Gorący temat

Utopay. Przyszłość wystawia rachunek – triumf twórców gatunkowych [recenzja]

Wydawnictwo Harde w „Antologii opowiadań futurystycznych Utopay. Przyszłość wystawia rachunek” zebrało doprawdy imponującą listę nazwisk, prawdziwą śmietankę polskiej literatury. Co ciekawe, w zbiorze z założenia fantastycznym znaleźli się zarówno pisarze gatunkowi (i chwała za to!) jak i twórcy kojarzeni raczej z głównym nurtem. A sam określnik „futurystyczny” w tytule to takie trochę – mam wrażenie – mruganie okiem do odbiorcy mainstreamowego. By nie bał się sięgnąć po „Utopay”, bo to przecież żadna prawdziwa fantastyka i doprawdy, nie ma się czego bać. A ja tylko z drugą częścią tego zdania mogę się zgodzić.

To, co z pewnością cieszy, to fakt, iż twórcy antologii – wydawca wraz z redaktorem kreatywnym, Danielem Odiją – zbierawszy skład do niniejszego zbioru nie bali się zasięgnąć w przepastne – a jakże – zasoby czysto fantastycznych twórców, pisarzy z gruntu gatunkowych, którzy niczym innym, jak fantastyka właśnie nie parają się w ramach swojej twórczości. Owszem, pojawiają się w tym gronie także autorki i autorzy uprawiający inne (choćby kryminalne) gatunkowe poletko, jak Anna Rozenberg, czy bracia Miłoszewscy, a nawet twórcy głównonurtowi: m.in. Grażyna Plebanek, Mateusz Pakuła, czy Wojciech Chamier-Gliszczyński, ale warto podkreślić (co mnie osobiście, wielkiego miłośnika polskiej prozy fantastycznej cieszy szczególnie) gros autorów stanowią ci z fantastyką twórczo spowinowaceni. Nawet sam wzmiankowany redaktor kreatywny, Daniel Odija, kojarzony przecież z głównonurtową Prozą Północy, z powodzeniem wykorzystuje swoje moce twórcze także w fantastyce, choćby w świetnym cyklu „Bardo” z rysunkami Wojciecha Stefańca (dość wspomnieć, że Stefaniec odpowiada za ilustracje i okładkę w niniejszym zbiorze, o czym szerzej później).

Czemu więc to antologia nie po prostu fantastyczna, a futurystyczna? Wszak z założenia wszystkie teksty w niej zawarte odnoszą się do mniej lub bardziej utopijnych wizji naszej bliższej lub dalszej przyszłości, są więc w samej swojej idei fantastyczne, a niejednokrotnie także przecież odległe od podstawowych założeń futuryzmu, jako nurtu samego w sobie. Mam wrażenie, że określnik „futurystyczny” stanowi tutaj swoiste słowo – klucz, pewien leksykalny wytrych, mający z jednej strony jednoznacznie klasyfikować tematycznie zawartość zbioru, a z drugiej nie przyporządkowywać go do prozy stricte gatunkowej, w dodatku nie darzonej zbyt poważną estymą na literackich salonach krajowych (by wspomnieć choćby Olgę Tokarczuk i jej „Opowiadania bizarne”, miast opowiadań zwyczajnie fantastycznych). Ale pal sześć określniki gatunkowe, nie rzecz w tym, by szufladkować na siłę. A moja drobna recenzencka złośliwość wyrasta na bezustannych staraniach, by w końcu przestać fantastykę deprecjonować, by się jej nie bać, by uwierzyć, że w jej ramach także – a może nawet częściej – mają okazję powstawać rzeczy literacko wybitne.

