Gorący temat

Labyrinthus – labiryntowy thriller

0 0
Read Time:3 Minute, 36 Second

Christophe Bec od lat konsekwentnie buduje sobie pozycję jednego z najbardziej rozpoznawalnych scenarzystów europejskiego komiksu science fiction, twórcy, który nie boi się rozmachu i historii rozpisanych na dekady, a nawet stulecia. Jego portfolio, niezależnie od tego czy spojrzymy na “Mroczną otchłań”, przez “Bunkier”, bądź “Eternum”, to nieodmiennie opowieści, w których ludzkość zawsze mierzy się z czymś większym od siebie. “Labyrinthus” jest kolejnym, być może najbardziej ambitnym dowodem tej specjalizacji. To komiks, który już od pierwszych stron sygnalizuje, że nie będzie kameralną historyjką, tylko opowieścią o globalnym, a nawet kosmicznym zasięgu.

Bec rozpoczyna od prologu skonstruowanego na wzór serii migawek z przeszłości: najpierw 1877 rok i Obserwatorium w Waszyngtonie, potem 1907 i szwajcarskie sanatorium, wreszcie 1967 rok i testy Sojuza 1. Każdy z tych epizodów to osobne, pozornie niepowiązane spotkanie z tajemniczym, obcym obiektem i zarazem mała cegiełka układanki, której pełen obraz poznamy dopiero później. Dopiero po tej podróży przez XIX i XX wiek scenarzysta przenosi nas do właściwej akcji, czyli roku 2057, gdy świat z nagła mierzy się z katastrofą o skali dotąd niewidzianej: tajemniczym popiołem opadającym na całą planetę, przylegającym do wszystkiego i zabijającym w zastraszającym tempie.
Kryzys klimatyczny, społeczny i ekonomiczny wywołany przez ów kataklizm zajmuje w fabule istotne miejsce, ale Beca interesuje przede wszystkim to, co stoi za zjawiskiem – a jest nim, jak się okazuje, pełnoskalowa, choć cokolwiek nietypowa inwazja obcej cywilizacji. To zresztą nadal dopiero punkt wyjścia, bo cała sytuacja prowadzi w końcu do kosmicznej misji, której celem jest zniszczenie najeźdźców u źródła. Rysując skalę zagrożenia, scenarzysta jednocześnie, krok po kroku, wprowadza bohaterów, którzy poprowadzą nas przez całą historię: między innymi wysokofunkcjonującego autystę Lemuela Jacoby’ego, obdarzonego niezwykłą zdolnością dostrzegania wewnętrznej struktury przedmiotów, wybitną badaczkę USAMRIID Hannah Shaw oraz walczącego o bezpieczeństwo własnych dzieci oficera kontrwywiadu, majora Wilsona. Każde z nich ma tu swoją rolę do odegrania, choć żadne, podobnie jak reszta załogi wysłanej w kosmos, nie ma pojęcia, z czym naprawdę przyjdzie im się zmierzyć.
Wszystko to spina niezwykle filmowa, ale i charakterystyczna dla stylu Beca narracja: historia swobodnie przeskakuje między wątkami i perspektywami, raz skupiając się na losach pojedynczych bohaterów, a raz niejako oddalając kamerę, by pokazać skalę zjawiska ogarniającego całą planetę. Dramatyzm eskaluje szybko i konsekwentnie, a scenarzysta pędzi od jednego kryzysu do kolejnego, choć pilnuje przy tym logicznej struktury wydarzeń. Jednocześnie też Bec potrafi zostawić sporo miejsca na domysły, nie tłumacząc wszystkiego wprost i pozwalając, by część zagadek dojrzewała w głowie odbiorcy jeszcze daleko przed tym zanim zdecyduje się udzielić odpowiedzi.
Najciekawsza część historii rozgrywa się jednak dopiero wtedy, gdy bohaterowie trafiają do wnętrza tytułowego Labiryntu – gigantycznej, obcej konstrukcji odpowiedzialnej za kataklizm na Ziemi. To tutaj komiks najsilniej flirtuje z tradycją Stanisława Lema i jego eksploracyjno-psychologicznym science fiction, w którym każdy z astronautów przechodzi swoją własną, indywidualną próbę, choć u Beca ta formuła jest wyraźnie uproszczona na rzecz efektownej, widowiskowej rozrywki. Obok tego lemowskiego rdzenia pojawia się też solidna dawka industrialnego horroru: plątanina korytarzy najeżonych śmiercionośnymi pułapkami, w których zagrożenie czai się dosłownie za każdym rogiem. Warto przy tym docenić, że “Labyrinthus” jest też w gruncie rzeczy również pochwałą inności. Bec bez owijania w bawełnę mówi wprost, że nawet jednostki wyobcowane ze społeczeństwa, niepasujące do jego standardowych ram, mają swoją rolę do odegrania i mogą stać się prawdziwymi bohaterami, a wątek Lemuela Jacoby’ego jest tego najlepszym dowodem.
Warstwa wizualna Fabrice Neauda, to z kolei sprawne żonglowanie skalą kadru – tam, gdzie trzeba, mamy niemal hollywoodzkie zbliżenia na twarze bohaterów, by zaraz kontrować je szerokimi panoramami wzmacniającymi epickość całej opowieści. Co istotne, kolejnym rysunkom się wykreować rosnące poczucie obcości i nieustannego zagrożenia w miejscu, którego zasad funkcjonowania do końca nie rozumiemy ani my, ani sami bohaterowie. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że jeśli ktoś liczy na komiks, w którym to obraz niesie główny ciężar opowiadania historii, może się zawieść. “Labyrinthus” to bowiem przede wszystkim ściany tekstu, a czasem i wiążące się z tym dłużyzny tłumaczące fabularne założenia i pomysły autora, które potrafią wyraźnie spowolnić akcję i wybić czytelnika z rytmu.

Mimo tych zastrzeżeń “Labyrinthus” broni się jako ambitna, rozmachowa opowieść science fiction, która łączy katastroficzną wizję świata z klaustrofobiczną eksploracją obcej struktury i chwilami wręcz lemowską refleksją nad naturą kontaktu z czymś wykraczającym poza naszą wyobraźnię. To pozycja dla czytelników cierpliwych, gotowych na spore dawki ekspozycji w zamian za historię o kosmicznym rozmachu.

Sprawdź, gdzie kupić:

About Post Author

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".
Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Labyrinthus

Nasza ocena: - 75%

75%

Scen. Christophe Bec. Rys. Fabrice Neaud. Scream Comics 2026

User Rating: Be the first one !

Zobacz także

Dławiący horror – klasyczne historie grozy od twócy Conana Barbarzyńcy

“Dławiący horror” to świeży na rynku zbiór opowiadań grozy autorstwa mistrza heroic fantasy Roberta E. …

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Zostaw odpowiedź