Gorący temat

Zbigniew Kasprzak – długie pozostawanie w jednym “świecie” mnie nuży [wywiad]

Ze Zbigniewem “Kas” Kasprzakiem, rysownikiem takich tytułów jak “Yans”, “Halloween Blues”, czy “Dziewczyna z Panamy” rozmawiamy o tęsknocie za krajem, zmianach na komiksowym rynku, procesie twórczym i o wydanej właśnie przez Egmont antologii “Wielkie wyprawy”. 

Tęskni pan za Polską?

Dzisiaj pojęcie “tęsknoty”, szczególnie w kontekście rzeczywistości europejskiej  nie funkcjonuje tak jak dawniej. Rozliczne możliwości kontaktu, przemieszczania się, możliwości pracy i współpracy pomiędzy krajami raczej niwelują uczucie tęsknoty, a raczej zastępują ją czymś w rodzaju pojawiającej się niekiedy nostalgii… za dawnym, dobrym czasem, młodością, starymi przyjaźniami, za tym naj, naj, naj…

A myśli Pan o powrocie na stałe?

Wyjechaliśmy całą rodzinką i jako rodzina żyjemy tutaj w Belgii już od trzydziestu lat. Dzieci dorosły, ułożyły sobie życie tutaj. Doczekaliśmy się nawet wnuków, wiec trudno mi wyobrazić sobie sytuację powrotu tylko z powodu chęci sprawdzenia tylko czy to uczucie nostalgii zniknie po powrocie. Ale w jakiejś formie pewnie wrócę…

Pana kariera nabrała prawdziwego rozpędu dopiero we Francji. W Polsce – w tamtym czasie – nie było realnych szans „rozwinąć skrzydeł” w branży?

Rozpędziłem się w Belgii, kolebce komiksu europejskiego, ale to prawda, że w ścisłym powiązaniu i obecności na rynku francuskim, albo raczej szerzej mówiąc, frankofońskim. Ówczesna Polska nie oferowana takich możliwości w domenie komiksu, który był przez czynniki opiniotwórcze postrzegany jako “antykultura” i notorycznie spychany na margines pomimo rosnącego zainteresowania nim polskiego odbiorcy.

Według Pana jest teraz lepiej? Wydaje się, że młodzi polscy twórcy mają łatwiej, by przebić się na Zachód?

Jest zdecydowanie lepiej. Oni  nie musza się przebijać, oni na Zachodzie są! Są w sensie mentalnym i fizycznym gdyż udaje im nie coraz częściej znaleźć wydawców na rynku europejskim, a rynek polski jest również nieporównywalnie  bardziej dynamiczny i obserwujemy coś w rodzaju synergii rynków.

Początki pracy na emigracji były trudne? Jak wspomina Pan tamten okres?

To była inna epoka. Gdy tutaj zaczynałem, polska nie należała jeszcze do wspólnoty europejskiej ( przyjechaliśmy pod koniec 1992 roku), a dla 37-latka z rodzina, bez znajomości lokalnego języka, nic nie było łatwe. Musiałem szybko ewoluować na różnych planach i “wyrabiać na zakrętach”, ale było intensywnie i w końcu poszło nie najgorzej.

Otwarciem zagranicznego etapu kariery było przejęcie od Grzegorza Rosińskiego serii „Yans”. „Prawo Ardelii” rysowali panowie wspólnie. Jak wyglądała Wasza współpraca?

To przejecie dokonało się na mniej więcej trzy lata przed decyzja przyjazdu do Belgii. Grzegorz mieszkał wtedy na obrzeżach Brukseli i niezbędne były moje dwa  jednomiesięczne przyjazdy abyśmy mogli rysować album rzeczywiście na “cztery ręce” i dojść do zadowalającego efektu. Po jakimś czasie  osiągnęliśmy pewien etap “artystycznej symbiozy” i plansze przechodziły z rąk do rąk bez sztywnego podziału na zakres pracy. Efekt “mimikry” zaskoczył nawet wydawcę, a to, że pracowałem nad wszystkimi elementami plansz wymiennie, czyli rysowałem i postacie i dekory, pozwoliło mi  kontynuować pracę nad albumem, wysyłając Grzegorzowi  “mocno podprowadzone” plansze z Polski do wglądu i ewentualnych korekt. Po tym doświadczeniu wydawca uznał, że może mi powierzyć dalsze losy serii… Ale to już był dla mnie zupełnie nowy rozdział, z czym wiązała się konieczność wyjazdu do Belgii, gdyż ówczesne warunki pracy absolutnie tego wymagały. Dziś, ze względu na rozwój techniki pomocnej w procesie wydawniczym, nie byłoby to konieczne.

Pana pierwsze komiksy niejako wracają na polski rynek. Wpierw „Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa”. Teraz „Wielkie wyprawy”. Cieszy taki powrót do źródeł?