Opowiadania w zbiorze łączy jeszcze jeden – bardzo zgrabnie rozegrany w tytule – motyw – pieniądz. A może nawet nie on sam jako taki, ale proces jego użycia, jako dźwignia cywilizacyjna, jako mechanizm społeczno – kulturowo – ekonomiczny tak wrosły w naszą rzeczywistość, że trudno sobie wyobrazić świat bez niego. A autorzy w „Utopay” właśnie o to m.in. się pokusili, rozważając w swoich tekstach czy to inną formę pieniądza i systemu transakcyjnego, czy ich zupełny brak. Ewolucję tego, co znamy, albo też coś zupełnie nowatorskiego i zaskakującego. I przyznam, że niektóre wizje okazały się nad wyraz ciekawe, czasem szokujące, ale także miejscami nieco tendencyjne, poniekąd przewidywalne (bo i fantastyka niejedno już nam zaserwowała), a nawet bliższe esejowi nt. wyobrażenia przyszłości pieniądza, niż pełną gębą opowiadaniu… Ale taki urok antologii, że nie sposób dogodzić odbiorcy każdym tekstem, zwłaszcza, jeśli zbierzemy autorskie grono o tak zróżnicowanych temperamentach, gatunkowych zamiłowaniach i literackiej manierze. Musi wyjść mieszanka, swoisty tematyczny, koncepcyjny tygiel, wyrosły na różnorakich doświadczeniach, fascynacjach, penetracjach etc. I tu otrzymujemy to samo – mieszankę może nie idealną, ale co najmniej bardzo dobrą, w której ramach większość odbiorców znajdzie coś smakowitego dla siebie.

I ważniejszym w przypadku tego zbioru okazuje się analiza poszczególnych zawartych w nim historii opierająca się nie tylko na przedstawionej wizji, nie tylko na pomyśle określającym, oznaczającym możliwości rozwoju, tudzież dewaluacji znaczenia pieniądza, umiejscawiającym go w realiach bliższej lub dalszej przyszłości. Bardziej interesujące okazuje się tutaj natomiast obserwowanie formy literackiego przekazu i ujęcia samego pomysłu w gatunkowych ramach. Bo wymyślić interesujący koncept fabuły, to jedno, a czym innym zgoła jest jego zaimplementowanie w ramy formalno – konstrukcyjne tekstu.

I pojawia się w części opowiadań problem w zaimplementowaniu pomysłu w szkielet tekstu, czyniący wykładnię świata przedstawionego głównym założeniem narracyjnym. Co, niestety, mocno razi, odstając od oczekiwanego już współcześnie standardu literatury fantastycznej.

Zauważalna nieporadność, zgoła nie tyle literacka, co właśnie gatunkowa pojawia się u autorów, którzy nie pisują na co dzień fantastyki, albo przynajmniej z niej stricte nie wyrośli, lub nie tworzyli jej niegdyś z powodzeniem. Ci “fantastyczni” twórcy okazują o wiele większą biegłość w kreacji świata przedstawionego, z założenia mniej bezpośrednią, wykładniczą, mocniej wplecioną w treść, w samą opowieść. Wręcz organicznie z nim związaną. Skupiają się na nakreślonej historii, na rysie fabularnym, a sam sztafaż świata przedstawionego – jak najbardziej fantastyczny – pojawia się u nich nie tyle jako główna oś utworu, ale właśnie jako jego starannie zaimplementowane, ale nie usilnie wyeksponowane na pierwszy plan, tło. Twórcy ci są bardziej skłonni do literackich eksperymentów, ich opowiadania cechuje z gruntu inna świeżość koncepcji, wrażliwość kreacyjna, bo nie muszą sami sobie (a tym samym odbiorcom) tłumaczyć od podstaw konstrukcji świata przedstawionego, ale wizualizując go mimochodem, w tle, po prostu snują w jego ramach opowieść. A wraz z rytmem tej opowieści, i my ową scenerię poznajemy.

