Gorący temat

Somnauci. Tom 1. Katla – znakomita i odważna powieść [recenzja]

0 0
Read Time:6 Minute, 47 Second

Przyznaję, długo zbierałem się do napisania czegoś o”Katli” – pierwszym tomie „Somnautów” Magdaleny Świerczek – Gryboś. Nie dlatego, że to zła książka. Wręcz przeciwnie. Ale bardziej dlatego, że cokolwiek napiszę, nie oddam w pełni jej złożoności, co byłoby dla tak dobrego tytułu po prostu krzywdzące.

„Somnauci” to fantasy? Cóż, na pierwszy rzut oka mogłoby się tak zdawać. Islandzka wyspa, zatrzymana jakby w czasie przeszłym, zdaje się być kreacja skrawaną idealnie pod estetykę fantasy. Jednak szybko wytrącani jesteśmy z tego przeświadczenia, kiedy rozważania schodzą w rejony astrofizyki, kiedy sięgają ku zagadkowym czarnym dziurom, kiedy zaczynają odsłaniać nam pochodzenie istot z gwiazd… Czy jest to więc science fiction? I tu znów zdawać by się mogło, że autorka tylko z początku kamuflowała gatunkową przynależność, bo proweniencja „Somnautów” zdaje się przesądzona… Ale kiedy pojawiają się smoki, znów okazuje się, że nie wiemy o gatunkowej przynależności nic. Zwłaszcza, że wrażenie to potęguje obecna w drugiej części powieści Marsylia, jakby żywcem wyjęta z Martinowskiej estetyki „Gry o tron”…

To, co jednak najważniejsze, to fakt, że klasyfikacja gatunkowa przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Bo powieść broni się sama w sobie, nie próbując i nie potrzebując etykiety dla samookreślenia. Nie usiłuje wpisać się w żaden trend – a to tylko dobrze świadczy zarówno o autorce, jak i o samym dziele.

„Somnauci. Katla” to powieść w ujęciu naszego rynku niezwykła. Na tyle skutecznie nawet nie wymyka się klasyfikacji gatunkowej, co w nadspodziewanie wprawny sposób łączy go w większą całość. Nadaje mu niezależną formę, kierunek, tożsamość. Ilu współczesnych autorów/ek coś takiego potrafi? Ale jest to powieść fascynująca także z innych przyczyn.

Niesamowitość. To pierwsze słowo, które mi się nasuwa. Owszem, mógłbym was zasypać jeszcze znacznie obszerniejszą liczbą innych przymiotników wychwalających te powieść (skądinąd zasłużenie). Ale przede wszystkim chciałbym na wstępie zwrócić uwagę, że jest to historia z dość wysokim progiem wejścia. I nie, to nie wada. To zaleta. Świat przedstawiony jest skrajnie inny od naszego – choć jednocześnie jest osadzony z grubsza w realiach naszego świata, na podwalinie dawnej Islandii. Już takie posadowienie miejsca akcji, a ściślej – punktu wyjścia dla niej – determinuje wiele aspektów. A jednocześnie podnosi poprzeczkę dla czytelnika. Wymaga zaangażowania, bo i sam islandzki sztafaż nijak nie jest zakorzeniony w popkulturowej świadomości, więc i odbiorca zderza się od początku z nowym. Niczego praktycznie nie ma tutaj, co by było znajome, oswojone. Błądzimy we mgle, przypominającej tę otaczającą szczelnym kordonem rodzimą wyspę Katli, głównej bohaterki. Ale jednocześnie ta obcość świata okazuje się na tyle fascynująca, pociągająca w swojej tajemniczej obcości, że nie umiemy nie brnąć w głąb, by odkryć kolejne sekrety, kolejne elementy tego złożonego, niezwykłego świata. I kiedy podążamy dalej i dalej, kiedy coraz więcej okruchów tego uniwersum poznajemy, tym bardziej okazuje się on fascynujące i wciągające. I wciąż tylko po części zrozumiałe.