Pewnie że cieszy. Upłynęło prawie 40 lat od tych moich debiutów i mimochodem stałem się klasykiem. Oczywiście jest to niejako powrót do źródeł inspiracji ujęty w tych dwóch antologiach, odzwierciedlających moje zainteresowania tematyczne w tamtej epoce. Artystycznie oscylowałem miedzy wszechobecną wówczas fantastyką naukową i fantasy, a szeroko pojętą historią.

„Wielkie wyprawy”, to album wyjątkowy. Zbiera wiele prac z różnych okresów twórczości, także krótkie komiksy do scenariuszy Tomasza Kołodziejczaka, Zofii Bieniarz, czy dwuczęściową serię „Podróżnicy”, do scenariusza Brana McLeoda. To swego rodzaju album podsumowujący karierę?

Mam nadzieję, że daleko jeszcze do podsumowywania mojej kariery, wciąż jestem aktywny, chociaż dwa lata temu dopadł mnie “wiek emerytalny”. Ale jak większość moich “kolegów po fachu”, nie odkładam narzędzi i nie przestaję uprawiać życiowej pasji, bo jak mówi przysłowie: “nie przepracował ani jednego dnia w życiu ten, kto kierował się pasją”. “Wielkie wyprawy”, to antologia z założenia eklektyczna i wielowymiarowa, przetrasowująca zarówno moje początki na rynku polskim, jak i zawierająca krótkie i pojedyncze albumy, które powstawały w różnych latach jako “przerywniki” podczas rysowania dłuższych serii, niczym moment oddechu, z potrzeby zmiany, dla odświeżenia się. Przykładem takiego łącznika między okresem polskim a belgijskim jest dyptyk “Podróżnicy”. Tom pierwszy powstawał jeszcze zanim wyjechałem z Polski, choć ukazał się drukiem dopiero cztery lata później. Natomiast tom drugi, dotarł do czytelnika po roku.

„Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa” to zbiór pana prac fantastycznych. Z kolei „Wielkie wyprawy” zabierają czytelników poprzez epoki. Ma pan w portfolio także historyczną serię „Dziewczyna z Panamy” czy „album „Bez twarzy”. W jakim gatunku najbardziej lubi pan tworzyć?

Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Pomimo bezbrzeżnych skłonności do fantastyki szczególnie silnych na początku  “mojej komiksowej drogi”, w miarę  poruszania się po niej, odczuwałem potrzebę zmiany, spróbowania sił w innych rejestrach, przyjęcia różnych wyzwań. To leży w mojej naturze, długie pozostawanie w jednym “świecie” mnie nuży. Stąd te, czasem  być może zaskakujące dla odbiorcy, wybory tematów.

A co z kryminałem? „Halloween blues” – chyba najbardziej znane pańskie dzieło, obok „Yansa” – to właśnie noir pełną gębą.

Potwierdzeniem tej potrzeby zmian jest właśnie seria “Halloween Blues”. Jest ona przykładem zmiany tematyki i idącego za tym stylu graficznego o 180° w stosunku do poprzedzającego ją “Yansa”. To pierwsza tego typu historia  w moim “katalogu”. Kto wie, może nie ostatnia.

Jest pan zwolennikiem tworzenia wieloczęściowych serii czy może krótszych, jednorazowych opowieści?

Wraz z upływem czasu zdecydowanie wole krótkie formy: one-shot, dyptyk, no ewentualnie tryptyk.

A nie tęskni pan do pisania scenariuszy? Może w zanadrzu są jakieś pomysły czekające na realizację?

Może…

Graza, pańska żona, od lat zajmuje się nakładaniem kolorów. Jak Wam się współpracuje? Miewacie jakieś różnice zdań w tym temacie?

Graza, czyli Grażyna, jeszcze w Polsce pomagała mi w kolorze do moich wczesnych komiksów, w momentach kiedy terminy były napięte i za wszelką cenę trzeba było skończyć album na czas… a napięte były raczej często. Wyrywała czas miedzy swoimi projektami do telewizji czy teatrów, żeby mnie wesprzeć. W swojej zasadniczej formacji jest scenografką, co zresztą wykorzystuje w  “inscenizacjach  kolorystycznych” – nastrój, światło itd. Po wyjeździe do Brukseli, poświęciła nie głównie pracy nad kolorem i to nie tylko we współpracy ze mną, ale również dla innych, tutejszych rysowników realistycznych. Przez lata była również kolorystką Grzegorza Rosińskiego i nie tylko…Niemniej jednak tylko ze mną od pewnego czasu realizuje metodą na “cztery ręce”  kolory kładzione bezpośrednio na oryginalnej planszy. Po fazie czarno-białej kreski, wspólnie realizujemy kolor ze wszystkim, co ta technika implikuje. Potrzebne jest absolutne zrozumienie i wzajemne wyczucie, co oczywiście nie eliminuje różnicy zdań, które trzeba rozwiązać zanim będzie za późno, na ogół po przegadaniu, dochodzimy do porozumienia, rzadko się zdarza zdecydowana różnica wizji. Zostawiam jej inicjatywę w decyzjach początkowych i w drugiej fazie się włączam, w światłocienie, w “podgrzewanie” pewnych nastrojów i emocji kolorystycznych, aż do uzyskania zadowalającego rezultatu.

