Gorący temat

Język Babilonu – ukraińska literatura fantastyczna w służbie dobra [recenzja]

Antologia „Język Babilonu” to zbiór reprezentujący przekrój fantastyki ukraińskiej, obejmującej teksty od pierwszej połowy XIX wieku, do współczesności. I choć zestaw ten, świadomie wybiórczy, nie obejmuje praktycznie wcale okresu od lat 20-tych ubiegłego wieku, po lata dwutysięczne, to jednak stanowi solidną reprezentację ukraińskiej fantastyki, z akcentem na jej współczesność.

Cenię bardzo takie projekty. W tym konkretnym przypadku, nawet w dwójnasób. Po pierwsze, to przekrojowy, reprezentatywny przykład tekstów z gruntu fantastycznych, ale z szerokiego spektrum gatunków, od grozy, poprzez fantasy, aż do klasycznej S-F z bliskiego, ale dotąd praktycznie nie eksplorowanego na polskim rynku obszaru kulturowego, skądinąd bardzo bliskiego naszemu, rodzimemu. Drugą, nie mniej ważną w tym przypadku kwestią jest charytatywny charakter całego przedsięwzięcia, bowiem został on przygotowywany non profit przez zespół redakcyjno-wydawniczy oraz autorski, a finalnie celuje w przekazanie całego zysku na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej, działającej na rzecz osób poszkodowanych w wojnie na Ukrainie. Już samo to mogłoby stanowić solidną przesłankę do zakupu niniejszej antologii, pochylę się jednak także (a może bardziej – głównie) nad literackimi walorami projektu. Bo wszak o literaturę tu chodzi.

Przyznam, że niewielu znam autorów ukraińskich, bowiem dotychczas nasz rynek nie pokusił się o nazbyt wiele literackiego importu. Owszem, duża ilość literatury rosyjskojęzycznej pojawiała się w polskich tłumaczeniach, jednak z prezentowanego w niniejszej antologii zestawu nazwisk znałem dotychczas jedynie Nikołaja Gogola (pisarza rosyjskojęzycznego, z Rosją kojarzonego literacko, mimo ukraińskiego pochodzenia) i Wołodymyra Arienewa będącego redaktorem odpowiedzialnym za wybór tekstów do tego zbioru. A – jak się okazuje – ukraińska fantastyka ma do zaoferowania wiele ciekawego, począwszy od wiekowych już, klasycznych literackich tekstów, mocno unurzanych w lokalnym folklorze, sięgających po estetykę mrocznych baśni, czy dosadniej – fantasy pełną gębą, aż po interesujące reprezentacje różnorakich odmian S-F, od humorystycznej po postapo. Bolesnym jedynie jest to, jaki motywator przyczynił się do powstania antologii. Fakt, w jakich okolicznościach i z jakich (oprócz promocji ukraińskiej tożsamości narodowej, kulturowej) pobudek został zrealizowany jest smutny przez samą konieczność tego typu działań. Jednak cieszy sam fakt, iż powstał. W myśl przekuwania mieczy na lemiesze, może nie w sensie dosłownym, skoro wojna trwa nadal, wciąż cierpią na niej i giną ludzie, ale w sensie symbolicznym – ukraińscy twórcy walczą nie tylko (w licznych przypadkach) karabinem, ale także piórem, również za sprawą słowa pisanego. I chociaż teksty zebrane w „Języku Babilonu” nie skupiają się sensu stricte na aktualnej wojnie i nie jest ona tematem wiodącym w zbiorze ( nie wg tego klucza były dobierane opowiadania), to rzecz jasna pojawiają się i takie – wśród tekstów najnowszych – siłą rzeczy poruszające ten motyw.

Wszystkie opowiadania w zbiorze ułożono chronologicznie, wg dat powstania, co pozwala niejako obserwować, poza lekturą samych historii, także zmienność ukraińskiej fantastyki literackiej, Jej interesujący proces ewolucyjny, zakres zainteresowań autorów, kierunki rozwoju etc.

