Devs – technologiczny determinizm [recenzja]

Alex Garland uwielbia bawić się w swoich dziełach z ideami poważnego science fiction. W „Ex Machinie” poruszał temat sztucznej inteligencji, w „Anihilacji” flirtował z genetyką i mutacjami, a w swym najnowszym dziele postanowił połączyć filozofię, mistycyzm i mechanikę kwantową na rzecz Świętego Graala naukowców – poszukiwania Boga i istoty życia.

Zanim jednak jego „Devs” objawi nam swe prawdziwe intencje, przyjdzie nam nieco poczekać, bo serial platformy Hulu jest istnym kolażem znaczeń i pozornie niepasujących do siebie elementów, podlanych dodatkowo charakterystycznym dla niezależnych dzieł, wyjątkowo powolnym tempem. Z wierzchu jednak, choć i tak jawi się tajemniczo, fabuła miniserialu jest dość jednoznaczna w interpretacji.

Startujemy w momencie gdy Sergei, obiecujący programista AI w prywatnej firmie technologicznej Amaya dostaje propozycję dołączenia do owianego tajemnicą elitarnego działu korporacji, określanego jako tytułowe „Devs”. Ale czym tak naprawdę zajmują się zatrudnieni w nim koderzy? Najnowsze zdobycze technologii zaprzęgnięte do ochrony położonego na uboczu kompleksu laboratorium, jak klatka Faradaya czy zastosowanie próżni oddzielającej stanowiska pracy od reszty świata jednoznacznie wskazują na to, że czymś wyjątkowo niebezpiecznym. Pytanie to będzie nam jednak spędzać sen z powiek przez znaczną większość serialu. I nie tylko nam zresztą, bo wstrząśnięty prawdą Sergei spróbuje wykraść kod projektu, a wkrótce potem zostanie schwytany i zamordowany przez ochronę korporacji. Z tajemniczą śmiercią chłopaka nie będzie mogła pogodzić się jego dziewczyna, Lily – a próba podążenia za nitką do kłębka, doprowadzi ją do najbardziej niezwykłego odkrycia, być może nawet w całej historii ludzkości.

Trudno nie odnieść wrażenia podczas przygody z ośmioma epizodami „Devs”, że to jeden z tych specyficznych seriali, które trafiają w krąg zainteresowań dość wąskiego grona odbiorców. Z jednej strony jest to rzecz fantastycznie zrealizowana od strony audiowizualnej – wchodząca w sakralne tony ścieżka dźwiękowa  idealnie współgra z przesiąkniętymi promieniami słonecznymi kadrami i długą ekspozycją krajobrazów, przydając całości prawdziwie mistycznej atmosfery przełomowego odkrycia. Z całą pewnością to też prawdziwy raj na ziemi dla wszystkich domorosłych technologiczno-naukowych fascynatów. Teoria strun, wieloświaty, determinizm, mechanika kwantowa, podróże w czasie, symulacja komputerowa, dywagacje na temat istoty życia i śmierci czy kwestia moralności w odniesieniu do naukowego przełomu – jest tego ogromna ilość, niemal za każdym razem podana tak, by zmusić widza do refleksji i znalezienia własnego punktu widzenia. Wszystko to jednak powoduje, ze jest i druga strona medalu – „Devs” jest nastawione przede wszystkim na powolne i metodyczne kreowanie odpowiedniego nastroju i przynajmniej do pewnego momentu zadawanie większej ilości pytań niż odpowiedzi. Takie podejście nie każdemu musi się spodobać i choć ciężko zarzucić Garlandowi całkowite odpłynięcie w arthouse’owe klimaty, miłośnicy większej ilości akcji, mogą odebrać jego dzieło jak zwyczajnie przeintelektualizowane.

Dla tych jednak którzy ów sposób prowadzenia narracji kupią, nie będzie przebacz – zwłaszcza, ze obok samej historii, jest też się tu kogo trzymać po drodze do wielkiego objawienia. Popis znakomitego aktorstwa daje w szczególności Nick Offerman. Aktor do tej pory kojarzony głównie z satyrą i komedią zapewnia tu stuprocentowy pokaz umiejętności dramatycznych w roli skonfliktowanego szefa Amayi, Foresta. Partnerujący mu koledzy i koleżanki to też równy, bardzo wysoki poziom, na czele z Zachem Grenierem jako zimnokrwistym szefem ochrony firmy, znaną choćby ze „Źle się dzieje w El Royale” Cailee Spaeny grającą tu młodego programistę Lyndona, czy wreszcie dla wielu najbardziej wątpliwą pod kątem obsadowym, główną postacią całego dramatu, czyli Lily Sonoyi Mizuno. Rzecz jednak w tym, że porządne od strony warsztatowej aktorstwo to i tak w przypadku „Devs” czynnik wręcz marginalny – bo same postaci  i dialogi są napisane wystarczająco dobrze, by bez problemu przytrzymywać przy ekranie.

„Devs” to więc bez wątpienia serial nietuzinkowy. Pod kątem realizacji, Garland niewątpliwie ociera się tu o geniusz. Tym co może zadecydować o jego ostatecznym odbiorze, będzie jednak opierająca się na niedopowiedzeniach historia i chęć odbiorcy do polemiki w tematach zgoła egzystencjalnych. Jeśli nie boicie się z tym zmierzyć, to nawet pomimo dość rozczarowująco bezpiecznego finału, z wielkim prawdopodobieństwem będziecie bardzo zadowoleni. Tak jak ja.

Foto © DNA TV / FXP / 20th Television

Devs

Nasza ocena: - 85%

85%

Twórca: Alex Garland. Obsada: Nick Offerman, Allison Pill, Sonoya Mizuno, Zach Grenier, Cailee Spaeny. USA, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Barbarzyńcy – więzy krwi [recenzja]

Rzymskie podboje od dawna stanowią wdzięczny temat dla filmowców. W związku z tym, nowy serial …

Leave a Reply