Gorący temat

Utkanie form ludzkich – jeszcze polska groza nie umarła…

0 0
Read Time:4 Minute, 25 Second

„Utkanie form ludzkich” to kolejny tytuł w powiększającym się portfolio Macieja Klimka, znanego szerzej jako Klimkovitz – nietuzinkowego artysty, który z fana grozy wszelakiej przeobraził się wpierw w twórcę niepokojących, psychodelicznych grafik, a w następstwie tych eksploracji, także w literata. Tym razem siły połączył z Michałem J. Sobocińskim, autorem uniwersum „Wieszczby Końca Czasów”.

Ma już Maciej samodzielną „Księgę Krzyku” – w interesujący sposób łączącą literacką formę z pracami graficznymi, oraz napisane wspólnie z Przemysławem Budzińskim „Tonery”, zaliczające się do horroru ekstremalnego i zdecydowanie przekraczające wszelkie możliwe bariery. „Utkanie form ludzkich” to kolejna kooperacja twórcza, tym razem ze wspomnianym Michałem J. Sobocińskim, właścicielem Wydawnictwa Abyssos.
Zmienia się współautor, ale też gatunek, bowiem od skrajnej ekstremy odchodzą niniejszym autorzy w kierunku sprawnie osadzonej w realiach urbexu weirdowej grozy.
Pojawia się tutaj – jako katalizator opowieści – kolejna z pasji Klimka, którą jest urbex, czyli eksploracja opuszczonych, zapomnianych budynków. W powieści, tym kuszącym obiektem jest dawna fabryka nici – potężny, opustoszały kompleks, który ma dać trójce powieściowych bohaterów przepustkę do sławy w urbexowo – youtubowym światku i wywindować ich kanał na szczyt popularności. Albo zapewnić choćby sporą liczbę wyświetleń.
Jednak to, co ma być – pokaźną w skali, ale jednak dość typową – urbexową przygodą, dość szybko zmienia się w podróż po mrocznych, niezbadanych wnętrzach, które wymykają się ludzkiemu pojmowaniu. Czy nasi bohaterowie na pewno są w budynku sami? Czy ów budynek rzeczywiście jest tym, czym się wydaje? I czy te wszechobecne manekiny muszą sprawiać tak upiorne wrażenie…

„Utkanie form ludzkich” to sprawnie napisana historia, znakomicie operująca klimatem opuszczonego miejsca, w którym załamuje się czas i przestrzeń, a sam obiekt kryje o wiele mroczniejsze tajemnice, niż gumowe potwory, czy tandetni psychopaci. Wpisuje się idealnie w nadal popularny nurt weirdu. Klimek jest wielkim miłośnikiem czy to Ligottiego, czy – z naszego polskiego podwórka – Wojtka Guni – i te wpływy oczywiście są tu widoczne. Jeśli chodzi o Michała J. Sobocińskiego, jest to pierwszy tekst autora, jaki czytam, choć coś czuję że nie ostatni.

