Gorący temat

Czarna skrzynka – gra w udawanie idealnego życia [recenzja]

0 0
Read Time:6 Minute, 3 Second

Dawid Kain to autor w pewnym stopniu już na polskim rynku weird ikoniczny. Znacząca ilość publikacji (solo, lub w duetach), bezkompromisowe obnażanie absurdów współczesnego świata i równie bezpardonowe grzebanie się we wnętrznościach ludzkiej psychiki ugruntowało jego rynkową pozycję, mimo że pozostawiło jednocześnie w swoistym niszowym cieniu literatury gatunkowej, nie pozwalając przebić się szerzej, do mainstreamu.

Co nie zmienia faktu, że przyzwyczaił już Kain swoich wiernych czytelników (jak niżej podpisany) do określonej zarówno jakości, jak i tematyki w obszarze twórczym, jaki prezentuje. Tym razem sięga ponownie po estetykę bliską temu, co zaserwował już niegdyś w wydanej nakładem W.A.B. „Reputacji” (sygnowanej własnym nazwiskiem Marcin Kiszela). W „Czarnej skrzynce” powraca pseudonim, co sugerować by mogło mocno weirdową, oniryczną opowieść na podwalinie elementów nadnaturalnych (jak choćby wydane w zeszłym roku przez Vesper, znakomite „Zaplecza”). Jednak niniejsza publikacja zupełnie porzuca nadnaturalność i weirdową osnowę (choć jej fasadowy sztafaż gdzieniegdzie pozostaje), na rzecz pełnokrwistego thrillera, w dodatku osadzonego w bardzo współczesnych realiach polskiego game devu oraz celebryckiego światka wszelkiej maści influencerów.

Główny bohater, Patryk, w końcu spełnia marzenie — gra przygotowana przez jego zespół odnosi komercyjny sukces. Jednak rynek nie znosi stagnacji i odcinanie kuponów od wcześniejszych osiągnięć nie może trwać zbyt długo. Prace nad nowym pomysłem ruszają więc, lecz z pewnością nie idą tak, jak nasz bohater by tego pragnął. Kiedy więc wymyśla koncept tytułowej „czarnej skrzynki”, zdaje się, że moment stagnacji minął, a on sam znów uchwycił wiatr w żagle… Kłopot w tym, że niczym bohater tworzonej przez siebie gry, znajduje nagle taką tajemniczą czarną skrzynkę pod swoim domem…
Czy rzeczywistość uległa deformacji? Czy gra – pomysł na grę, koncepcja gry – zdołała przeniknąć z umysłu Patryka do realnego świata? A może on sam trafił do gry właśnie, i jest sterowany przez siły od siebie większe, które kreują rozgrywkę i nią zarządzają? Co jest prawdą, a co mirażem? Kto jest wrogiem, a kto przyjacielem? I jaki ostatecznie okaże się finał tej nietuzinkowej historii?

Kain potrafi budować bohaterów. Skleja ich po trochu ze współczesnych projekcji, z nieco tendencyjnych wyobrażeń, które nie zawsze i nie do końca współgrają (zamierzenie) z rzeczywistością. Z naszych odgórnych założeń, często wynikłych z fasadowości ich kreacji i określonego, starannie reżyserowanego wizerunku. A potem odziera ich bezpardonowo i brutalnie z całej tej starannie wykreowanej, idealizowanej pozłotki, zaczyna wydzierać na wierzch wszystkie tajemnice, brudy i wady, przy okazji obnażając zafałszowanie i cały syf, jaki kryje się w ich światach, w ich otoczeniu, w ich środowiskach. W efekcie dostajemy zestaw postaci, z których chyba z żadną – mimo że niezmiennie nas fascynują — nie umiemy znaleźć kontaktu, zaprzyjaźnić się, polubić. Których finalne klęski zaczynami witać wręcz z radością, z poczuciem, że oto na naszych oczach dzieje się sprawiedliwość. To trochę odruch, ale i kontra do serwowanego przez owe postacie zafałszowanego, pozbawionego szczerości i uczciwości przekazu na temat tego, kim są, jak żyją. To bolesne rozprawienie się ze współczesnymi bożkami, ludźmi z krwi i kości, którzy w social medialnej przestrzeni kreują się na półbogów, na ikony, jakie winniśmy wielbić. I – niejednokrotnie – naiwnie wielbimy, nie dostrzegając, nie chcąc dostrzec całego fałszu.
Dostaje się tutaj, w “Czarnej skrzynce” i światkowi twórców gier (uosabianemu przez Patryka), i influencerskim, youtubowo – tiktokowym bożyszczom (jak Wiktoria, jego dziewczyna i pseudocoachingowa gwiazda internetu), ale i ludziom pozornie zwyczajnym, może wręcz życiowo nieporadnym, którzy nie tyle nie odnieśli sukcesu, ile raczej jego brakiem obarczają właśnie innych, którzy sięgnęli po więcej, dalej zaszli (Kamil). Zresztą, sama postać Kamila, klasowego ofermy, rozkochanego w grach, archetypu gamingowego nerda lat 90. z początku wydaje się postacią z gruntu tragiczną, ale im dalej zagłębiamy się w opowieść, tym bardziej widzimy człowieka, który za wszystko, co go spotyka, szuka odpowiedzialności u innych, nigdy zaś nie u siebie. Za każdym razem wina leży po stronie kogoś innego, on sam zdaje się, nawet we własnych oczach, wieczną ofiarą zależności, sytuacji, lub wręcz niecnych knowań innych. A kiedy już decyduje wziąć sprawy w swoje ręce, to jedyną motywacją, jaka go napędza, jest zemsta. Za prawdziwe, ale i wyimaginowane krzywdy.
Podstawowym zarzutem, jaki rodzi się względem bohaterów nowej powieści Kaina, jest fakt, że oni wszyscy bezustannie grają. Przed światem, przed najbliższymi, przed sobą samymi. Udają, kreują starannie wyreżyserowany własny wizerunek, chowają się za fasadą własnego wizerunku, własnego „pomysłu na siebie”, który w mniejszym lub większym stopniu ma na celu zmonetyzowanie go. Nawet jeśli nie realne spieniężenie, to przekucie go w jakąkolwiek korzyść, choćby niematerialną, emocjonalną, egzystencjalną. To jednostki, które bezustannie grają, dla których cały świat staje się teatrem, a nawet nie tyle teatrem (co by choć odrobinę mogło egzaltować ich poczynania), ile tandetną sceną dla kolejnej you tubowej nagrywki, kolejnego żałosnego „pranka” robionemu niczego nieświadomej osobie, bez oglądania się na konsekwencje, na możliwą krzywdę, jaką wyrządzą. Ci ludzie żyją w absolutnej bańce własnego ego, własnego narcyzmu, zezwalającego im na kreowanie swojego wyimaginowanego wizerunku czyimś kosztem.