I tak, poczynając od Gogola, mamy opowieści z pogranicza klasycznej grozy i mrocznej baśni, z mocno implementowanymi motywami słowiańskiego folkloru, stanowiącego główny element nadprzyrodzony, fantastyczny, jaki się w owych historiach pojawia. Są to opowieści, które z jednej strony usiłują straszyć, z drugiej zawrzeć element dydaktyczny. Komentują ówczesny świat, próbują przyzywać to, co zaczynało już w owym czasie nieco odchodzić w zapomnienie, wyrugowywane cywilizacyjnym postępem, a może i trochę rewolucją proletariacką? Opowiadania te, powstałe pomiędzy rokiem 1831 („Zaginiony list” Nikołaja Gogola), a 1923 rokiem ( „Mara Chrypka” Wasyla Koroliwa-Staryja) to historie utrzymane w stylistyce retro, które możemy z równym powodzeniem zaliczać do fantastyki jako takiej, jak i do eksperymentalnej, literackiej eksploracji rodzimego folkloru, przetwarzanego przez autorów wg artystycznej potrzeby. To niejako pierwsza część antologii, nie wyodrębniona niestety jednoznacznie (do tego wrócimy), ale stanowiąca z grubsza pewną odrębną całość. Kolejnym okresem są lata sowieckiej dominacji nad Ukrainą, co – niestety – miało olbrzymi wpływ na pisaną w owym okresie literaturę, także, rzecz jasna, fantastyczną. Fantastyka (i nie tylko ona) stała się narzędziem propagandy, swoistą tubą socjalistycznej myśli politycznej, kreującej mnóstwo upolitycznionej papki o wątpliwych aspektach literackich. Okres ten przez redakcję antologii potraktowany został nieco po macoszemu (pojawia się tylko jeden, choć sam w sobie znakomity tekst Borysa Szterna „Czyja planeta?” z 1980 roku), ale powód takiego podejścia został we Wstępie (napisanym przez Wołodyjowska Arienewa i Mychajła Nazarienko i udatnie nakreślającym pokrótce rys historyczny ukraińskiej literatury fantastycznej) uzasadniony. Okres socjalistycznej dominacji miał na tyle duży wpływ na ukraińską literaturę, że z jednej strony zatraciła ona cechy stricte narodowo-tożsamościowe – stając się wydźwiękiem ogólnej, związkoworadzieckiejj myśli społeczno politycznej, a tym samym kreując niejako odrębny podgatunek. A tym samym, jako zjawisko znaczące w ujęciu historycznym i mogące pochwalić się pokaźnym dorobkiem – zasłużyło na osobne, tematyczne opracowanie. Rozumiem podejście redakcji, zgadzam się z nim w sednie założenia, choć jednocześnie przyznaję, że trochę żal, iż niewiele dane nam było poznać przy okazji niniejszej antologii spośród autorów i opowiadań tamtego okresu.

Warto jednak zwrócić uwagę na wspomniany tekst Szterna. Klasyczna SF o poszukiwaniu nowych planet w przestrzeni kosmicznej, ujęta w mocno satyryczny konspekt fabularny, tchnący bardzo mocno bułyczowskim stylem wypada naprawdę dobrze i jest bardzo atrakcyjną literacką parafrazą znanego przysłowia „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Jako czytelnik zakochany w twórczości Kira Bułyczowa, nie umiem nie dostrzegać podobieństw, a jednocześnie nie pochwalać Szterna za trafność literackiej puenty.

Ostatnią, najobszerniejszą zdecydowanie częścią antologii jest reprezentacja ukraińskiej fantastyki współczesnej. I znów mamy tu mieszaninę gatunków, znaczną rozpiętość stylistyczną, stanowiącą ciekawy przegląd tego, jak piszą współcześnie Ukraińcy. Znalazło się tu miejsce na horror (współczesna, miejska „Gawriłowna” Oleksija Żupańskija, sięgający po mitologię Wysp Brytyjskich „Pożeracz grzechów” Oleksandra Mycheda), olśniewającą fantastykę socjologiczną w noweli Switłany Taratoriny „Język Babilonu”, która dała zresztą tytuł całej antologii (a której nie powstydziłby się chyba i Ted Chiang), przewrotne, znów sięgające po folklor, humorystyczne fantasy (Serhij Legieza „Prostacy i sprzyciarze”). Dalej mamy znakomite, klimatyczne SF („Bliżej bieguna” Maksa Kidruka), fantasy awanturniczo – magiczne, reprezentowane Natalię Matolinec w „Strażniku zagrożenia”, cyberpunkowe postapo („Zamieć” Wołodymyra Kuzniecowa), ponure, choć w satyrycznej oprawie „prawdziwe życie Iwana Iljicza” (mocno kojarzące się z niektórymi opowiadaniami Dmitra Glukhovsky’ego ze zbioru „Witajcie w Rosji”), militarne science fiction z motywem pętli czasowej (w „Dniu Neptuna” Ostapa Ukraińca), kolejne ponure, dosadne i bardzo gorzkie postapo Wolodymyra Arienewa „Pas wyobcowania”, aż po wieńczące zbiór, poetyckie, a zarazem przejmująco smutne fantasy Ołeksija Gedonowa „Środek śniegu”.