Wracając do „Wielkich wypraw”. Myśli pan, że to album skierowany bardziej do „starych fanów”, którzy z wieloma z tych komiksów dorastali, czy jednak ma szansę trafić też do dużo młodszego pokolenia czytelników?

Tak, ten album odwołuje się do nostalgii fanów z epoki, bazując na emocjach jakie w nich te historyjki budziły. Nie zapominajmy jednak, że minęła od tego czasu cala epoka i większość z nich ma dzieci, które często też czytają komiksy. Może sięgną również po te, które czytali tata z mamą? Bądźmy dobrej myśli…

W „Wielkich wyprawach” znajdziemy komiks „Spadająca gwiazda. Marylin Monroe”, namalowanej w technice koloru bezpośredniego, z której skorzystał Pan po raz pierwszy. Określa Pan pracę nad tym albumem mianem doświadczenia orgastycznego. Co aż tak wyjątkowego kryje się w tym komisie?

Postać Marylin Monroe była jednym z archetypów jaki przywoływaliśmy wraz ze scenarzysta “Halloween Blues” – Mythic’iem w momencie kreacji postaci Dany. Ona jest duchem gwiazdy kina hollywoodzkiego lat 50-tych. Są w niej pewne podobieństwa z Marylin Monroe i gdy wydawca zwrócił się do mnie o zilustrowanie komiksu biograficznego “Spadająca Gwiazda”, dałem nie skusić, gdyż temat był uwodzicielski i już mocno “przestudiowany”  przy pracy nad Daną.  Jeśli w jakimś wywiadzie określiłem pracę nad tym albumem “doświadczeniem orgastycznym”, to widocznie tak było i nie wycofuję się z tego. Przypuszczam jednak, że miałem raczej na myśli doznanie wywołane technika “couleur direct”, czyli traktowanie planszy w sposób malarski, nawet bez rysunku czarną kreską.

Poza Marylin, jest jakaś gwiazda / ikona popkultury, o której chciałby pan narysować album?

Przyznaję, że niespecjalnie nad tym nie zastanawiałem…

W latach 80-tych, oprócz komiksów, przygotował pan wiele plakatów teatralnych dla Wrocławskiego Teatru Współczesnego. W ostatnim czasie powrócił pan do takiej współpracy, dokładniej z warszawskim  Teatrem Rampa. Stara miłość nie rdzewieje?

Plakat, szczególnie kulturalny, wydarzeniowy, nie marketingowy zawsze mnie pociągał, więc chętnie “popełniam” jeden czy drugi w miarę jak okazja się prezentuje. To też znakomity sposób na spróbowanie się w innej dziedzinie, chociaż i tam, w przypadku Teatru Współczesnego, czy Teatru Rampa komiks się przekradł do programów teatralnych za moją sprawką.

A co z okładkami książek? Ma pan w portfolio kilka, m.in. do popularnych niegdyś powieści Karola Maya. Chciałby pan do tego wrócić?

Tak, bardzo lubiłem to robić, ale od dłuższego czasu nie proponowano mi akurat okładek, czy ilustracji książkowych, a zajęty innymi pracami, sam z siebie nie szukałem podobnych propozycji.

Na zakończenie – ostatnio społeczność, nie tylko internetowa, zachwyca się graficznymi możliwościami AI. Co pan o tym sądzi? Odtwórcze? Pozbawione duszy artysty? A może to nadchodzący zmierzch rysowników, malarzy?

Nie ekscytowałbym się tymi nowinkami technicznymi aż tak bardzo. Niby każdy może być artystą… no to może maszyna też. Ale to człowiek, i tylko człowiek decyduje, czasem błędnie, co sztuką jest, a co nie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

W dniach 24-25 września 2022 r. Zbigniew “Kas” Kasprzak będzie gościem 33. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi.

W sobotę, 24.09, o godzinie 11:00 (sala A, poziom -1) odbędzie się spotkanie autorskie z autorem i jego żoną Grażyną “Grazą” Kasprzak, pt. “Wielkie wyprawy Zbigniewa i Grażyny Kasprzaków”. Panel zostanie poświęcony antologii „Wielkie Wyprawy”. Z kolei w godzinach 14.00-15.30 na płycie hali Expo odbędzie się sesja autografów.

Natomiast 23 września, w Centrum Nauki i Techniki EC1, o godzinie 18.00, odbędzie się wernisaż wystawy “Kas. Monografia” z udziałem autora. Wystawa czynna będzie w dniach 24 września – 18 listopada w sali wystaw czasowych Centrum Nauki i Techniki EC1 Łódź. Bilet wstępu – 5 zł. Kurator: Wojciech Łowicki.

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Łukasz Kamieński – Nowe technologie fascynują mnie i zachwycają równie mocno, co niepokoją [wywiad]

Z Łukaszem Kamieńskim, autorem m.in reportażu “Mimowolne cyborgi. Mózg i wojna przyszłości”, wydanego niedawno przez …

Leave a Reply