„Handlarze iluzji” to kolejna – po „Sprzedawcach marzeń” – antologia Sekcji Literackiej “Logrus” Śląskiego Klubu Fantastyki. I pozycja ponownie inspirowana ilustracjami, które stały się pożywką dla wyobraźni zebranych w niej autorek.
Pierwsza antologia tworzona była na podwalinie twórczości Grzegorza Chudego, mocno zintegrowanego ze śląskim klimatem i jego miejskim legendarzem. I – co ciekawe, dominują w tamtej publikacji same pisarki, z wyjątkiem jednego pisarza, a zarazem też autora wstępu, Michała Cholewy. W „Handlarzach iluzji” dominacja pisarek jest już całkowita, bowiem zarówno autorką ilustracji, służących za inspirację, jak i wszystkich tekstów są panie. Co oczywiście nie jest bynajmniej zarzutem, ale odnotowaniem faktu w ramach kronikarskiego obowiązku. Dla mnie jest to antologia o tyle ciekawa, że kiedy w pierwszym przypadku znałem wcześniej zarówno cudowne obrazy Grzegorza Chudego, jak i dotychczasowe literackie reprezentacje większości zgromadzonych w antologii twórczyń i twórcy. W przypadku „Handlarzy iluzji” rzecz ma się zgoła inaczej, a poznawanie jej jest eksploracją, w znakomitej większości swego rodzaju „terra incognita”. Całość powstała w oparciu o ilustracje Małgorzaty „Smoczycy” Pudlik (która zresztą w pierwszej antologii również pojawia się z opowiadaniem), a w składzie autorskim znalazły się zarówno nazwiska dobrze mi znane, jak i zupełnie dotychczas anonimowe, I jest to – jak każda antologia, zbiór subiektywnie nierówny. Choć nie uświadczymy tu opowiadań pośledniej jakości, to jednak ich poziom pozostaje zróżnicowany.
Zauważalne jest to zróżnicowanie, wynikłe choćby z różnych literackich doświadczeń autorek, gdzie jedne dopiero wyraźnie uczą się pisarskiego fachu, szlifując warsztat, ale jeszcze swojego unikalnego stylu nie znalazły, ale są i takie, u których po pierwszych zdaniach widać charakterystyczną manierę, wynikłą z nomen omen, zawodowstwa. Czy to źle? Wręcz przeciwnie, uważam osobiście, że to właśnie rola antologii – a przynajmniej jedna z ról – to łączenie światów doświadczenia i amatorstwa ( bez pejoratywnego wydźwięku). To płaszczyzna spotkania, porozumienia, ale też nauki. Trochę misyjna rola, jaką prezentuje choćby seria antologii „Ku gwiazdom” z Wydawnictwa IX, gdzie starzy literaccy wyjadacze dzielą przestrzeń z autorami niejednokrotnie stawiającymi pierwsze kroki na pisarskim rynku. I poniekąd z tym samym mamy do czynienia tutaj. Niemniej – a może wręcz właśnie dlatego – warto po „Handlarzy iluzji” sięgnąć.
Zaczynamy krótką historią „Oku” Marty Ryczko. Ciekawa w formie historia, stojąca trochę w rozkroku pomiędzy urban fantasy (bo mocno osadzona w miejskiej tkance), a grozą, bowiem uczucie niepokoju towarzyszące prezentacji tytułowego bohatera / tworu jest tutaj wyraźnie uwypuklone. Przyjemne w odbiorze (dla miłośnika obydwu wzmiankowanych konwencji), może ciut za krótkie, bo pomysł jest nośny na tyle, że można by go bardziej rozwinąć. Ale to akurat komplement dla twórczyni, że chciałoby się w jej historii – mimo zaklętych w niej pokładów nostalgicznego smutku, a może właśnie przez nie – zostać na dłużej.
Kolejnym opowiadaniem jest debiutancka „(Bez)barwna mapa do szczęścia” Aleksandry Olmy. I jak na debiut przystało, jest on wyczuwalny, choć poprawny. Wydaje mi się jeszcze Olma nie całkiem pewna, nie całkiem świadoma swoich możliwości, przez co pisze dość zachowawczo, z dużą poprawnością, ale przez to bez ekspresyjnej swobody, widocznej u bardziej doświadczonych autorów. Docenić należy mocne zakotwiczenia fabuły w dedykowanej ilustracji, choć sama historia zdaje mi się nazbyt przewidywalna. To opowiadanie przyjemne, poprawnie napisane, które jeszcze w sobie tłumi tę oczekiwaną, literacką iskrę. W przypadku debiutu jak najbardziej warto takie rzeczy wybaczyć, zwłaszcza, że potencjał jest.