Pierwsze skrzypce gra tu z pewnością miejsce. Posępność, ale i przepastne wnętrze fabrycznego budynku stanowi tutaj nie tylko narzędzie do budowania atmosfery, ale w krótkim czasie urasta do rangi kolejnego – a może i kluczowego – bohatera powieści. Narracja pierwszoosobowa pozwala budować poczucie osaczenia i podskórnego niepokoju, bo na wszystko patrzymy oczami jednego z kolegów – Andrzeja, czujemy jego niepokój, a później strach, postrzegamy zafałszowany jego percepcją obraz i tym trudniej odróżnić nam fikcję i ułudę od rzeczywistości.
To ciekawy rodzaj prozy, który tak naprawdę bardzo oszczędnie operuje nadprzyrodzonym – a przynajmniej jego ściśle określoną a nie tylko domniemaną formą. Z jednej strony piętrzy się tutaj niesamowitość, zaszyta w industrialnym, dominującym molochu, z drugiej zaś tak naprawdę wrodzony, wpisany w ludzką tożsamość odruch racjonalizacji stara się – zarówno u nas, jak i u bohaterów – zaprzeczyć temu, co obserwuje Andrzej, główny narrator. Ale im głębiej w trzewia fabryki się zapuszczamy, im dalej zawędrujemy, tym trudniej nam zaprzeczyć temu całemu, piętrzącemu się odrealnieniu, tym zaburzeniom przestrzeni, geometrii, rzeczywistości…
Nad wszystkim wisi dalekie, delikatnie zaakcentowane echo nazistowskich eksperymentów, z jednej strony pasujące do całej koncepcji, z drugiej zaś – mam wrażenie, że nie do końca wykorzystane. Zaimplementowane, ale chyba w pewnej chwili porzucone i nie wykorzystane w pełni. Bo tak naprawdę ta historia nie potrzebuje tego wątku, tego wtrętu, by odpowiednio wybrzmieć. Rekwizytem wspomnianym już – ale niewystarczająco – są manekiny. Wszechobecne w przestrzeni starej fabryki, budzą wpierw niepokój, później nieufność, by finalnie – wraz z piętrzącym się odrealnieniem, rozbudzić autentyczny strach. To zresztą kolejna z artystycznych fascynacji / obsesji Klimka, widać więc, że to on nadawał opowieści ton, a Sobociński dbał o jej formę, jako bardziej doświadczony autor. I cóż powiedzieć, bardzo dobrze to wyszło.

Konfrontacja ze świadomością, iż nie można tak naprawdę ufać własnym zmysłom, do tego w miejscu, które okazuje się zakrzywiającym przestrzeń labiryntem, o wiele większym, rozleglejszym, niż jego fizyczna, zewnętrzna opoka, stanowi jedno z najbardziej oddziałujących na moją wyobraźnię katalizatorów lęku. To właśnie obcość, niemożność określenia, ujęcia w karby racjonalnego opisu stanowi czynnik najsilniej rozbudzający strach, który potęgowany jest właśnie przez tą niemożność precyzyjnego określenia jego źródła. Jak walczyć z czymś, czego nie widać? Z czymś, do czego nie mamy pewności, że w ogóle istnieje? Z czymś, co kwestionuje podstawowe zasady fizyki, co – samo w sobie – stanowi odkształcenie przestrzeni? Rzeczywistości?

Alegoryczny – w kontekście finalnego wydźwięku powieści – tytuł domyka całokształtu ze świetną, minimalistyczną, ale sugestywną zarazem okładką i okazuje się jedną z ciekawszych lektur tego roku. To pozycja dla miłośników weirdu, grozy industrialnej i budowania atmosfery na niedopowiedzeniu. To proza która zmusza nas do zaprzeczenia zmysłom i logice otaczającej nas rzeczywistości, ale też próbująca zadawać pytania, kim (czym) tak naprawdę jesteśmy? Jakie mamy przypisane miejsce we Wszechświecie? Czy jest granica formy dla materii? Czy zawsze pozostaje ona żywa, lub nieożywiona, czy też możliwa jest zmiana zwyczajnego, oswojonego status quo?
A jednocześnie to proza, która niekoniecznie jest skłonna do udzielenia odpowiedzi, co tym bardziej budzi podskórny niepokój i zostaje z odbiorcą na długo. Nie makabrycznymi obrazami, nie tandetnymi, choć czasem chwytliwymi jum scare’ami, ale budowaniem monumentalnej grozy poprzez konfrontację jednostki z czymś o wiele potężniejszym, zagadkowym, niedookreślonym, niż ona sama. I na każdym kroku podkreślająca jej marność w obliczu potęg, jakie funkcjonują nie tyle w obrębia naszej rzeczywistości, co na jej styku lub – w dużej mierze – poza nią. Dawno nie czytałem nic równie interesującego i na swój sposób oryginalnego w polskiej grozie. Czyżby była jeszcze dla tej konwencji nadzieja?

About Post Author

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.
Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Utkanie form ludzkich

Nasza ocena:

Michał J. Sobociński, Maciej Klimek. Wydawnictwo Abyssos 2026

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Somnauci. Tom 1. Katla – znakomita i odważna powieść [recenzja]

Przyznaję, długo zbierałem się do napisania czegoś o”Katli” – pierwszym tomie „Somnautów” Magdaleny Świerczek – …

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Zostaw odpowiedź