Deus Ex Machina. Człowiek, który zniknął – ponura wizja technologicznej przyszłości [recenzja]przedpremierowo 

„Deus Ex Machina. Człowiek, który zniknął” to cyberpunkowy zbiór czterech nowel Kornela Mikołajczyka, który uderza w bardzo podobne tony, jak wcześniej robił to w serii „Gamedec” Marcin Sergiusz Przybyłek. A nad wszystkim unosi się nieodzowny duch Philipa K. Dicka.

Świat zawładnięty przez potężne, wszechobecne Korporacje, które wiedza o nas wszystko. Ludzie sprowadzeni do roli praktycznie bezwolnych konsumentów na stałe podłączonych do Sieci. Państwowość jako taka nie istnieje, zastąpiona przez megalityczne państwo – miasto: Gigalopolis. A w jego trzewiach krąży niestrudzony Valter Fingo, nietuzinkowy detektyw zainteresowany tylko i wyłącznie sprawami niemożliwymi. Najlepiej, jeśli wiążą się z UFO. Wraz z wirtualną asystentką Luką i cyber-mechanicznym kotem mierzą się z niespotykanymi, zagadkowymi, nietuzinkowymi zagadkami kryminalnymi. A wszystko w estetyce kryminału noir osadzonego w sztafażu rodem z dickowskiego „Blade Runnera”.

Tak w telegraficznym skrócie można streścić ogólny zarys najnowszej książki z Wydawnictwa Gmork. I zdecydowanie to pozycja warta uwagi. Autor – Kornel Mikołajczyk – doskonale czuje estetykę cyberpunkową i sprawnie wykorzystuje charakterystyczne dla gatunku elementy do kreowania swojego świata. Porównywanie jego twórczości z prozą Marcina Przybyłka z serii „Gamedec” też jest nieprzypadkowa, bowiem obydwa literackie uniwersa mają wiele punktów stycznych. Obydwaj autorzy największe, ale i najstaranniej zakamuflowane zło dostrzegają we wszędobylstwie i niezaspokojonym apetycie na zysk megakorporacji oraz niezwykle szeroki zakres globalizacji. Ludzkość mniej lub bardziej traci autonomię narodową i staje się co najwyżej poletkiem gry dla giga-przedsiębiorstw, kontrolujących większość dziedzin życia. U Mikołajczyka praktycznie tej gry nie ma, bowiem na rynku panuje wręcz niepodzielnie jedna korpo – ShiBan, kontrolująca praktycznie całość rynku i PlaNet – globalną sieć internetową. Poza tym jego bohatera – Valtera Fingo cechuje maksymalna z możliwych (w realiach, w jakich żyje) awersja wobec kooperowania z siecią, podczas gdy bohater serii „Gamedec” większość czasu spędza (i prowadzi spraw) właśnie w virtualu.

Mimo podobieństw pomiędzy prozą Mikołajczyka i Przybyłka, nie można powiedzieć, że autor „Człowieka, który zniknął” kogokolwiek kopiuje. Owszem, obydwaj twórcy skupiają się na zbliżonej problematyce, widzą podobne zagrożenia dla ludzkości, dla społecznej tożsamości, wynikającej z postępującej cyfryzacji, cyborgizacji i mechanizacji. Ale taki jest przecież cały cyberpunk. Tak pisali o wiele wcześniej tacy autorzy jak przywoływany wcześniej Philip K. Dick, czy też Wiliam Gibson, Neal Spephenson i Richard Morgan.

Mikołajczyk doskonale odrobił pracę domową w zakresie poznania gatunku, ale też dokonał czegoś więcej – świetnie rozwinął wykreowane uniwersum osadzając we wspomnianym sztafażu historie w duchu kryminału neo-noir. Przygody Valtera Fingo to opowieści o mierzeniu się jednostki z wszechobecną technicyzacją, z mackami Korporacji, posuwającymi się do najgorszego w imię już nie tylko intensyfikacji zysku, ale choćby zachowania status quo. Jednak przekrój problemów poruszanych przez Mikołajczyka w swoich nowelach jest o wiele szerszy. Autor ostrzega przed zatraceniem indywidualnej świadomości jednostki, przed zbytnią ufnością w nowoczesne technologie – może i ułatwiające życie, ale jednocześnie ograbiające nas z prywatności i niezależności. Mikołajczyk przygląda się surowej, nieprzyjaznej dla jednostki, mocno wypaczonej przez pęd technologiczny rzeczywistości, której zalążki możemy przecież zaobserwować już teraz, wokół nas samych.

Nie brak tu ironii, nie brak pewnej zgryźliwości wobec naszych fascynacji technologicznymi nowinkami i całkowitemu oddaniu się wirtualnej przestrzeni (choćby w mediach społecznościowych). Ale też nie brakuje tu ciekawych przemyśleń nad sensem istnienia, nad poczuciem własnej tożsamości, na postrzeganiu siebie. Jest tu miłość do wirtualnego tworu ale też wirtualny twór, który zyskuje poczucie własnego istnienia (bądź jego braku). Są grzechy korporacyjnych bonzów i szalone wynalazki dziadka naszego bohaterskiego detektywa. Jest dużo akcji, interesujących fabularnych rozwiązań i spójna, konsekwentna oś łącząca wszystkie nowele w jedną, większą opowieść.

Dotychczas jeden z tekstów – „Chińska podróbka” – publikowany był wcześniej, w antologii kryminału neo-noir „Hardboiled”.

„Deus Ex Machina. Człowiek, który zniknął” to przykład literatury wysokiej jakości. Znakomita stylistycznie proza, z ciekawymi bohaterami i wpasowaną starannie w cyberpunkowy sztafaż wizją świata przedstawionego, którego przedsmak w mikroskali już zaczyna być obecny wokół nas.

Jak wspomniałem na początku – dla fanów przybyłkowego „Gamedeca” to pozycja obowiązkowa. Dla fanów kryminału neo-noir i cyberpunka także, jak najbardziej.

Deus Ex Machina. Człowiek, który zniknął

Nasza ocena: - 90%

90%

Kornel Mikołajczyk. Wydawnictwo GMORK 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologii „Słowiańskie koszmary”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Mieszka bez kotów, ale za to z żoną i jest mu z tym dobrze.

Zobacz także

Superbohaterki. 65 kobiet, które zmieniły losy wszechświata – I ty możesz zostać superbohaterką [recenzja]

Tego jeszcze nie było. Zmyślone dziewczyny, a jednak żyjące w świadomości wielbicieli komiksów i filmów …

Leave a Reply