„Poświst” to druga już — po “Dwie i pół duszy” – powieść Justyny Hankus, okraszona sugestywnym podtytułem „folk noir”, który po lekturze tej książki zdaje się sugerować kształtowanie przez autorkę niejako nowej, niezależnej literackiej konwencji.
Folk noir w wykonaniu Hankus zdaje się bowiem otwierać literackie nowe ścieżki, mieszając grozę słowiańską, fantastykę szeroko rozumianą i tę jej odmianę, którą lubimy nazywać „realizmem magicznym”, a która zresztą idealnie wpisuje się z definicji w przyjęty przez autorkę rys estetyczny.
Jest u Hankus w głównej mierze realizm opisywanej rzeczywistości, nie tyle przerysowany, co naturalistyczny, niepozbawiony wad i przywar, ile jednocześnie równoważony cechami pozytywnymi, które korelują ze sobą, współgrają i żadna z nich nie zyskuje bezpośredniej dominacji. Zarazem jest ten realizm ściśle konotowany z warstwą nadnaturalną, magiczną, niesamowitą, która jednak dla bohaterów nie jest czymś z gruntu niezwykłym, ale oczywistością, swoistą stałą, elementem kształtującym tę ich otaczającą rzeczywistość, na równi z naturalnymi, realistycznymi cechami.
I to właśnie fascynuje w opowieści Hankus najbardziej – to zrozumienie i oddanie literackie, istniejącej przecież w obszarze polskiej wsi może i do teraz, korelacji pomiędzy tym, co rzeczywiste, naturalne, oraz tym, co nadprzyrodzone i magiczne. Słowiańskie stwory mitologiczne, personifikujące niejednokrotnie siły natury są zakorzenione w rodzimej, wiejskiej mentalności, a u Hankus zyskują bardziej namacalną formę, koegzystującą z mieszkańcami Krzemiennej, którzy traktują je jak coś oczywistego, nieodzownego, stały i oczywisty element rzeczywistości.
Problemem w tej relacji okazuje się moment naturalnego – nadnaturalnego kataklizmu, który zaburza równowagę relacji. Wiejska społeczność oswojona była z obecnością nadprzyrodzonego głównie poprzez zaufanie w ochronną siłę tegoż. Swoista mieszanka pogańskich wierzeń oraz boskiej / maryjnej siły ochronnej jest podwaliną tożsamościową mieszkańców, a kiedy ona okazuje się niewystarczająca, by zmierzyć się z katastrofą, powstaje pustka, jakiej nie sposób wypełnić. To, co stałe, niejako odwieczne i naturalne okazało się ułudą, zbyt słabą opoką, by zapewnić bezpieczeństwo, a to samo w sobie podważa cały sens jego istnienia.
Część druga, współczesna, wielkomiejska — wszak dzieje się w Warszawie – zdawać by się mogło, jest zupełnie odmienna, ale przecież to nadal opowieść o tym, że nadnaturalne towarzyszy ludziom, może zepchnięte na margines codzienności, może zapomniane, ale jednak wciąż przejawiające się w odruchach, w przyzwyczajeniach, we wspomnieniach tego, co pozornie tylko minione, bo przekazywane z pokolenia na pokolenie, choćby mimowolnie, choćby w sposób zacierający pierwotne znaczenia.
„Poświst” to opowieść o stracie, w znaczeniu równie realistycznym, jak i metafizycznym. Strata rzeczywista, łączona z przemijaniem, ze śmiercią, jest naturalnym elementem porządku świata nawet w swojej nie tak znów sporadycznej nagłości, ale pojawia się też w powieści to przemijanie wynikłe z kulturowej ewolucji, z zacierania się w ludzkiej świadomości dawnej obrzędowości i jej znaczenia. Zwłaszcza w tym drugim kontekście, we „współczesnej” warstwie opowieści zdaje się to przemijanie boleć autorkę najmocniej, bo odrywa nas do korzeni, powoduje, że tracimy jakąś część siebie, tracimy własne rozumienie siebie. Nadprzyrodzone wątki, nadnaturalne postaci, gdzieś tam, w tle drugiej części wciąż się przewijają, ale zmarginalizowane, co samo w sobie stanowi bolesną symbolikę zmienności czasów i coraz silniejszego oderwania współczesności od mistycznego postrzegania świata (wyraźnie nakreślonego w części pierwszej), co samo w sobie zdaje się być wadą i działać destrukcyjnie na bohaterów. Zresztą, miejsce pracy Marianny zdaje się być konglomeratem współczesnych wierzeń, zwykle nieczerpiących z naszych kulturowych korzeni, ale nieudolnie, w sposób boleśnie skomercjalizowany, czerpać z tradycji nam zupełnie obcych, a przez to zarówno kuszących, intrygujących, fascynujących, ale zarazem przeinaczonych jak i zupełnie niezrozumiałych.
Można się z tym przekazem autorki nie zgadzać, można być piewcą brutalnego realizmu współczesności, tego piętnowanego już w romantyzmie „szkiełka i oka”. Mnie osobiście to odniesienie do potrzeby uznawania, choćby umownego, w pewnej formie ludowego mistycyzmu zdaje się zbawienne dla tożsamościowego poczucia. Odrobina magii, choćby tej przaśnej, ludowej, w nazbyt stechnicyzowanym świecie z pewnością nam nie zaszkodzi. A wręcz przeciwnie, daje szanse na zespolenie z przeszłością, jako częścią naszej kulturowej i społecznej tożsamości. Nie staliśmy się bowiem sami z siebie, ale wyrośliśmy na kulturowej, tożsamościowej podwalinie poprzednich pokoleń.
Wspaniały jest język Hankus, na wskroś poetycki, doskonale budujący atmosferę wspomnianej konwencji realizmu magicznego, czasami sięgający po opisowe przymrużenie oka (utopiec z petem w ustach), ale i niestroniący od scen mrocznych, przerażających, czy tchnących odpychającą brutalnością ludzkich przyziemnych, dalekich od szlachetności działań. Ale to właśnie, w moim odczuciu, zaleta kreacji takiego, a nie innego świata, skupiającego w sobie tak różne emocje, odczucia, różne oblicza rzeczywistości, gdzie musi być miejsce zarówno na humor, jak i łzy, na rozpacz, lęk i na zło, które przecież niejednokrotnie kryje się w człowieku. Potrafi Hankus to zgrabnie opisać, literacko nakreślić, wszystko ze sobą spleść w jedną, spójną całość, w dodatku taką, w której każde pojedyncze zdanie możemy się smakować. Tu nie tylko treść, ale i forma ma znaczenie, buduje estetyczne doznanie i czyni zwykłe pisanie literaturą.
Powergraph zwyczajowo ma talent do wyławiania autorów balansujących na gatunkowym, konwencyjnym pograniczu. Hankus jest ich jedną z nowszych, ale z pewnością zasługujących na uwagę „zdobyczy” (niech mi autorka wybaczy to siermiężne, acz adekwatne określenie). To trzecia powieść pisarki, druga w tym wydawnictwie, która wyraźnie wskazuje kierunek, w jakim Hankus chce podążać.
I nie sposób zaprzeczyć, że jest to kierunek nad wyraz słuszny.
Sprawdź, gdzie kupić:
Poświst. Folk noir
Nasza ocena: - 90%
90%
Justyna Hankus. Wydawnictwo Powergraph 2025
Badloopus W pętli popkultury