? We wszystkich trzech dziedzinach, widać, że czujesz się dobrze. Ale która jest twoją ulubioną? Po którą sięgasz najchętniej?

Choć te wszystkie trzy dziedziny są dość mocno ze sobą powiązane, z całą pewnością to właśnie tworzenie plakatów daje mi największą satysfakcję (zwłaszcza, jeśli klient daje mi dużą swobodę w tym, co mogę zrobić). Moimi ulubionymi pracami są te, w których ilustracja (bo moje plakaty to tak naprawdę ilustracje z niewielkim dodatkiem typografii) opiera się na metaforze, symbolu, skrócie myślowym, który w bardzo prosty sposób oddaje charakter filmu. Muszę jednak przyznać, że właśnie to jest w procesie twórczym najtrudniejsze – zawsze bardzo trudno jest znaleźć to coś, co będzie w stu procentach czytelne dla odbiorcy, trafione w punkt i jednocześnie przykuje uwagę.

A jacy twórcy są dla Ciebie najważniejsi?

Tu chyba niezmiennie mogę wymienić Waldemara Świerzego, którego kreskę (a raczej plamę) uwielbiam, a także klasyków amerykańskiej ilustracji jak J.C. Leyendecker, Norman Rockwell czy Bob Peak. Jeśli z kolei chodzi o współczesnych twórców, to bardzo lubię prace Jamesa Jeana, Tomera Hanuki i Aarona Lowella Dentona.

Zapraszamy na stronę autorską Bartosza Kosowskiego.

Joanna Ambroz

Więcej o autorce:

Joanna Ambroz – w trakcie doktoratu na katowickiej ASP – swojej alma mater. Inspiruje się seksualnością, namiętnością i emocjami. Jako wolny strzelec współpracuje z instytucjami kultury, wydawnictwami oraz prasą. Jej prace znajdują się w zbiorach Muzeum Plakatu w Wilanowie oraz w wielu prywatnych kolekcjach na świecie.

Polska plakatem stoi? Jest miejsce dla plakatu w przestrzeni publicznej, miejskiej?

Miasto, państwo komunikuje się z nami poprzez budynki, reklamy, informacje na afiszach. To z nich możemy wyczytać temperament urzędujących władz i charyzmę artystów. Publikacja plakatów w miejscach publicznych nadaje charakter miejscu i zbliża społeczeństwo do sztuki. Ludzie często nie są oswojeni z przestrzeniami galeryjnymi, często kojarząc je z obowiązkiem szkolnym, albo co gorsza, onieśmieleniem,

Co jest nieznajome, wiąże się z dyskomfortem: czy odnajdziemy się na wydarzeniu związanym ze sztuką. Na ulicy ta bariera jest przełamana, do plakatu można podejść, może wzbudzić podziw lub obojętność.

Twoje prace stanowią niejednokrotnie dosadny społeczny komentarz. To ważne, by plakat przemawiał do społecznej świadomości, oddziaływał obrazem symboli i znaczeń?

Dobrze czuję się w interpretowaniu tematów niewygodnych, tabu. Lubię ubierać je w przystępną formę. To dla mnie nakładanie ładnej skórki na to, o czym nie chcemy rozmawiać. Uwidocznienie sprawy w dyskusji publicznej. Chciałabym, aby odbiorca mógł poczuć trochę tego, co ja, a jednocześnie pomyśleć nad tym, co siedzi w nim. Wydaje mi się, że z tych powodów najbardziej pociąga mnie szukanie symboli, metafor i tematów nierozwiązanych.

Kobiety – ich prawa, ich niezależność dążenia – to temat często obecny w twoich pracach. Plakat jest dla Ciebie formą misji? Szansą na uświadomienie społeczne?

Kobiety i ich wrażliwość, mężczyźni i ich wrażliwość. Interesuje mnie podejście ludzi do siebie jako jednostki i siebie jako osoby w społeczeństwie. Plakat może być pretekstem do rozmowy, a tematy poddane dyskusji zaczynają zmieniać myślenie i rzeczywistość.

Jak jest Twoja ulubiona praca, która kosztowała cię najwięcej wysiłku, z którą wiąże się najwięcej emocji?

Wiele znaczy dla mnie plakat #sexepl oraz okładka do książki „Dochodzę”. Plakat #sexedpl to impulsywna odpowiedź na akcję, której założenia były mi bliskie. Chciałam w nim pokazać miłość, namiętność i czułość. Świadomie ograniczałam formę, sprawdzając oddziaływanie na siebie linii, plam, tworząc z nich zagadkę. Forma okładki „Dochodzę” była wypracowywana wieloma rysunkami, poszukiwałam delikatnej, ale energetycznej formy. Z jednej strony podkreślającej nośny temat i jednoznaczny tytuł, a z drugiej pokazującej, że obok seksu chodzi o samozrozumienie.

