„Porte” Katarzyny Rupiewicz nie zaskakuje. Ale nie zaskakuje w tym sensie, że zwyczajnie spodziewałem się dobrze napisanej, wciągającej opowieści, do jakich autorka zdążyła mnie dotychczas przyzwyczaić.
To, co mnie się u Rupiewicz, w jej twórczości podoba, to ta umiejętność przeskakiwania z konwencji na konwencję, co każdy praktycznie tytuł. Zaczynała humorystycznym, znakomitym „Redlum”, później był postapokaliptyczny „Świat w pudełku”, następnie urban fantasy w śląskim anturażu, czyli bardzo ciekawy „Pechowiec”… i nadszedł czas „Porte”. Najbardziej „Majkowa” powieść nienapisana przez Pawła Majkę.
Tego nieco żartobliwego określenia dla najnowszej powieści Rupiewicz używam jako oczywistej pochwały. Ale też, może ono stanowić w przewrotny sposób formułowane wskazanie, komu „Porte” ma szansę przypaść szczególnie do gustu. Nie jest to może jeszcze poziom fabularnej złożoności charakterystyczny dla Majki, u którego możemy fabułę odzierać z kolejnych warstw odniesień i nawiązań, jak choćby w bardzo dobrym „Aż zobaczycie ogień”. Ale maniera kreowania świata jest u obydwojga pisarzy podobna. Zbliżone jest u nich kreślenie przestrzeni skomplikowanych, nieoczywistych, gdzie jednoznacznie nie sposób oceniać kogokolwiek. To swoista umiejętność budowania arcyciekawych uniwersów sprawiła, że pokochałem wpierw „Pokój światów” Majki, a później też światy „Jedynego”, czy w końcu najświeższe, wspomniane przestrzenie „Aż zobaczycie ogień”. U Rupiewicz taki światotwórczy zapał widzę chyba po raz pierwszy– przynajmniej w tego rodzaju charakterystyce. Dość powiedzieć, że potrafi autorka wyrwać i swoich bohaterów i ogólny powieściowy sztafaż poza formułę zwykłej, eskapistycznej opowieści, nadać jej drugie dno i specyficzną perspektywę uwrażliwiania nas na mechanizmy władzy instrumentalne wykorzystywanie religii przez jej krzewicieli. Uderza Rupiewicz kreacyjnie w tony podobne, co wspomniany, starszy stażem i dorobkiem autor, budując ciekawą przestrzeń skłóconych między sobą księstw, prowadzących nikomu do końca niepotrzebną wojnę, podjudzaną zresztą przez struktury religijnej, zorientowanej na utajoną dominację Gałęzi. Do tego rozwarstwienie społeczne, antagonizmy wynikające z różnić społeczno – kulturowych i religijnych pomiędzy wspomnianymi państwami, wykorzystywanymi pretekstowo do wszczynania kolejnych wojen – to wszystko składa się z jednej strony na klasyczną w dużej mierze opowieść w duchu martinowskiej „Gry o tron”, a z drugiej sięga po ciekawe kontrastowanie tego, co bierzemy w codziennym życiu za oczywiste, a co po głębszym zastanowieniu okazuje się zwyczajną uległością wobec stereotypowego myślenia. Porte – główny bohater powieści, pozornie odstający intelektualnie od ludzi, w rzeczywistości jest Bramą, symbolicznym pomostem pomiędzy ludzkością, a Cieniami – istotami spoza wierzchniej warstwy rzeczywistości, z demonicznym sznytem i z przynależnością do strefy religijnego zabobonu, którym co bardziej oświecone warstwy społeczne zwyczajnie odmawiają prawa istnienia. Co im oczywiście istnieć nijak nie przeszkadza.
Cienie uczą Porte swojej perspektywy, która stoi w znaczącej opozycji do ludzkiego” pojmowania rzeczywistości. Dzięki temu może się bohater i czujnie przyglądać ludzkim zachowaniom, czy to w mikro skali pojedynczych jednostek, czy to w skali szerszej, obejmującej całe społeczne masy i ich zachowania stadne. I dziwić na wiele zachowań, nam zdających się oczywistymi. Ale kiedy dziwi się Porte, próbujący zrozumieć pewne schematy reakcji, tradycje, mentalne uwarunkowania, dziwimy się my, bo zaskakuje nas jego świeżość spojrzenia, odmienność, która uwypukla oczywistości, jakie dotychczas nam umykały.
„Porte” jest przesycona komentarzem społeczno – religijno – politycznym. Co ważne, komentarzem bardzo ogólnym, nie celującym bezpośrednio w określony okres historyczny, w symboliczne osadzenie określonych nacji (jak robił to Majka w „Aż zobaczycie ogień”). Stawia Rupiewicz na uniwersalizm przypowieści, który w zaskakujący sposób okazuje się przystawać również do naszego świata, mimo zmiennych czasów i pozornych różnic realiów.
Pojawia się w powieści erotyzm. Gra tutaj ważną rolę seksualność i bezpruderyjność samego bohatera, który zwyczajnie owej pruderyjności nie rozumie, który kieruje się oczywistym, atawistycznym instynktem, podsycanym zresztą przez Cienie, ale czy na pewno przez nie tak do końca prowokowanym? Nie ciąży jednak Rupiewicz ku wulgarności, raczej stara się obnażyć oczywistość biologicznych uwarunkowań ludzkiej natury, która społecznie nauczyliśmy się skrzętnie ukrywać, ale bynajmniej realnie nie tłumić. Okazuje się więc ta warstwa „Porte” kamuflowaną krytyką społecznej hipokryzji. Całkiem udaną zresztą.
Lubię i niejednokrotnie doceniam eskapistyczną literaturę, jako odskocznię od przytłaczającej rzeczywistości. Nierzadko też po takie właśnie tytuły sięgam. „Porte” okazuje się jednak czymś więcej, niż może zapowiadać utrzymana w tonie klasycznej fantasy okładka. To z jednej strony swoista opowieść „od zera do bohatera”, ale z drugiej ciekawe odzwierciedlenie naszej rzeczywistości, filtrowanej przez krzywe zwierciadło trafnego, sarkastycznego miejscami, bardzo celnego komentarza. A to z pewnością wartość dodana do sztafażu dynamicznej fantasy.
Sprawdź, gdzie kupić:
Porte
Nasza ocena: - 75%
75%
Katarzyna Rupiewicz. Wydawnictwo Drageus Publishing House 2026
Badloopus W pętli popkultury
