Gorący temat

Batman, tom 4: Zabobonna zgraja – wyższy poziom strachu [recenzja]

Ten niepozorny, kolejny tom serii “Batman” zawiera najlepszą od dłuższego czasu historię z Człowiekiem-Nietoperzem. To dobra prognoza na przyszłość, choć  tego rodzaju zwyżka formy jest w przypadku taśmowo dostarczanego produktu raczej wyjątkiem od reguły.

W ostatnich latach, począwszy od runu Scotta Snydera (czyli od startu Nowego DC) bardzo  dobre, kanoniczne opowieści o Batmanie z głównej serii oraz z “Detective Comics” można policzyć chyba na palcach jednej ręki. Scott Snyder popisał się “Trybunałem Sów”, niezły był też jego “Rok zerowy”, Tom King to etap, o którym wielu czytelników chciałoby zapomnieć, choć to ciekawa, acz chaotyczna i przekombinowana, długa opowieść. Z “Detective Comics najbardziej zapadła mi w pamięć świetna Mitologiczność” ze scenariuszem Petera J. Tomasiego, który jednak w kolejnych tomach nie dobił już do tego poziomu. 

Wreszcie na arenę wszedł James Tynion IV, o którym jakiś czas temu myśleliśmy jako o pomagierze Snydera, póki polscy wydawcy nie zaczęli publikować jego komiksów spoza uniwersum DC. Wysżło na to, że to naprawde interesujący twórca, który w DC być może rozmieniał się na drobne. Jednak jego run ma coś w sobie, bo oprócz napompowanej “Wojny Jokera” zawiera intrygujące historie z Batmanem, w których twórca stara się stworzyć nową wizję, a może raczej nową rzeczywistość wokół bohatera. I w najnowszym  tomie właśnie to zadanie wyszło niezwykle ciekawie. 

Jak pamiętamy, w Gotham doszło do wielu zmian. Burmistrzem jest Peter Nakano, były policjant który ma awersję do zamaskowanych osób – nieważne czy złoczyńców, czy obrońców miasta. Batman zaś jest w niewesołej sytuacji – nie jest już bogaczem, stracił majątek i co istotne, bez wszystkich swoich dostępnych środków (oraz bez Alfreda) przestaje nadążać za kolejnymi wydarzeniami i atakującymi w Gotham złoczyńcami. Tu warto zwrócić uwagę na jedną kwestię, którą Tynion IV wydobył na wierzch – jeden mroczny obrońca nawet ze wszystkimi pomocnikami na wielomilionowe miasto to po prostu za mało. Nie da się ogarnąć całego mroku ogarniającego Gotham, nie da się zapobiec każdej krzywdzie – dlatego Batman zawsze miał tyle roboty. Ale też od dłuższego czasu, dzięki zaawansowanej technologii, własnej wiedzy, rozpoznaniu sytuacji, mógł zapobiec wielu przestępstwom. Świat jednak poszedł do przodu, a Batman, o dziwo, w najnowszym tomie,  “Zabobonnej zgrai” (notabene ciekawy tytuł, w symboliczny odnoszący się do przeszłości naszego bohatera), zaczyna zostawać z tyłu. I tutaj robi się naprawdę ciekawie. 

Czwarty tom runu Tyniona rozpoczynamy od migawek z innego komiksu, czyli “Nieskończonej granicy”, którą Egmont wydał równolegle. W zeszycie zerowym tej nowej historii z Uniwersum DC część fabuły poświęcona jest w wydarzeniom w Gotham, a dokładniej mówiąc atakowi w Azylu Arkham, w wyniku którego wiele osób z załogi oraz  niektórzy przestępcy, ponoszą śmierć.. O atak podejrzewany jest Joker, bo użyto jego toksyny, ale rzeczywistość jest tym razem bardziej skomplikowana.

Gotham w “Zabobonnej zgrai” staje się areną dla starć różnych frakcji. Jedna z nich to grupa o dość dziwnej nazwie – “Kolektyw Nadpoczytalności”, której celem jest zapewnić mieszkańcom Gotham nową przyszłość poprzez odcięcie od  przeszłości. Są na tyle skuteczni w działaniach, że sam Batman jest zaintrygowany ich koncepcją na zmianę porządku. W mieście pojawił się jednak inny gracz, Simon Saint, bogacz, nerd, naukowiec, który ma ambicję zaprowadzić w Gotham własny porządek. Przedstawia burmistrzowi Nakano koncepcję tzw. Magistratu, czyli technologicznie zaawansowanych porządkowych sił działania. Nie brzmi to groźnie, ale takie właśnie jest – bardzo groźne, bo bardzo technologicznie zaawansowane, z bohaterem ataku na Arkam na czele, strażnikiem  Mahoneyem, który uratował wówczas dwie pielęgniarki i sam poniósł olbrzymie obrażenia. Teraz, z cybernetycznym wspomaganiem staje się nemezis Batmana, który zdaje się coraz mniej panować nad sytuacją w mieście.

Ta opowieść jest tak naprawdę jedną wielką retrospekcją, bo z początkowych, a potem powracających sekwencji wiemy, że Batman jest torturowany przez Jonathana Crane’a, który działa tutaj zza kulis. Czy tak jest rzeczywiście dopiero się okaże, bo wciąż nie wiemy dokładnie co się wydarzyło w Gotham przez ten czas. Być może odpowiedź lub przynajmniej jej część kryje się w innym, wydanym już komiksie, czyli w “Stanie przyszłości. Batman”. Ze wszystkich tomów tej serii, ten o Batmanie eksplorował najbliższą przyszłość Gotham pod rządami Magistratu i zaskakiwał aktualną sytuacją Człowieka-Nietoperza. Nie wiem, czy było to napisane i wydane przed, czy po “Zabobonnej zgrai” i w jakim stopniu te oba tytuły na siebie oddziałują, ale generalnie to dość dziwne sprzężenie. Nie wnikajmy w to dłużej, ważne że nowy tytuł, a także nowi bohaterowie, jak przenikliwa Miracle Molly mają duży wpływ na rozwój fabuły  i Batmana, którego zaczyna ogarniać strach przed przyszłością. Ów strach rozlewa się po całym Gotham, które na rysunkach Jorge Jimeneza wygląda niczym mroczne i niebezpieczne miasto przyszłości z czekającymi na superbohatera wyzwaniami, którym tym razem może on nie podołać. Czekam z ciekawością na dalszy ciąg!

Batman, tom 4, Zabobonna Zgraja

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: James Tynion IV. Rysunki: Jorge Gimenez. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Giacomo C.: Maska w mrocznej paszczy / Upadek anioła – kryminalne przygody niejakiego Casanovy [recenzja]

„Giacomo C.” to francusko – belgijska seria komiksowa, zamykająca się w piętnastu tomach i opierająca …

Leave a Reply