Zapraszamy na stronę autorską Joanny Ambroz.

Dawid Ryski

Więcej o autorze:

Dawid Ryski – grafik, muzyk, ilustrator. Projektuje plakaty koncertowe, ilustruje prasę i gra na perkusji w punkowym zespole The Black Tapes. Razem z żona tworzy artystyczny kolektyw Pinata Unique. Współpracował z „Dużym Formatem”, „Przekrojem”, Łódź Design Festival i Goethe Institut. Przygotowywał plakaty koncertowe dla m.in. Franz Ferdinand i Gossip.

Tworzenie plakatów jest ciekawsze od architektury krajobrazu? Spełniasz się w dziedzinie niezwiązanej z wykształceniem?

Od zawsze lubiłem rysować. Wybór studiów był w jakimś stopniu tym podyktowany. Bardzo szybko się jednak zorientowałem, że nie jest to do końca to, co chciałbym robić w przyszłości. Zdecydowanie bardziej ciągnęło mnie do pracy graficznej niż projektowania ogrodów. Ostatecznie nigdy nie próbowałem pracować w zawodzie. Dzięki znajomym zaczęły mi wpadać pierwsze zlecenia ilustracyjne. Założyłem bloga, na którym je udostępniałem (pracowałem wtedy jako archiwista w banku). Dzięki temu, że było wtedy niewielu ilustratorów, pracy zaczęło mi szybko przybywać, a czasu niestety brakować. Podjąłem decyzje o rezygnacji z pracy na etacie. Założyłem swoją działalności i tak działam już od 10 lat.

Popkultura kocha plakat? Jest dla niego miejsce w przestrzeni publicznej?

Wiadomo, że żyjemy w dobie internetu i bardzo często wiele wydarzeń kulturalnych niestety anonsuje się już tylko tam. Chciałbym, żeby jednak jego miejsce docelowe – mam na myśli przestrzeń publiczną, nadal było tym wiodącym. Patrząc na stołeczne przystanki lub słupy w jakimś procencie na pewno nadal tak jest. Gorzej w mniejszych miastach.
Pewnie czasy kiedy plakat był mocno wszechobecny na polskiej ulicy jak w latach 50./60. już nigdy nie wrócą, ale nie sądzę, żeby zniknął definitywnie.

Coraz chętniej otaczamy się sztuka współczesną, w tym plakatem. Architektura wnętrz patrzy na tę formę dekoracji coraz przychylniejszym okiem. Chwilowa moda, czy stały, kształtujący się (a może już ukształtowany) trend?

Każdy wie, że mamy bardzo bogate tradycje w tej dziedzinie. Wydaje mi się, że od dłuższego czasu plakat przeżywa w naszym kraju pewien renesans. Mam tu na myśli plakat, jako element dekoracyjny. Potwierdzają to właśnie takie wydarzenia jak TRŁ i ogromne zainteresowanie nimi. Coraz więcej osób nie chce wieszać w swoich domach plakatów z sieciówek. Chce posiadać coś oryginalnego, autorskiego. Mam nadzieję, że to jest jednak stały trend, a nie chwilowa moda.

Pinata Unique to twój wspólny projekt z żoną, skupiony na projektowaniu sztuki użytkowej, jak choćby odzież, czy torby. Ale sam projektowałeś też etykietki na butelki dla Browaru Zakładowego z Poniatowa, a dla niemieckiego wydawnictwa Gestalten ilustrowałeś książki dla dzieci. Wolisz plakat, czy grafikę użytkową?

Na przestrzeni ostatniej dekady faktycznie miałem okazję pracować przy wielu różnych zleceniach. Od projektów odzieżowych, przez murale, etykiety, opakowania, okładki płyt, plakaty muzyczne i teatralne, po książki dla najmłodszych. Spokojnie mogę powiedzieć, że Pinata Unique była świetnym wstępem dla wielu z nich. Aktualnie, chyba nie potrafię jednoznacznie określić się, co sprawia mi większą przyjemność. Z jednej strony plakat muzyczny idealnie łączy moje dwie ulubione pasje: muzykę i rysowanie. Szukanie odpowiedniego skrótu myślowego jest dla mnie zawsze super wyzwaniem i przyjemnością. Z drugiej strony grafika użytkowa jest bardzo szeroka i właśnie przez to swoje zróżnicowanie potrafi mnie zawsze czymś zaskoczyć i wybić z codziennego marazmu twórczego.

Zapraszamy na stronę autorską Dawida Ryskiego.

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Sebastian Sokołowski – Antologia Sabata powstała z sentymentu do Złotej Ery Horroru w Polsce [wywiad]

Z Sebastianem Sokołowskim z Wydawnictwa Phantom Books rozmawiamy o jednej z najciekawszych horrorowych publikacji tego …

Leave a Reply