Gorący temat

Conan, tom 4: Wolni towarzysze – Cymeryjczyk najemnikiem [recenzja]

Czwarty tom opowieści o Conanie potwierdza, jak niezwykła i barwna jest to postać oraz jak można umiejętnie kreować kompleksową wizję bohatera większego niż życie. 

Czwarty tom “Conana” to album nieco inny od poprzednich odsłon. To w zasadzie jedna długa opowieść o przygodach barbarzyńcy w roli najemnika z jednym, budującym melancholijny nastrój przerywnikiem w postaci historii “Smutek Akivashy”. Wracamy w niej do dwóch postaci, od których zaczęły się wydawane przez Egmont przygody Conana w ramach Dark Horse Comics, czyli do księcia lubującego się w starożytnych artefaktach i manuskryptach i jego wezyra, który jest nowym wcieleniem jednego z największych czarowników ery hyboryjskiej. To świetna okazja by przedstawić czytelnikowi historię o nieśmiertelnej księżniczce-wampirzycy, na której drodze przypadkiem staje Conan. Z posłowia twórców możemy się dowiedzieć, że nieco rozbudowali finał tej opowieści w porównaniu z losami księżniczki znanymi z opowiadań Howarda i właśnie na tym przykładzie najlepiej widać, jak twórczo można wykorzystywać literacki, obrośnięty kultem fanów materiał. To jednocześnie atrakcyjna wizualnie przystawka do głównego dania (rysunki Paula Lee, a szczególnie sposób przedstawienia Akivashy to mistrzostwo świata) jak i świetnie funkcjonująca indywidualna opowieść, która stanowi esencję magicznego i tajemniczego świata stworzonego niegdyś przez Howarda.

Pierwsza opowieść w tomie to znany dobrze miłośnikom Conana “Czarny kolos”. To efektowna historia o starciu przebudzonego  do życia przez przypadek ( a w zasadzie przez jednego, niefortunnego w swych działaniach złodzieja) maga Thugra Khotana i następnie jego triumfalnym pochodzie przez pustynię, podczas której zbiera zwolenników i zagarnia kolejne tereny. Conan zaś trafia na dobrze zorganizowaną kampanię najemników pod wodzą bardzo istotnego dla fabuły Almoryka. Fabuła komplikuje się za sprawą Yasmeli, królowej Khoraju, której jak się okazuje pożąda ciągnący ze swoimi wojskami czarodziej. W międzyczasie najemnicy razem z Conanem idą na służbę do Yasmeli, a sam główny bohater dostępuje nieoczekiwanego zaszczytu. To wówczas, skutecznie dowodząc wojskami przeciwko siłom wroga, twórcy (i sam Howard w oryginale) sygnalizują, że barbarzyńca jest doskonałym materiałem na przyszłego króla. Rzecz w tym, że musi na drodze do tego celu przejść niebywale długą drogę i właśnie jej część stanowią przygody Cymeryjczyka w niniejszym albumie. W efekcie epicki “Czarny kolos” jest jedynie fragmentem znacznie dłuższej opowieści, w której Conan poznaje dobrze zwyczaje najwyższych władz i uświadamia sobie, że nawet będąc częścią większej, zorganizowanej grupy, może polegać jedynie na sobie samym. 

“Czarny kolos” w komiksie to jeszcze standardowa opowieść o Conanie, ale im dalej w las, tym bardziej robi się ciekawie. Okazuje się, że pierwsza historia była jedynie preludium do niezwykle emocjonujących przygód bohatera i z każdym kolejnym zeszytem “Wolnych towarzyszy” fabuła coraz mocniej angażuje, a w niektórych momentach jest wręcz porywająca. W ramach tych przygód być może mówienie o stopniowej ewolucji Conana jest słowami na wyrost, bo bardziej chodzi tu o przybycie kolejnych stopni na drodze na sam szczyt. Najważniejsze w tej długiej historii jest myśl przewodnia, że nawet człowiek o takim potencjale jak Cymeryjczyk nie jest w stanie pójść na skróty i musi w pełni zaliczyć kolejne etapy na swej długiej i krętej drodze do własnego królestwa. A co istotne, to droga złożona nie tylko zwycięstw, ale też z porażek.

Takiej właśnie porażki, wyjątkowo bolesnej, Conan doznaje już na wstępie historii “Wolni towarzysze”, ale aby poznać jej wszystkie kulisy musimy przeczytać kilka emocjonujących zeszytów, w których da znać o sobie hardość i popędliwość bohatera. Za pewne rzeczy trzeba płacić, przekona się Cymeryjczyk i z pewnością zapamięta tę lekcję na zawsze. Natomiast czytelnicy dostaną pasjonującą historię, obfitującą w wielkie bitwy i zwroty akcji, być może najlepszą z dotychczasowych odsłon tej serii. I być może nie wszystkich przekona jej oprawa graficzna, w której momentami nie czuć pazura, tak jak w samej fabule, ale to właśnie konstrukcja fabularna sprawia, że w pełni akceptujemy proste, graficzne rozwiązania “Wolnych towarzyszy”.

Zwieńczenie czwartego tomu potwierdza jego znakomitą jakość. Na koniec mamy trzyczęściową opowieść “Cienie w blasku księżyca”, w której raczej niespodziewaną narratorką staje się Oliwia, ciężko doświadczona przez życie księżniczka Orfiru, którą los związał z Conanem. To daje odmienną perspektywę, w której Cymeryjczyka obserwujemy trochę z boku i jednocześnie widzimy, jak jego działania budują wizerunek żywego mitu w oczach kobiecej bohaterki. Udaje się również stworzyć między tą parą wiarygodną więź i w efekcie otrzymujemy jedną z najciekawszych charakterologicznie opowieści ze świata Conana. A że jest to po prostu zajmującą historia z fascynującym, sięgającym daleko w przeszłość prologiem “Cieni w blasku księżyca”, razem składa się to na wyjątkowo udaną klamrę dla całej zawartości albumu, która wypycha Conana ku nowej roli na jego drodze. Jakiej roli? Warto przekonać się o tym samemu, zabierając się za lekturę najlepszego jak dotąd tomu z przygodami Conana wydawanego przez Dark Horse Comics.

Conan, tom 4: Wolni towarzysze

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Timothy Truman, Benjamin Truman. Rysunki: Joe Kubert, Tomas Giorello i inni.

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Predator 5th Anniversary, tom 4: Ksenogeneza / Piekielny wędrowiec – koniec łowów [recenzja]

Czwarty rocznicowy tom “Predatora” jest jednocześnie ostatnim, w którym znajdziemy klasyczne opowieści wydawane w latach …

Leave a Reply