Dlatego też zdecydowanie na pierwszy plan w „Utopay” wybijają się opowiadania autorów właśnie fantastycznych: cudowny, ciepły „Fifonż” Cezarego Zbierzchowskiego, surowe, ale w tej surowość poetyckie „O kotach, ludziach i Matce Boskiej” Radka Raka, postapokaliptyczne „Wióry” Łukasza Orbitowskiego (któremu teraz bliżej do mainstreamu, ale który wszak wyrósł na horrorze i nie raz, nie dwa, okazyjnie do fantastyki wraca), czy bardzo gorzkie, ale niezwykle trafne „Dobre uczynki” serwowane przez (ponuro fantastycznego, choćby w niedawnym „Czarnym Słońcu”) Jakuba Żulczyka. Oczywiście to nie jedyne warte uwagi opowiadania w „Utopay”, bo warto by wspomnieć o tekstach Magdaleny Salik, Rafała Kosika, Andrzeja Pilipiuka, Wojciecha Kuczoka, czy Dominiki Słowik. Nie rzecz w tym jednak, by na czynniki pierwsze rozłożyć cały zbiór, ale by zachęcić (bądź, na odwrót) czytelnika potencjalnego, wskazać mu kierunek – czy po daną pozycję sięgnąć, czy skierować zainteresowanie w zgoła inne obszary bogatej rynkowej oferty literackiej.

Ozdabia antologię także – prócz grafiki okładkowej – także zbiór ilustracji Wojciecha Stefańca, który wyraźnie potwierdza, iż określanie go jednym z najwybitniejszych artystów swojego pokolenia nie jest bynajmniej na wyrost. To grafik doświadczony, który już dwukrotnie zgarnął od Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego nagrodę dla najlepszego komiksu, który świetnie czuje zarówno materię ilustracyjną, jak i fantastyczną tematykę. I to wyraźnie widać w ilustracjach zaprezentowanych w „Utopay”, tę odwagę ekspresyjną, to eksperymentowanie z formą, z barwą, z ekspresją emocjonalną. Ilustracje Stefańca to stadium pośrednie pomiędzy ilustracją właśnie, a komiksem, aż po plakat. Nie tylko interesująco wpasowujące się w tematykę opowiadań, same w sobie pretendują do miana mikro-opowieści, które mają własny cel, własny przekaz. Bez nich z pewnością antologia byłaby uboższa. Zdaje się Stefaniec artystycznym spadkobiercą Jerzego Skarżyńskiego – równie przełamującego schematy w zakresie komiksu i ilustracji, ale jeszcze w dobie głębokiego PRL – u, kiedy o wolność twórczej ekspresji było o wiele trudniej. Owszem, Stefaniec idzie o krok dalej, oddaje się jeszcze mocniej graficznemu oniryzmowi, ale jego “gra z kolorem” mocno się ze Skarżyńskim kojarzy.

W przypadku „Utopay” z czystym sumieniem mogę polecić ten zbiór wszystkim, którzy lubują się w fantastyce, którzy są jej konsumentami doświadczonymi i obeznanymi w tym, co gatunek ma do zaoferowania – na pewno przynajmniej kilka opowiadań Was zadowoli, zachwyci, zaszokuje. Ale polecam także „Utopay” tym wszystkim, którzy stronią od prozy fantastycznej, którzy boją się jej niby ognia, uważając za poślednią – by nie rzec upośledzoną – kuzynkę literatury głównonurtowej. Wy z kolei macie szansę przekonać się, że fantastyka, choćby ukrywająca się za gustownym woalem futuryzmu, nadal ma do zaoferowania bardzo wiele znakomitej prozy, którą zwyczajnie warto czytać.

Utopay. Przyszłość wystawia rachunek

Nasza ocena: - 75%

75%

Praca zbiorowa. Redaktor kreatywny. Daniel Odija. Ilustracje: Wojciech Stefaniec. Wydawnictwo Harde 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe – mroczne sekrety początków West Point [recenzja]

Sięgając po „Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe” Louisa Bayarda, z jednej strony cieszyłem się …

Leave a Reply