I to jest kolejna zaleta tej książki – ten proces odkrywania, który nigdy tak naprawdę się nie kończy, bowiem zawsze pozostaje coś jeszcze, coś więcej, nad czym można się głowić, by (próbować) zrozumieć mechanikę świata przedstawionego. I znów, nie jest ona nadto trudna. Po prostu jest trudna. Złożona. Skomplikowana. Całkiem, jak nie-wymyślony-ale-realny-świat. To kreacja w równym stopniu znajoma, pozwalająca zaczepić się o oswojone, znane elementy świata przedstawionego, co skomplikowana, oparta na mocno odmiennym sposobie myślenia – a co za tym idzie, kreacji. Przymusowo wyrywa nas ze schematów postrzegania, uwrażliwiając na odmienność spojrzenia, inność postrzegania. Jeśli nie po to wymyślono fantastykę, to ja już nie wiem, po co.

Świerczek – Gryboś kreuje główną bohaterkę, Katlę, poniekąd na swój wzór i podobieństwo – przynajmniej w obszarze emocjonalnym. Niby nic nowego, niby zwykle autor oddaje jakąś część siebie, przelewa ją na swoje postaci. Ale autorka „Somnautów” idzie – mam wrażenie – nieco dalej. Przede wszystkim, działa świadomie. Kształtuje Katlę na podwalinie osobistych doświadczeń, transferując je na zupełnie zmyśloną, fantastyczno – magiczną historię. Opowiada o własnej (wynikłej z neuroatypowością ) odmienności, która będąc wpierw obciążeniem, brzemieniem, dzięki wytężonej pracy nad sobą, okazała się swego rodzaju darem. A może lepiej – została w ten dar przekształcona? Przekuta determinacją, siłą woli, nieustępliwą walką? I to kolejna wielka zaleta tej książki. To kamuflowanie (dość otwarte, przyznajmy) pewnego zasadnego przekazu. Odmienność może ciążyć, póki nie nauczymy się z niej korzystać. Póki nie przetworzymy jej w coś wartościowego. To się nie stanie samo. Nie przyjdzie wróżka, nie dotknie nas magiczną różdżką. Nie oświeci nas łaska należna z gruntu naznaczonym przez los bohaterom, jak często ma to miejsce w fantasy. Tutaj autorka nie idzie na skróty, nie kreuje Wybrańca, obarczonego mocą, która musi – a więc w końcu ujawnia się – bo tak zostało zapisane. Moc jest, owszem, jej zalążek. Ale wpierw ciąży, niby fatum, przekleństwo, bo opiera się na niezrozumieniu, niewpasowaniu w otaczający schemat. Wartość owej mocy należy dopiero wypracować, przepracować, uwolnić z okowów własnych kompleksów i zewnętrznego ostracyzmu, by wydobyć ją, zanim nas zniszczy, spali.

Moc, która kryje się w Katli jest więc jej potencjałem. Aż tym i zarazem czymś zupełnie przeciwnym. Gigantycznym, dojmującym obciążeniem. Jeśli sama owego potencjału nie odkryje, nie otworzy się na niego, nie nauczy, nie okiełzna… przegra. Zginie. A z nią i jej najbliżsi. I cały świat. Więc zapanowanie nad Darem nie jest sensu stricte nagrodą. Nie jest dodaniem. Jest uniknięciem. Jest swego rodzaju wyzwoleniem. Jest ulgą. Stawka jest więc, jak zwykle, wysoka. Ale Świerczek – Gryboś niczego swoim bohaterom nie ułatwia. Zrzuca na nich brzemię, ale jednocześnie mówi im, że sami muszą się nauczyć, jak je dźwigać. Nic nie stanie się samo. Nagroda jest obiecująca, kusi, ale czy po nią sięgną, to już zależy od nich.

