Twierdza – ze złem walcz… złem? [recenzja]

Materiały promocyjne wydawcy

Okres II wojny światowej to równie lubiana, co z reguły skuteczna tematyka w dłoniach twórców grozy. Także tej przelewanej na papier.

Tajne laboratoria, nieludzkie eksperymenty, narosłe przez dekady teorie spiskowe to jedna strona medalu, ale już choćby sama możliwość stania się świadkiem bezpretensjonalnego mordu na nazistach, przynosi odbiorcy ten specyficzny rodzaj satysfakcji, który stał się pożywką dla wielu dzieł w gatunku. Były więc do tej pory elektroniczne “Wolfensteiny”, były filmowe dziełka pokroju całkiem świeżego „Overlorda”, był też niejako książkowy protoplasta dalszych wariacji fabularnych w temacie – czyli powieść F.Paula Wilsona, „Twierdza”.

Jak przystało na przedstawiciela podgatunku, „Twierdza” jest zatem osadzona w realiach II wojny światowej. Niemiecka armia kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, a kolejne kraje Europy muszą ugiąć się pod potęgą Rzeszy. Ale są rzeczy znacznie bardziej niebezpieczne niż nawet najlepiej przygotowany oddział żołnierzy. Oto bowiem do tytułowej twierdzy – samotnej budowli strzegącej strategicznie istotnej przełęczy w Rumunii wysłana zostaje grupa Wehrmahtu, tylko po to, by już po kilku nocach zorientować się, że coś bezlitośnie morduje ich jednego po drugim. Gdy potencjalna pomoc w postaci SS-manów również nie potrafi okiełznać egzystującego w murach twierdzy zła, zdesperowani żołnierze zwracają się o pomoc do rumuńskiego profesora – być może ostatniej deski ratunku chwiejącego się teraz w posadach wyobrażenia o niepokonanej potędze nazistowskich Niemiec.

„Twierdza” to pierwsza część składającego się z sześciu książek cyklu powieściowego pióra F. Paula Wilsona, zatytułowanego „The Adversary” i trzeba przyznać bez ogródek, zdecydowanie najbardziej rozpoznawalna. Nic zresztą dziwnego – nawet jeśli pominąć nieudaną adaptację filmową w reżyserii Michaela Manna, na tle wiodącej prym w latach 80’ tematyki demonicznego opętania, dzieło Wilsona jawiło się jako prawdziwy powiew świeżości. A przy tym było przemyślane zdecydowanie bardziej, niż po tematyce niejako przypisanej do horroru klasy B, można byłoby się spodziewać.

O tym, że książka Amerykanina nie zamierza pełnić roli jedynie bezmyślnego rozlewu krwi przekonujemy się w zasadzie już od wstępu, w którym Wilson kreśli zgrubny, ale przemawiający do wyobraźni obraz politycznych rozgrywek wewnątrz III Rzeszy. Na jego tle każda kolejna decyzja bohaterów jest już w podstawowy sposób umotywowana – i jest to definitywnie strzał w dziesiątkę, pod kątem zaangażowania czytelnika w losy poszczególnych postaci. Część z nich dodatkowo na przestrzeni lektury będzie ewoluować, ciężko więc traktować ich jako pospolite „mięso armatnie”, egzystujące na kartach powieści jedynie ku uciesze czekającej na ich efektowny zgon gawiedzi. Skomplikowani herosi te jednak nie jedyna zaleta „Twierdzy” – po dość kameralnych pierwszych rozdziałach coraz bardziej przekonujemy się bowiem, że początkowa intryga to ledwie wierzchołek góry lodowej, a Wilson coraz większymi susami zmierza w kierunku epickiej walki dobra ze złem, rodem z high fantasy.

Czy to może się podobać, pozostaje kwestią indywidualną – z pewnością takim obrotem spraw zawiedzeni mogą się poczuć ci, którzy liczyli na pełnokrwisty horror, z ozdobami w postaci rozrzuconych tu i ówdzie organów wewnętrznych w tle. Dużo bardziej jednoznaczne odczucia można można żywić w kierunku dynamiki narracji powieści. „Twierdza” momentów przestoju w zasadzie nie ma, a wszelkie monologi wewnętrzne bohaterów raczej popychają akcję do przodu niż stanowią jej hamulec. Wilson operuje przy tym słowem sprawnie i precyzyjnie, nie przesadzając z kwiecistymi metaforami, czy słowotwórczymi wodotryskami – i dzięki temu całość czyta się szybko i przyjemnie.

Ostatecznie więc „Twierdza” to jednak z tych wiekowych lektur, która nie dała się nadgryźć upływającemu czasowi i pozostaje atrakcyjną propozycją dla miłośników literatury rozrywkowej aż do dziś. Okraszona (jak zwykle – chciałoby się rzec) niezwykle efektownym wznowieniem od Wydawnictwa Vesper, jest jedną z tych książek, które na półce po prostu chce się mieć.

Twierdza

Nasza ocena: - 75%

75%

Autor: F. Paul Wilson. Wydawnictwo Vesper, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Władcy strachu. Przemoc w sierocińcach i przełamywanie zmowy milczenia – cisza, która boli [recenzja]

Zmowa milczenia to ten rodzaj ciszy, który boli najbardziej. Szczególnie jeśli dotyka niewinnych dzieci. Ewa …

Leave a Reply