Gorący temat

Aż zobaczycie ogień – nowa powieść w konwencji flintlock fantasy od autora “Mitoświata” [recenzja]

0 0
Read Time:6 Minute, 12 Second


Po każdą nową powieść Pawła Majki sięgam z graniczącą z pewnością nadzieją, że znów będzie dobrze. Jakże odmienne uczucie, od czasów jego debiutanckiego „Pokoju Światów”, kiedy autora jeszcze nie znałem zupełnie, a po lekturze okładkowego opisu, kołatało mi w głowie uporczywe: „to się nie może udać!”

A jednak się udało. I to tak bardzo, że nadal uznaję „Pokój światów”, wraz z kontynuacją „Mitoświata” – „Wojnami przestrzeni” za najlepsze, co Majka napisał. I jedno z najlepszych, co powstało w polskiej fantastyce współczesnej. Dlaczego o tym wspominam? Bo niezmiernie kojarzy mi się klimatem i elementami estetyki świat wykreowany w najnowszej powieści z tamtym właśnie, mitoświatowym uniwersum. Owszem, różnic jest sporo, brak tu ożywionych mitów, brak Marsjan… ech, długo by wymieniać różnice. Ale jednocześnie jest coś w rysie samej głównej postaci Szodara, co niechybnie kojarzy się z tam obecnym Kutrzebą. Może to jego niedopasowanie do świata, jego wybrana świadomie alienacja, złożoność jego (jakże różnych) motywacji i pragnień (z których czasami nawet on sam nie zdaje sobie sprawy)? Przecież Kutrzeba, napędzany do działania tkwiącą w nim Zmorą, nie jest aż tak odmienny od wyrachowanego i pozornie zobojętniałego Szodara, pchanego do działania na przekór jemu samemu, przez tych, co przed nim, a których krew i siłę nadal w sobie nosi i z jakiej korzysta. I choć Kutrzeba się Zmorze poddawał, a Szodar otwarcie neguje łaknienia przodków do kontynuowania ich walki, do obowiązku pomszczenia ich, to jednak obydwaj są na równi tragiczni, zmuszeni do życia w świecie dalekim od ideału, świecie poróżnionym, zniewolonym, gdzie stracili wszystko, co było im drogie.

A może zbyt śmiało, zbyt odlegle od sedna dywaguję? Ale nawet jeśli moje skojarzenia posuwają się w aż nadto odległe obszary, nie zmienia to faktu, że udało się Majce (znów, po Mitoświecie i po rozpoczętej serii „Jedyne”) wykreować świat pozornie obcy, przesycony polityką i magią, ale równocześnie bardzo bliski naszemu. Na tyle z nim skorelowany, by dało się łatwo doszukiwać i naszej historii, i naszych, rodzimych śladów kulturowych. Jeśli właściwie odczytuję interpretacyjnie ścieżkę autorskich zamierzeń, gorzkie – aczkolwiek trafne – wysuwa wobec powstańczych zrywów zarzuty. Piętnuje (ustami swoich bohaterów, którzy nierzadko nie stronią od polityczno – historycznych dywagacji) tamte próby wyrwania się spod karbów zaborcy nie tyle w samym sednie idei, ile ze względu na brak przygotowania, zbyt nikłe możliwości powodzenia, zbyt dużą niecierpliwość, pochopność, swoiste „rzucanie się z motyką na słońce”. I jest w tym racja, jak jest racja i w posunięciach ostatków Trójkrólestwa, konsekwentnie budującego podwaliny dla rewolty oddolnej, ale zarazem absolutnej, nieliczącej na szczęście, na przypadek, na bliżej niedookreśloną, zewnętrzną pomoc (jak to my, w tamtym powstańczym okresie liczyliśmy na wsparcie armii napoleońskiej), ale bardziej budującej całą sieć zależności i powiązań utajonej agenturalnej siatki, która rozsadzić ma Świętość od środka, jednak dopiero kiedy przyjdzie na to odpowiednia sposobność i czas. My, historycznie, nie czekaliśmy, wykrwawiając się za to co rusz i tworząc kolejne legiony (zwykle poległych chwalebnie) narodowych bohaterów. Smutne, ale niestety prawdziwe. I Majka miejscami całkiem rozsądnie do tego pije, do tego poświęcania masy społecznej, tego, czym ówczesne społeczne zasoby narodowe dysponowały. I wskazuje na charakterystyczną dla naszego narodu w tej kwestii konsekwencję, jakże odmienną od rozsądnej, choć zdecydowanie obarczonej brzemieniem o wiele większej cierpliwości koncepcję walki nieotwartej, walki utajonej, anonimowej w dużej mierze, jaka prowadzi powieściowe Trójkrólestwo, całkiem udanie reprezentowane zresztą przez arcyciekawą postać Ostyny.

Zresztą cały sztafaż świata przedstawionego, ta estetyka rodem z prochowej fantasy (lub “flintlock fantasy”), mieszająca historyczne realia z magicznym elementarzem również mogą przywoływać (odległe, bo odległe) echa Mitoświata.
Ale abstrahując od podobieństw czy różnic w zakresie kreacji, w samym sednie fabularnym to nadal jest opowieść o takim czy innym pragnieniu zemsty. Nosi pragnienie zemsty Szodar – takie niechciane, którego unika, a którym obarczają go nie całkiem umarli przodkowie, z których cudarz czerpie siłę. Nosi ją – wtłoczoną, ukierunkowaną – Ostyna, agentka nieistniejącego już państwa, które wciąż marzy o odrodzeniu.
Oczywiście jest jeszcze dwójka ważkich dla fabuły bohaterów, Gogharin i Wioła (może mniej bezpośrednio łaknący zemsty, ale jednak pragnący odegrać się, odzyskać, co utracili, choćby to była tylko / aż pozycja, tylko miejsce w skomplikowanej strukturze hierarchicznej Świętości), z których mało który mówi o sobie prawdę, przynajmniej niecałą. I jest na sam koniec jeszcze Irmałow i Korul, obydwaj pakujący się w kłopoty (i całą historię) poniekąd przypadkiem, ale z całą pewnością na własną zgubę. A wszystkich, niespodziewanie, połączy postać Białego Księcia, uciekającego, jakby goniło go całe piekło. A może i goni?