Fascynujące jest to budowanie potencjału Katli na gniewie, na kipiącym buncie, na buzującym w niej ogniu. Który równie może wynieść ją na wyżyny, jak spopielić. Jak doskonała jest to parafraza nastoletniego gniewu, chęci brania się za bary z całym światem! Od nas samych, w pewnym wieku, czy ujarzmimy to, co w nas tkwi, czy przekujemy to w siłę konstruktywną, w wartość. Czy pozwolimy się temu gniewowi zniszczyć, zdegenerować. Zaniknąć, albo może i nas zniszczyć.

Radek Rak odważnie przyporządkowuje „Somnautów” w okładkowym blurbie do SF, może i zadając nieco kłam moim słowom. Ja jestem bardziej powściągliwy, waham się nadal z tym etykietowaniem, choć przyznaję, że i pierwiastka naukowego tu nie brakuje. Ale takiego podawanego z zacięciem filozoficznym, co czyni go jeszcze bardziej fascynującym. Jeśli (tak, jak mnie) intrygują was czarne dziury i sama ich istota, to ta książka zdecydowanie jest dla Was!

Formą, klimatem opowieści, nieubłaganie ciąży mi ta proza do twórczości LeGuin. To podobna poetyka, kreowanie postaci wewnętrznie złożonych. Może jeszcze warto tu przywołać podobieństwa do „Trylogii Pękniętej Ziemi” N.K. Jemisin, czy – chyba najmocniej, do prozy Siri Petersen i jej „Kruczych pierścieni”. Korelację dostrzegam może przez skandynawską proweniencję, może przez budowanie na wskroś obcego świat, który jednak okazuje się być w pewien sposób (choć u obydwu pisarek inaczej) spowinowacony z naszym? Dostrzegam tutaj podobną wrażliwość, umiejętność kreowania bohaterek zarówno wrażliwych, jak i – na swój sposób mocarnych. Skomplikowanych, niewpasowanych w świat, jaki je otacza, ale jednocześnie potrafiących walczyć o swoje. Sięgać po to, czego świat przedstawiony zdaje się im odmawiać.

To – mam wrażenie – cholernie odważna książka. Bo mówi bardzo wiele o jej autorce. I to nie w sposób, w jaki zwykli kreować się twórcy. To nie budowanie wizerunku, nie reżyseria, nie przywdziewanie maski, ale szczerość. Bolesna, sięgająca samego dna, samych trzewi. Tego, co uwiera, co boli. Tego, co zwykle chcemy ukryć, by się wpasować, by zostać zaakceptowanym. W naszym, nie tylko literackim, ale szerzej, polskim piekiełku, to naprawdę cholernie odważne.

Oczywiście, nic nie jest tu bezpośrednie, nic nie jest powiedziane wprost, wszystko zostało staranne obudowane opowieścią, zaszyte w fantastycznej, niesamowitej historii. Ale nadal, jeśli zdrapie się pozłotkę fantastycznego sztafażu, okazuje się, że „Somnauci” to opowieść przede wszystkim o brzemieniu odmienności, i o trudzie zrozumienia i akceptacji samych siebie.

Magdalena Świerczek Gryboś jest z pewnością jedną z najciekawszych autorek w polskiej fantastyce, ale i literaturze ogółem. Tworzy historie oryginalne, nietuzinkowe, z wysokim progiem wejścia, ale nagradzające wytrwałych prawdziwą literacką ucztą. Ciekaw jestem, jak ten świat się rozwinie, jak dalej potoczą się losy Katli i pozostałych bohaterów. Autorka ofiarowała im przepastny świat, który ma w sobie jeszcze z pewnością mnogość tajemnic. I tych ziemskich, i tych z głębi Wszechświata. Polecam Wam spróbować się z nimi zmierzyć. Zdecydowanie są tego warte.

Sprawdź, gdzie kupić:

About Post Author

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.
Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Somnauci. Tom 1. Katla

Nasza ocena: - 90%

90%

Magdalena Świerczek - Gryboś. Wydawnictwo Spisek Pisarzy 2025

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Utkanie form ludzkich – jeszcze polska groza nie umarła…

„Utkanie form ludzkich” to kolejny tytuł w powiększającym się portfolio Macieja Klimka, znanego szerzej jako …

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Zostaw odpowiedź