Wszystkie grzechy Korporacji Somnium – wszystkie grzechy nas samych? [recenzja]

„Wszystkie grzechy Korporacji Somnium” Dawida Kaina to niewielka objętościowo pozycja od Wydawnictw IX, która – mimo skromnej ilości stron – zawiera w sobie mnóstwo treści. I obnaża ogrom lęków, ale i wad współczesnego człowieka.

Kain jest obecnie jednym z najciekawszych pisarzy w naszym kraju. I mówię to nie z przekory, czy prywatnej sympatii, ale przez fakt obszernego spektrum problemów, jakie autor porusza w swoich powieściach oraz trafności spostrzeżeń, osadzonych w mrocznych, dystopijnych wizjach rzeczywistości. Pewne motywy powtarzają się w jego twórczości, jednak nie jest to powtarzalność schematyczna, spowodowana próbą trzymania się tego samego konstrukcyjnego klucza, a wynika bardziej z pragnienia przepracowywania tych samych lęków, obsesji, czy ocen społecznych.

Kain dość surowo ocenia nasze społeczeństwo, jako zupełnie odarte z umiejętności komunikacji, zbytnio oddane technologiom, które jawią się w jego twórczości jako wielkie – bodaj dla społecznego ładu największe – zagrożenie. Wybija się mocno także w tym zbiorze niechęć do technologii i mediów, która zdaje się być wypadkową nieufności wobec techno – wytworów, ale też niechęci wobec manipulacyjnych mechanizmów, którymi jesteśmy bezustannie przez media atakowani.

Media to zlepek fake newsów, póz, łatek, schematów uproszczeniowych, mających nie stymulować poznawcze pragnienia, ale wręcz na odwrót – tłumić dążenie do poszerzenia wiedzy.

Kain we „Wszystkich grzechach Korporacji Somnium” – zbiorze bardzo luźno powiązanych ze sobą opowiadań, opowiada o nas samych. Ale tez o naszych wadach, przywarach. Przejaskrawionych, wyolbrzymionych. Opakowanych w odrealnioną, często zaklętą w sztafażu bliższej lub dalszej przyszłości rzeczywistość, która tylko pozornie nie jest tożsama z naszą. Jej rdzeń, kiedy odrzemy już go z naleciałości, fasad, jakimi autor ją obudował, okaże się nam bliższa, niż sami chcemy przyznać.

Autor przepracowuje różne lęki, obsesje, fascynacje. Obnaża nasz, społeczny fanatyzm, przez który zamykamy się na dialog, na próby zrozumienia drugiej strony. I nie dostrzegamy tego, co najważniejsze. Nie dostrzeglibyśmy ponownego przyjścia Chrystusa, tak zapalczywie bronimy jego (w naszym błędnym mniemaniu) nauk. Religia ważniejsza od wiary. Skazane na niepowodzenie pragnienie odnalezienia siebie, własnego JA w coraz szybciej pędzącym świecie, który tym bardziej nam się wymyka, im bardziej próbujemy za nim nadążyć. Świat, którym się otaczamy, jako starannie, na nasze własne życzenie skonstruowana fikcja, która zaczyna nam powoli zastępować rzeczywistość. To tylko niektóre z podejmowanych przez Kaina tematów, bowiem – jak zaznaczyłem na wstępie – nie objętość stron ma tu znaczenie, ale ogrom treści, jakie się na tychże stronach kryje.

Dla miłośników dotychczasowego dorobku autora to pozycja obowiązkowa. Blisko jej do „Oczu pełnych szumu”, znajdziemy też echa tematów podjętych w (opublikowanej pod własnym nazwiskiem – Marcin Kiszela) powieści „Reputacja”. Jednak to jednocześnie przykład znakomitej nowelistyki, gdzie za pomocą niewielkiej ilości słów można budować światy, konstruować wieloznaczeniowe obrazy i obnażać egzystencjalne problemy. Problemy, które nadal, mimo często przesadzonej, wyolbrzymionej, estetyki w jakiej są prezentowane, okazują się nam bliskie i z naszymi odczuciami tożsame.

Kain ocenia nas, społeczeństwo w sposób dosadny, często przejaskrawiając nasze przywary, w myśl przysłowia, że widzimy drzazgę w oku bliźniego, ale nie belkę w swoim. To smutna, ponura, depresyjna książka, na której stronach próżno szukać nadziei. Jednak znamienne jest to, iż lektura ma szanse nami wstrząsnąć. Na tyle, byśmy na pewne, niedostrzegane w codziennym pędzie sprawy spojrzeli uważniej. I może nawet coś dostrzegli.

W żadnym z literackich światów Kaina z tego zbioru nie chciałbym żyć. Wy zapewne też. Jednak boleśniejsza jest gorzka świadomość po lekturze, jak blisko wielu z nich już jesteśmy. Ta niepozorna książeczka to nie tylko znakomity zbiór fantastmagoryczno – stechnicyzowanych wizji dystopijnych przyszłości. To także forma przestrogi. Ostrzeżenia. Obnażającego przed nami nasze przypadłości, nasze wady, trawiące w nas lęki. Może jeszcze jest czas na ratunek dla ludzkości.

To jedyna nadzieja, jaką w kontekście „Wszystkich grzechów Korporacji Somnium” jestem w stanie wam obiecać. Jednak, ze względu na wartości literackie tego znakomitego zbioru, mimo gorzkiego wydźwięku treści, naprawdę warto po niego sięgnąć.

Wszystkie grzechy Korporacji Somnium

Nasza ocena: - 100%

100%

Dawid Kain. Wydawnictwo IX 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Kosmos. Możliwe światy – pasjonująca podróż przez wszechświaty [recenzja]

W latach 80. popularnonaukowy program Carla Sagana i Ann Druyan, “Kosmos”, kształcił, zaciekawiał, otwierał oczy …

Leave a Reply