„Czarna skrzynka” to ponura opowieść o tym, jak współcześni ludzie żyją w świecie ułudy, imaginacji, zafałszowania, którą często sami kreują, albo którą przyjmują z zewnątrz, od innych, internetowych kreacjonistów, niczym prawdę objawioną. Zaciera się w tym wszystkim zwyczajna umiejętność rozmowy, szczerej relacji, przepracowywania problemów. Izolujemy się od innych, od siebie nawzajem, zamykamy się we własnych światach, w których (pozornie) mamy kontrolę nad wszystkim. Gorzki finał (i wielkie oszustwo) „Czarnej skrzynki” tylko uwypukla ten surowy i ponury, ale nadal trafny wniosek. Wolimy grać, udawać, niż być sobą. Wolimy bawić się czyimiś uczuciami, niż mu pomóc. Wolimy ściskać w dłoni telefon, który nagrywa, transmituje, niż wyciągnąć rękę do pomocy. I coraz chętniej wierzymy prorokom cyfrowego kreacjonizmu, którzy wcale nie są warci naszej uwagi.
Wspomniany fasadowy sztafaż weirdu gdzieniegdzie się w powieści pojawia, zwłaszcza w obszarze tajemniczych afirmacji czarnej skrzynki, która zdaje się materializować w rzeczywistości z obszaru umysłu Patryka – gra jest przecież dopiero w fazie koncepcyjnej. Podobnie zresztą sprawa się ma z kolejnymi, niespodziewanymi kadrami dodanymi do prezentacji naszego bohatera w niewyjaśniony sposób. To wszystko buduje pozorny, możliwy aspekt nadnaturalnego elementu. I choć finalnie okazuje się on w pełni racjonalnie wyjaśniony, a całość „Czarnej skrzynki” jest powieścią na wskroś realistyczną, pozbawioną wątków fantastycznych, to jednak gęsta, oniryczna atmosfera, charakterystyczna dla nurtu weird, (który w realistycznie zarysowany świat wprowadza element nieznanego, tenże świat deformującego), pozostaje.

Po zakończeniu lektury „Czarnej skrzynki” miałem pewien niedosyt. Finał zdawał mi się z gruntu nazbyt prosty, zbyt prostolinijnie wyjaśniający całą opowieść. Ale po zastanowieniu, uznać muszę takie, a nie inne, boleśnie, wręcz prostacko realistyczne podsumowanie powieściowej fabuły za bardzo trafnie dobrane. I w jakiś sposób symboliczne. Napompowany wcześniej balonik oczekiwań, względem wielkiej, skrytej w fabule tajemnicy pęka, obnażając miałkość i nijakość zwyczajnego świata. Ale świata, jaki na co dzień nas otacza, w jakim żyjemy. Innego nie ma i nie będzie. Dokładnie tak samo, kiedy pęka bańka wykreowanego sztafażu internetowych gwiazd. Pragniemy sekretów, pragniemy tajemnic, pragniemy niezwyczajności… ale najczęściej okazuje się to zwykłym szwindlem, zwykłą ułudą. Bo świat nie jest internetową kreacją, nie jest wyreżyserowanym spektaklem, a nieudolne próby wmówienia nam tego przez coraz to nowe influencerskie, sztucznie kreowane ikony, zwyczajowo, prędzej czy później kończą się bolesnym blamażem.

„Czarna skrzynka” to ponury thriller, w którym nie znajdziecie pozytywnych bohaterów. To mroczna historia o obsesjach, w której przegląda się, niczym w lustrze, współczesny świat, zachłyśnięty ponad miarę socjal mediową ułudą. To gorzkie podsumowanie nas i naszych, źle lokowanych fascynacji.
Sądzę, że każdy, kto zagląda regularnie na YouTube, Instagram, czy TikToka, powinien ją przeczytać. Pod rozwagę.

Sprawdź, gdzie kupić:

About Post Author

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.
Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Czarna skrzynka

Nasza ocena: - 90%

90%

Dawid Kain. Wydawnictwo IX 2025

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Księga Krzyku – maski rzeczywistości opadły ostatecznie [recenzja]

Pomimo że „Księga Krzyku” jest, formalnie rzecz biorąc, książkowym debiutem, to jednak trudno uznać jej …

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Zostaw odpowiedź