“Dławiący horror” to świeży na rynku zbiór opowiadań grozy autorstwa mistrza heroic fantasy Roberta E. Howarda. I choć postać tłumacza (Jerzy Łoziński) i jego „odważne posunięcia” w tłumaczeniu wzbudziły pewne kontrowersje już w chwili zapowiedzi, to jednak warto zwrócić uwagę, że tom ten zawiera klika klasycznych nowel, jakie szanujący się fan horroru zwyczajnie znać powinien.
To nie jest pierwsze wydanie nowelistyki grozy Howarda w Polsce. Niegdyś ukazało się kilka skromnych tomików twórcy Conana Barbarzyńcy w serii „Niepublikowane opowieści” (Czarna seria) wydawanych wpierw przez Wydawnictwo Arka, a później PIK, zawierających zbiór nowel z gatunku fantasy oraz grozy. Wydawnictwo Zysk i S-ka powraca do opowiadań Howarda, ograniczając wybór właśnie do (szeroko rozumianego) horroru i serwuje solidny reprezentatywny przekrój tego nurtu w jego twórczości.
Znalazło się tu miejsce dla takich klasyków, jak świetne „Gołębie z piekła rodem” – przez Stephena Kinga określone jednym z najlepszych opowiadań grozy XX wieku – czy wzbudzające wiele emocji ze względu na nowe tłumaczenie tytułu, lovecraftowskie „Glizdy ziemi”.
Nowele grozy pióra Howarda to mieszanka konwencji, często wywiedzionych z klasycznych motywów mitologii lovecraftowskiej, ale też znajdą się tutaj historie czerpiące mocno z kultury środkowoamerykańskiej i wierzeń voodoo. A te ostatnie okazują się jednymi z najlepszych i najciekawszych historii w całym zbiorze.
Nie brakuje tutaj również osadzenia w estetyce klasycznego fantasy, odpowiednio okraszonego elementami horroru i nadnaturalnej grozy (wspomniane „Glizdy ziemi”, czy „Mroczne królestwo”, w którym pojawia się inny ikoniczny bohater Howarda – Kull), ale równie ważne okazują się historie na wskroś lovecraftowskie (otwierający zbiór „Czarny kamień”) i mocno wiktoriańskiej estetyki grozy, np. wspomniane „Gołębie z piekła rodem”, sięgające po motyw nawiedzonego domostwa.
Słowem, znajdziemy tutaj szeroki przekrój estetyki horroru, eksplorujące różnorakie przestrzenie literackiej grozy, nie ustępujące w niczym dziełom w dorobku Howarda najbardziej rozpoznawalnym, czyli opowieściom o Conanie. Znajdziemy tutaj może i czasami trącące myszką opowieści, ale warto zauważyć, że znalazła się tutaj przestrzeń do czerpania garściami z kulturowego i historycznego dorobku nie tylko kontynentu amerykańskiego, ale też i innych regionów świata. A najlepszymi historiami okazują się właśnie te sięgające po podwaliny kulturowe i geograficzne właśnie rejonu kontynentu północno- oraz środkowoamerykańskiego, słabo – jak dotychczas – wyeksploatowanego w literaturze grozy, zwłaszcza w obrębie prozy dostępnej na polskim rynku.
„Dławiący horror” to naprawdę ciekawy przykład klasycznej grozy, przede wszystkim ukazujący mniej znane oblicze mistrza heroic fantasy. Rzecz z jednej strony obowiązkowa dla fanów Howarda, z drugiej stanowi interesującą ciekawostkę dla eksploratorów konwencji dawnej grozy. Nowe tłumaczenie jest w moim odczuciu poprawne i nie odbiega znacząco w jakości wcześniejszemu, choć wymaga pewnego oswojenia, zwłaszcza w obrębie tytułów i nazw własnych. Szczególnie dla tych, którzy znają wcześniejsze, osadzone w popkulturowej świadomości polskiego czytelnika tłumaczenia Piotra W. Cholewy, który niewątpliwie ma w kwestii tłumaczeń status ikoniczny. Dla tych, którzy nie mają chęci ani sił w poszukiwaniu starych wydań, edycja Zysku i S-ki będzie naprawdę dobrym, przekrojowym wyborem.
Sprawdź, gdzie kupić:
Dławiący horror
Nasza ocena: - 80%
80%
Robert E. Howard. tłumaczenie Jerzy Łoziński. Wydawnictwo Zysk i S-ka
Badloopus W pętli popkultury