Kierunek: Noc – uciec, ale dokąd? [recenzja]

Jeden z młodszych seriali Netflixa jeszcze przed premierą wzbudzał w Polsce spore zainteresowanie: wszak oparto go na jednym z wątków „Starości Aksolotla” powieści rodzimego mistrza science fiction, Jacka Dukaja.

Językowi puryści do powyższego stwierdzenia mogliby się jednak przyczepić  – bo pomysł na fabułę wyewoluował tak naprawdę z zaledwie dwu i pół stronicowego fragmentu książki – w związku z tym stanowi bardziej element tła napisanej przez Dukaja historii, niż wątek sensu stricte. Jak się okazuje, tyle do stworzenia rzeczy którą da się oglądać bez zgrzytania zębami starcza aż nadto. Szczególnie jeśli na podorędziu ma się scenarzystów gotowych dołożyć autorskie rozwinięcie historii.

Zagrożenie pozostaje jednak takie samo: oto słońce zaczyna zabijać. Nikt nie wie jeszcze dlaczego, ale na całym świecie wystawieni na działanie promieni słonecznych ludzie padają trupem, a podziemne schrony zdają się nie zapewniać bezpiecznego schronienia. Jedynym ratunkiem pozostaje zatem ucieczka w wieczną noc – i  dokładnie przed taką decyzją staje kilkuosobowa grupa ludzi przebywających na pokładzie jednego z samolotów fikcyjnych linii Belgium Airways. Krótkie, pełne emocji chwile i maszyna wzbija się w powietrze, a zaokrętowani mogą jedynie liczyć na to, że uda im się prześcignąć wschód słońca okrążając planetę i być może – odnaleźć miejsce w którym mogliby przeżyć.

Na takim kręgosłupie fabularnym zasadzają się właściwie wszystkie z sześciu epizodów składających się na całość serialu. Jak sugerują tytuły, każdy z nich powinien przedstawiać historię z perspektywy innego załoganta, choć po prawdzie sprowadza się to jedynie do kilkuminutowych retrospekcji. Później akcja wkracza już na właściwy sobie tor – a tym jest rozwiązywanie kolejnych problemów pojawiających się na trasie przelotu. Bohaterowie walczą więc z usterkami, niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, ale przede wszystkim sami z sobą – bo jak się okazuje, na pokładzie samolotu znalazły się całkowicie sobie przeciwstawne osobowości. Zaledwie sześć półgodzinnych epizodów sprawia, ze wszystko to dzieje się w iście ekspresowym tempie i nie mczasu na jakiekolwiek przestoje. Nie wszystko jednak w nowej produkcji Netflixa działa dokładnie tak jak zamierzyli to sobie twórcy.

Na tak ściśle skondensowanej formie cierpi w szczególności wiarygodność relacji między załogantami. O ile najważniejsze postaci wykreowane są wcale nieźle i można się z nimi na czas seansu zaprzyjaźnić, tak wybuchające jeden za drugim konflikty prezentują się zwyczajnie śmiesznie. Niejednokrotnie mamy więc do czynienia z sytuacja w której uczestnicy dramatu zmieniają strony szybciej niż chorągiewka na wietrze i w ciągu kilku scen mogą przeistoczyć się w zajadłych wrogów w najlepszych przyjaciół – tylko po to jednak, by wkrótce potem znów zacząć skakać sobie do gardeł. I jasne, oczywistym wydaje się, że cały ten emocjonalny tygiel musiał zostać skompresowany odpowiednio pod długość serialu, ale wypada to jednak cokolwiek nienaturalnie.

Siłą rzeczy mamy też tu sporo uproszczeń – już sama pogoń za wieczną nocą wydaje się mocno naciągana jeśli w ramach czasowych i kto wie czy jeśli nie przyjrzeć się dokładniej, nie dopatrzylibyśmy się pewnych nieścisłości. Są też wisienki na torcie w postaci sprowadzenia na ziemię samolotu przez amatorkę latania, czy cudowne ozdrowienia kluczowych dla fabuły postaci. To wszystko jednak szczegóły, na które zwracamy uwagę dopiero po seansie, jeśli więc wyłączyć analityczne podejście, „Kierunek: Noc” można oglądać bez większego zgrzytania zębami.

Nie zmienia to jednak faktu, że całość miniserialu kwalifikuje się raczej jako rozrywka klasy B. Szybka, łatwa, dość przyjemna pod kątem realizacji (mamy tu nawet dwa polskie akcenty wśród aktorów) , ale ostatecznie nie wywołująca też wypieków na twarzy, ani tym bardziej jakichkolwiek refleksji. Ot, do kotleta.

Foto © Netflix

Kierunek: Noc

Nasza ocena: - 60%

60%

Twórca: Jason George. Obsada: Ksawery Szlenkier, Pauline Etienne, Mehmet Kurtulus. Belgia, 2020.

User Rating: 2 ( 1 votes)

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Nawiedzony dwór w Bly – uwierz w ducha [recenzja]

Dwa lata temu Netflix pozytywnie zaskoczył fanów serialową adaptacją „Nawiedzonego domu na wzgórzu” Shirley Jackson. …

Leave a Reply