„Aż zobaczycie ogień” to powieść ujęta w karby konwencji fantasy, ale opartej mocno na odniesieniach do naszych, historycznych realiów. Mamy tu bowiem dosyć wyraźną parafrazę okresu powstań i zaborów na terenach Rzeczpospolitej. Samo miano Olszewiaków zdaje się mieć źródłosłów w rosyjskojęzycznej Polszy, co wskazuje i na domniemaną konotację pochodzenia Szodara (z całą jego dalszą, oddaną w powieściowych, polityczno – historycznych rozważaniach warstwą). Ale nie tylko nazewnictwo wskazuje na związki Olszewiaków z Polakami. Kolejnym, równie znaczącym jest ich buńczuczność, ich gorąca krew, rozpalająca nie tylko serca, ale i umysły, gorączkowym pragnieniem walki, pomimo wszelkim przeciwnościom, ale i wbrew oczywistym niemożnościom. Historycznie, powieściowi przodkowie Szodara, w imię patriotycznego obowiązku szli w bój niemożliwy, w bój, którego wygrać nie mogli… ale którego nie potrafili odmówić, również w imię tego narodowego przywiązania i moralnego obowiązku.
I jest to wszystko, to porównanie, zaimplementowanie na tyle zgrabnie, że pozwala autorowi snuć dywagacje nt. powstań narodowowyzwoleńczych, ich zasadności, celowości, ale i tragicznego niedopasowania chęci do możliwości. Świętość zdaje się być wtedy oczywistą parafrazą Imperium Rosyjskiego, wprowadzającego żelazne zasady i bezpardonową rusyfikację podległych narodów, wedle brutalnej polityki carskiej. W powieści zdaje się opierać Majka na okresie pewnego poluzowania autorytarnych rządów, jakie miało miejsce w okresie panowania cesarza Mikołaja II.

„Aż zobaczycie ogień” jest – wbrew pozorom wartkiej akcji – powieść nadspodziewanie stonowana. Choć pozornie dzieje się tutaj wiele, to jednak wybija na plan pierwszy staranne budowanie tła społeczno – historycznego. Wszystkie perypetie bohaterów zdają się temu przyporządkowane, a cała akcja w myśl tego prowadzona. Czy to źle? Bynajmniej, ale czuję się w obowiązku odnotować, ze w tym przypadku dla Majki ważniejsze było budowanie świata, to skupienie na światotwórstwie jako takim, niż na prawdziwej akcji, która zdaje się nieco w tym kontekście pretekstowa. Owszem, jest ta linia fabularna przemyślana, jest dopracowana, wszyscy bohaterowie znajdą się w odpowiedniej chwili w odpowiednim miejscu i czasie, dla potrzeb wielkiego finału… ale on sam zdaje się przychodzić nazbyt szybko, nazbyt gwałtownie, pozostawiając jeszcze potężne obszary do fabularnej eksploracji. Słowem – zbudował Majka uniwersum nazbyt atrakcyjne, by wyczerpać je w opowieści o li tylko jednym pościgu, zresztą dość szybko i gwałtownie zakończonym. I jak nie jestem miłośnikiem wielotomowych sag, to tutaj widzę przestrzeń i potencjał co najmniej na trylogię. Tak starannie wykreowane uniwersum zwyczajnie nie powinno się zmarnować.

„Aż zobaczycie ogień” okazuje się być powieścią fantasy podejmującej niełatwy temat polskiej martyrologii, wtłaczającej te zagadnienia w zmyślone uniwersum, co jednocześnie pozwala autorowi budować stosunkowo rozrywkową, fantastyczno – przygodową fabułę, a z drugiej, przemycać niekoniecznie najpopularniejsze społecznie wnioski dotyczące okresu walk narodowowyzwoleńczych. Niekoniecznie najpopularniejsze, ale warte rozważenia… i bardzo często niezwykle trafne, choć surowe w ocenie.

Proza Pawła Majki zwyczajowo jest wyznacznikiem jakości. Tak jest i tym razem, nawet jeśli nie zagłębicie się w tak wielowarstwowe dywagacje, jeśli pozostaniecie przy tej wierzchniej warstwie awanturniczo – magicznej (odarte z rozległego militaryzmu „Kampanie cienia” Django Wexlera), to nadal otrzymacie wartką, pełna magii i akcji historię osadzoną w realiach nieco w stylu muszkietowej fantasy. Jeśli zaś pozwolicie sobie na wejście w wykreowane uniwersum więcej (jak niżej podpisany), być może odkryjecie niesamowity retelling naszych narodowowyzwoleńczych, powstańczych dążeń, osadzonych w świecie jakże różnym, a jednocześnie jakże zbliżonym, do naszego.

Tak czy inaczej, warto!

Sprawdź, gdzie kupić:

About Post Author

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.
Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Aż zobaczycie ogień

Nasza ocena: - 80%

80%

Paweł Majka. Wydawnictwo Drageus 2025

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Księga Krzyku – maski rzeczywistości opadły ostatecznie [recenzja]

Pomimo że „Księga Krzyku” jest, formalnie rzecz biorąc, książkowym debiutem, to jednak trudno uznać jej …

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Zostaw odpowiedź