Trzecie opowiadanie to dość luźne potraktowanie inspiracyjnej ilustracji, ze zgrabnym za to nawiązaniem do jej tytułu. I widoczne „zawodowstwo”, o którym z początku wspominałem. Nie ukrywam, Kańtoch należy do moich ulubionych polskich pisarek, czy to w fantastyce, czy w kryminale, więc po jej nowelce obiecywałem sobie dużo. I autorka zdecydowanie w tej kwestii nie zawiodła. Serwuje nam opowiadanie po mistrzowsku napisane, ze świetnie rozłożonymi akcentami, odpowiednią dawką niedopowiedzeń i tą formalną swobodą, potrafiącą przekuć zwykłe, prozaiczne kapanie (kap, kap…) w opowieść nostalgiczną, brzemienną smutkiem, a może i rozpaczą, z odpowiednio szokującym finałem. Uwidacznia się tutaj obycie Kańtoch z różnymi konwencjami, od tej onirycznej w założeniu, fantastycznej, po surową, realistyczną, kryminalną. Udało się je autorce w znakomity sposób połączyć.
Joannę Nałęcz, autorkę następnego opowiadania pt. „Sis” czytałem po raz pierwszy w „Sprzedawcach marzeń” (absolutnie cudowna „Maya”), więc i tutaj oczekiwania miałem spore. I znów się nie zawiodłem, bo po raz kolejny serwuje Nałęcz historię opowiedzianą bardzo poetycko, subtelnie, oscylującą na pograniczu snu i jawy, realizmu i oniryczności. Cholernie smutna nowela, ale w tym smutku, na swój sposób przepiękna. I drugi, po opowiadaniu Kańtoch, sztos w tej antologii.
Katarzynę Rupiewicz ubóstwiam od czasów jej przepysznego „Redlum”, ale doceniam też za „Pechowca”. Tutaj, do prostej tematycznie, iście sielankowej ilustracji w duchu „wsi spokojnej” zdołała ukuć humorystyczne i przewrotne opowiadanie fantasy, w którym niewiele jest takie, jak się z pozoru może wydawać. Znajdziemy tu ciekawą parafrazę ludowego motywu strzygi, która dla autorki bynajmniej nie była podwaliną dla opowieści grozy. Trochę można określić to opowiadanie mianem flirtu z motywem wiedźmińskim, bo i znalazł się tu końcowy twist mocno w duchu prozy Sapkowskiego. Ale można je przyrównać również do prozy popularnego u nas Travisa Baldree. Jego miłośnikom opowiadanie Rupiewicz też winno się spodobać.
Aleksandra Cebo w „Gwiazdce z nieba” sięga po konwencję poetyckiej fantastyki. I choć ciekawie napisane, nie do końca do mnie trafia w warstwie fabularnej. Ale warto przyznać, że napisane jest sprawnie, umiejętnie. Po prostu nie celuje do końca w moją osobistą wrażliwość. Bywa i tak.
W przypadku zapaści Marty Magdaleny Lasik waham się, czy to jeszcze konwencyjnie postapo dalekiego zasięgu, czy już może technofantasy? Nie zmienia to jednak faktu – ta niepewność przyporządkowania – że jest to opowiadanie po prostu znakomite. Trochę kojarzy mi się z pisarską manierą LeGuin, a większego komplementu dla tej opowieści zwyczajnie znaleźć nie umiem. Z polskich pisarek blisko Lasik w tej odsłonie do zwyczajowo doskonałej Aleksandry Bednarskiej, choć ta eksploruje odmienne fabularnie obszary.
Na zakończenie, w ostatnim opowiadaniu Alicja Tempłowicz serwuje groteskowe „Prochem jesteś”. Fantastyka bardzo bliska estetyce bizarro, w której korporacyjne sprzęty biurowe ożywają, rozpoczynając brutalną walkę nie tylko z ludźmi, ale również między sobą, okazuje się swoistym, literackim eksperymentem, na ile da się absurd utrzymać w ryzach. Cóż, Tempłowicz udaje się do samego końca – serwuje tekst przemyślany, nakreślony w sposób bardzo ironiczny, ale bez lekceważenia inteligencji odbiorcy a zarazem dobrego smaku. A to sztuka.
Ostatnim tekstem w antologii jest prosta, humorystyczna rymowanka samej autorki rysunków, do ilustracji podejmującej zresztą jej ulubiony ponoć motyw – smoka.
Antologia „Handlarze iluzji”, przez o wiele większą tematyczną rozpiętość dedykowanych ilustracji, serwuje szersze spektrum konwencji, niż miało to miejsce we wcześniejszych „Sprzedawcach marzeń”, oscylujących bliżej jednolitej urban fantasy (choć podanej w zróżnicowany sposób). Stanowiąc pomost pomiędzy twórczością autorek doświadczonych, debiutantek, z jednej strony wypełnia reprezentatywną rolę, charakterystyczną dla antologii – a w tym przypadku względem części śląskiej Sekcji Literackiej „Logrus”, a z drugiej serwuje odbiorcy interesujący mariaż obrazu i tekstu, ukazując, w jaki fascynujący sposób przenikać się mogą pokrewne formy sztuki. Jednym słowem – warto!
A zarówno antologię “Handlarze iluzji”, jak i wcześniejsze publikacje Sekcji kupić możecie na oficjalnej stronie wydawcy [TUTAJ]
Handlarze iluzji
Nasza ocena: - 85%
85%
Praca zbiorowa. Śląski Klub Fantastyki 2025
Badloopus W pętli popkultury