Ilu autorów, tyle gatunków. Ilu twórców, tyle sztafaży, kreacji, pomysłów. Nie ma tu wtórności, każdy tekst jest zaskoczeniem, ciekawostką, godnym reprezentantem literackiego bogactwa. Owszem, przy takim zróżnicowaniu trudno trafić we wszystkie gusta bez wyjątku każdym zawartym tu opowiadaniem. Osobiście, gdybym miał wskazać trzy najciekawsze, najlepsze teksty zbioru, po wahaniach wskazałbym historie Taratoriny, Kidruka i Arienewa, bo najmocniej zagrały na moich emocjach, trafiły w literackie, osobiste gusta. Co nie zmienia faktu, że i Sztern zachwyca, i udatnie straszy Żupańskij, ale i oszałamia rozmachem i starannością kreacji Kuzniecow. I można by tak chwalić, wymieniać kolejnych, bo – szczerze – przesadnie słabego, odstającego od reszty opowiadania tutaj nie ma. Mimo zróżnicowanego poziomu, mimo odmiennej siły oddziaływania poszczególnych historii, całość ze sobą współgra, uzupełnia się, komponuje w opowieść o ewolucji rodzimej, ukraińskiej fantastyki, w oczywisty sposób przetwarzającej rodzime traumy i doświadczenia, ale też – co oczywiste – nie powstającej w odcięciu od światowego dorobku popkulturowego.

Jeśli miałbym wskazać jakieś zastrzeżenia i uwagi, to przede wszystkim podkreśliłbym to, o czym już wspomniałem: boleśnie doskwierającą lukę, obejmującą okres sowieckiej dominacji. Jak zaznaczyłem, rozumiem decyzję redakcji, jednak jest to mocno odczuwalny brak na osi czasowej, ale też niekompletność zobrazowania gatunkowego rozwoju. Sam Sztern próbuje sytuację ratować ale to zdecydowanie za mało i pozostaje niedosyt.

Drugą kwestią, która być może nieco niwelowała by odczucia co do pierwszego zarzutu, jest brak wyraźnego podziału na okresy historyczne. Pierwszy obejmowałby wczesne historie, jeszcze z XIX wieku, od Gogola, po Koroliwa-Staryja, te najmocniej osadzone w folklorze, kiedy science fiction dopiero raczkowało (weźmy choćby „Wokół Księżyca” Juliusza Verne’a z 1869 roku). Później ten rodzynek z czasów sowieckich – przywoływany przed chwilą Borys Sztern, zafascynowany zresztą prozą Strugackich, a figurujący często jako pisarz narodowości rosyjskiej, choć ze wskazaniem Kijowa, jako miejsca urodzenia. I tu właśnie aż prosi się o więcej opowiadań z okresu, stanowiących pełniejszy, bardziej reprezentatywny przykład czasów. Tego zabrakło.

I w końcu literatura współczesna, po roku dwutysięcznym, aż do bieżącego, 2022. Taki wyraźnie nakreślony podział oznaczyłby mocniej etapy historycznego rozwoju i uwarunkowań społeczno – politycznych, ale i właśnie historycznych dla każdego opowiadania. A to czyniło by antologię nie tyle ciekawszą, co łatwiejszą w przyswojeniu, poprzez prostsze, wyraźniejsze nakreślenie kodu kulturowego, do jakiego – względem czasów powstania – się odnosi, lub w cieniu jakiego powstawała dana opowieść. Drobne ułatwienie dla czytelnika, a znaczący zysk w zakresie właściwego ukierunkowania poszukiwań klucza interpretacyjnego. Nie zaszkodziłoby, a pomogło.

Reasumując, „Język Babilonu” to antologia pełna zaskoczeń, o wielkich walorach poznawczych dla tych, którzy interesują się szerzej kulturowym dziedzictwem fantastyki – jej podbudowie, ewolucji tematycznej i stylistycznej, ale też geograficznych uwarunkowań autorskich fascynacji. Powtarzam, co napisałem wcześniej – bardzo złym był pretekst, który dał impuls do powstania tej antologii. Wojna nigdy nie jest niczym dobrym, jak złym i nagannym moralnie jest zadawanie cierpienia. Jednocześnie wspaniałe jest to, że literatura – z akcentem na tę nam najbliższą, fantastyczną, gatunkową – sięga po pióra, by w obliczu koszmaru zrobić coś dobrego. Zawsze ceniłem takie inicjatywy i jakkolwiek boli, że wciąż są konieczne (teraz bardziej, niż kiedykolwiek dotychczas za mojego życia), to dobrze, że powstają, bowiem nie tylko edukują o dorobku kulturowym naszych sąsiadów, ale mogą im choćby odrobinę pomóc w chwili największej trwogi. A literatura w służbie dobra? Nie ma nic lepszego.

ANTOLOGIĘ MOŻECIE ZAKUPIĆ TUTAJ

Język Babilonu

Nasza ocena: - 85%

85%

Praca zbiorowa pod red. W. Arieneva. Tłumaczenie: Iwona Czapla, Weronika Grązik, Paweł Laudański. Wydawnictwo Stalker Books 2022

User Rating: Be the first one !

Redakcja

Generalnie bardzo sympatyczni ludzie.

Zobacz także

Wojciech Gunia. Człowiek za murem

Jest obecnie jednym z naszych najambitniejszych autorów. Wciąż młody, a już przez niektórych określany jako …

Leave a Reply