Berserker uwolniony – heroic fantasy w olśniewającej oprawie graficznej [recenzja]

To w znacznym stopniu do bólu banalna opowieść o przechodzeniu między światami – takim sztampowym spod szyldu heroic fantasy, a naszym, współczesnym. I choć sama historia opowiedziana jest zgrabnie, z odpowiednią dozą wyczucia, to nie można kwestionować oczywistego faktu: cała siła „Berserkera uwolnionego” tkwi głównie w olśniewającej stronie graficznej.

To komiks o barbarzyńskim wojowniku a’la Conan, w magiczny sposób przenoszącego się do naszego świata, do współczesnego wielkiego miasta… gdzie spotyka pewnego bezdomnego, który wyciąga do zagubionego podróżnika w czasoprzestrzeni pomocną dłoń. Przez co, rzecz jasna, pakuje się w kłopoty, bowiem nasz tytułowy Berserker ścigany jest przez tajemniczego czarnoksiężnika i jego pomagierów. Oni właśnie odpowiadają za wymordowanie rodziny bohatera.

Jak wspomniałem, fabuła nie jest przesadnie odkrywcza i jak kocham scenariusze Lemire’a, to muszę przyznać, że tutaj – jak na razie – nieprzesadnie się wysilił. Owszem, całość podana jest ze smakiem, trzyma się nieźle konwencji gatunkowej i zapowiada interesującą historię, zwłaszcza, że finał pierwszego tomu przynosi pewne zaskoczenie, jednak do wyjątkowości to tutaj trochę daleko.

Natomiast prawdziwą wartością tego komiksu są rysunki Mike’a Deodato Jr. To tryskające nieskrępowaną energią kadry, aż kipiące od testosteronu, ze wspaniale rozplanowanymi scenami walk, udatnie odnajdującymi się w gatunkowym sztafażu ilustrowanej historii. Staranne, bogate w szczegóły i dopracowane rysunki są zdecydowanie ozdobą albumu. Zwłaszcza, że grafik bardzo uwypukla postać berserkera, wciskając jego postać w najbardziej klasyczny, conanowski schemat, co paradoksalnie sprawdza się w tej opowieści, bo takiej postaci właśnie się spodziewamy, takiej oczekujemy. Berserker wszystko ma wielkie. Od muskułów począwszy, po wielgachny miecz i równie ogromy apetyt na zemstę, która pozostaje jedynym motywatorem jego działań. Sam też jest wielki, aż do nieprzyzwoitości, odziany w skóry, z przydługimi włosami i uzbrojony po zęby, przez co mocno przywodzi na myśl czy to wspominanego już Conana, czy Kane’a z Wagnerowskich powieści. Specyficzna technika rysowania u Deodato Jr. powoduje, że finalnie plansze komiksu sprawiają wrażenie obrazów nadrukowanych na płótnie, co akurat daje dość ciekawy efekt.

Z jednej strony niewiele się w albumie dzieje, fabuła nie ma tu jakiegoś szalonego tempa. To raczej swoiste, wstępne zawiązanie akcji i historia otrzyma szansę na ciekawe rozwinięcie dopiero w kolejnym tomie. Jednak stanowi interesującą przypowieść o samotności, o utracie rodziny, która łączy pomimo odmienności i barier, ale i o specyficznej mechanice męskiej przyjaźni, oraz o podejmowaniu wyzwań, kiedy nie ma się już tak naprawdę nic do stracenia.

No i rzecz jasna, nie brak tu walki. Nieokiełznanej żądzy krwi, bezpardonowego wymachiwania wspomnianym wielkim mieczem – bo miasto ma na tyle odosobnione zalesione obrzeża, że nie rzuca się w oczy gromada wyrzynających się, półdzikich mężczyzn. Jednak nasz bohater to nie tylko olbrzym żądny krwi, nie tylko opętany pragnieniem walki wojownik, ale też – głowa rodziny, partner, ojciec, którego poznajemy tak naprawdę poprzez pryzmat jego tragedii. I ta emocjonalna warstwa nieco jego samego uczłowiecza, zmiękcza surową, bezwzględną maskę, jaką dostrzegamy na pierwszy rzut oka.

„Berserker uwolniony” nie jest – jak na razie serią przesadnie odkrywczą, jednak dobrze radzącą sobie w warstwie graficznej. To album godny polecenia tym, którzy w konwencji magii i miecza szukają bardziej konceptowych nowalijek, jakiegoś powiewu świeżości, niż klasycznych conanowskch historii. Osobiście daję tej historii szansę, bo dostrzegam jej potencjał. Pytaniem otwartym jak na razie jest to, czy zostanie on w dalszych tomach adekwatnie wykorzystany.

Berserk uwolniony

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz Jeff Lemire. Rysunki Mike Deodato Jr.. Wydawnictwo Mucha Comics 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Batman: Ostatni Rycerz na Ziemi – alegoria, z której niewiele wynika [recenzja]

Z okładkowego opisu historia, która miała być ukoronowaniem współpracy nad postacią Batmana Scotta Snydera i …

Leave a Reply