Gorący temat

Rorschach – druga fala kosmicznych kałamarnic [recenzja]

Rorschach był jednym z najbardziej charakterystycznych bohaterów “Strażników” Alana Moore’a. Czy nowy album z Egmontu zapowiada ciąg dalszy jego historii, czy bardziej chodzi o dziedzictwo tej kontrowersyjnej postaci?

Jakby na złość słynnemu, brytyjskiemu scenarzyście co jakiś czas  wyskakują w popkulturze niczym królik z kapelusza kontynuacje albo bezpośrednie odniesienia do jego kultowego dzieła. Mieliśmy już przecież serialowych i naprawdę niezłych “Strażników”, mieliśmy komiksowe prequele czy bezpośrednie wykorzystanie postaci stworzonych przez Moore’a i Gibbonsa w superbohaterskim uniwersum DC na czele z albumem “Zegar Zagłady”. Widać, że nawet bez aprobaty scenarzysty, innych twórców po prostu fascynuje jego kultowy komiks i chcą o tym świecie opowiadać dalej. Tak jak Tom King w “Rorschachu”. 

Ten amerykański scenarzysta w ostatnich latach zapracował mocno na swoje nazwisko i rzeczywiście coraz częsciej słychać głosy, że mamy do czyniania z prawdziwym królem suberbohaterskich historii, nawet biorąc pod uwagę jego hejtowany run Batmana. Zapomnijmy o tym ostatnim, bo przecież “Mr. Miracle” i “Vision:” sprawiły, że ów człowiek znikąd ( a w zasadzie z CIA) stał się twórcą z pierwszej ligi i to takim, który rzeczywiście ma do powiedzenia coś świeżego i aktualnego. Czego bardzo dobrym przykładem jest właśnie “Rorschach”

Trochę się naczekaliśmy w Polsce na ten komiks, ale na zachętę dostaliśmy w międzyczasie ”Szeryfa Babilonu” ze scenariuszem Kinga, czyli opowieść bez superbohaterów, czarny kryminał rozgrywający się w realiach wojny w Iraku. I tu, i w “Rorschachu” King korzysta ze swoich doświadczeń z wcześniejszej pracy, by dać nam historię, w której spiski, działania wywiadów tworzą tło dla moralnych dylematów bohaterów. Gęsta narracja i ponury klimat wypełniają “Rorschacha” aż po brzegi, a fabularna łamigłówka na koniec zostawia czytelnika w dużym stopniu zdezorientowanego i w poczuciu bezradności, wobec fatum wiszącym nad kluczowymi postaciami tej historii.

Przypomnijmy, w 1985 roku, w “Strażnikach” potężna kałamarnica z kosmosu zaatakowała Nowy Jork. Po trzydziestu pięciu latach ta wersja wciąż jest uznawana za prawdziwą i można powiedzieć, że jest to dla Kinga punkt zaczepienia w tworzeniu jego skomplikowanej, mrocznej historii. Jaki wpływ może mieć takie wydarzenie, zaaranżowane niegdyś przez Ozymandiasza na ludzkie umysły? Jak można grać nim politycznie? Jak można po czymś takim tłumaczyć sobie i innym świat? I czy potrzebujemy superbohaterów, żeby przejrzeć na oczy?

“Rorschach” to historia śledztwa w sprawie próby zamachu na kandydata na prezydenta USA, podczas której zginęła dwójka sprawców, w tym jeden w kostiumie Rorschacha. Głównym bohaterem komiksu jest agent idący tropem nieżyjących zamachowców i odkrywając kolejne piętra skomplikowanej intrygi, zupełnie nie pasującej do zabitych na konwencji wyborczej dziewiętnastoletniej Laury w kowbojskim stroju i osiemdziesięciolatak, Billa Myersona w przebraniu i masce Rorschacha. Dlaczego tak dziwna para zdecydowała się na zabójstwo polityka, który stanął w szranki z Robertem Redfordem od kilku kadencji sprawującym urząd prezydenta USA? Czy ta historia ma drugie dno?

Cóż, “Rorschach” ma i drugi i trzecie dno i niemal tak bez końca odsłaniamy wraz ze śledczym pokłady tej skomplikowanej intrygi. Razem z agentem jesteśmy coraz bardziej zafascynowani Laurą i Billem, którzy w swej determinacji chcieli dokonać szalonego czynu. Dlaczego właśnie oni? Jaki wpływ miała przeszłość, którą znamy ze “Strażników” na uśmierconą na pierwszej planszy komiksu parę bohaterów? I jaką rolę ma w tej historii do odegrania podążający ich śladami agent?

W tej fascynującej historii, którą w oszczędnym, realistycznym stylu pełnym nawiązań do “Strażników” podał nam Jorge Forges ( w zamian mógł poszaleć na okładkach zeszytów “Rorschacha”) ważną częścią są maski, prawdziwe lub metaforyczne, które nosi większość bohaterów – niektórzy po to, by przystosować się do otaczającego ich świata, niektórzy po to, by przed nim uciec. Pamiętajmy też, że “Rorschach” był tworzony w okresie politycznej gorączki w USA, która tak naprawde zmieniła się w populistyczną chorobę – toczy ona bohaterów komiksu i wpływa na ich czyny. 

To opowieść o pułapce, o ludziach uwięzionych w systemie (nie tylko politycznym), z którego praktycznie nie ma wyjścia i aby je znaleźć, trzeba dokonać czegoś drastycznego, bo inaczej świat może się skończyć. To opowieść o przekroczeniu bardzo delikatnej granicy, między świadomym błędów i wypaczeń systemu obywatelem, a fanatyzmem, który może narodzić się w wyniku podjętych z premedytacją, nieodwracalnych działań. Tak jak kiedyś zaplanował i wykonał to Ozymandiasz, który chyba jednak nie przewidział, jak olbrzymi wpływ będzie miało jego dzieło na ludzkie umysły. Bo przecież, jeśli dotarła do nas pierwsza fala kosmicznych kałamarnic, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dotarła również druga fala. A kto nas może przed nimi uratować, skoro superbohaterowie gdzieś zniknęli? 

Czy aby na pewno zniknęli? 

Rorschach

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Tom King. Rysunki: Jorge Fornes. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Giacomo C.: Maska w mrocznej paszczy / Upadek anioła – kryminalne przygody niejakiego Casanovy [recenzja]

„Giacomo C.” to francusko – belgijska seria komiksowa, zamykająca się w piętnastu tomach i opierająca …

Leave a Reply