Donżon: Wydanie zbiorcze, tom 1 – fantasy wyborowe [recenzja]

Francuzcy komiksiarze wysmażyli ciekawe uniwersum z wyrazistymi bohaterami i oryginalną, intrygującą fabułą.

We wstępie do pierwszego tomu “Donżona” pada wiele wielkich słów pochwalnych, które wręcz niewiarygodnie słodzą twórcom i ich dziełu. Po takiej dawce cukru, która praktycznie każde zdanie sprowadza do roli marketingowego blurba, zazwyczaj staję się jeszcze bardziej sceptyczny i nieufny. Ale po przeczytaniu tego potężnego albumu, na który składa się aż sześć tomów, mogę jedynie posypać głowę popiołem, autorowi przedmowy w dużej części przyznać rację, a scenarzystom i rysownikom szczerze pogratulować. Udało im się bowiem stworzyć opowieść fantasy, która wyrastając na klasycznych fundamentach jest jednocześnie nieszablonowa, niezwykle świeża, naturalnie zabawna i w zasadzie pozbawiona zauważalnych wad.

Na wykreowany przez Lewisa Trondheima i Joanna Sfara świat składa się aż pięć serii rozgrywających się w różnych okresach czasowych. Oryginalnie były one wydawane równolegle, wymagały więc od twórców żelaznej dyscypliny co do zachowania integralności i szczegółów oraz zaplanowania całej opowieści z góry i zrezygnowania z klasycznego podejścia do tworzenia fabuły na zasadzie improwizacji. Jest zatem “Donżon” w całej swojej rozciągłości eksperymentem na poziomie formalnym, pisarskim i plastycznym. Do tego bardzo udanym. Głównymi jego bohaterami są kaczor Herbert, szlachcic który musi wskoczyć w buty barbarzyńcy oraz smok-wegetarianin Marvin, wierny sługa i ochroniarz Strażnika. Ten ostatni z kolei zarządza całą fortyfikacją, z biegłością najlepszego PR-owca dbając o jej interesy, co często wiąże się z wysyłaniem podwładnych na karkołomne misje.

Póki co siłą serii są świetnie nakreślone postacie, łącznie z tymi drugoplanowymi, które nierzadko zasługują na własne historie oraz jazda pod prąd wszelkim oczekiwaniom. Sfar i Trondheim unikają wyjeżdżonych kolein, wędrują własnymi ścieżkami i często robią krok dalej tam, gdzie reszta pisarzy by się zatrzymała lub zawróciła. W rezultacie otrzymujemy daleką do banału, niezwykle lekką, diablo wciągającą i zilustrowaną ze smakiem wielowątkową opowieść, rozgrywającą się w fascynującej krainie, gdzie przenicowano wszelkie reguły. Pozycja ze wszech miar godna czytelniczej uwagi, mocno zachęcająca do sięgnięcia po kolejny tom.

Tekst opublikowany pierwotnie w magazynie Nowa Fantastyka 10/2019

Donżon: Wydanie zbiorcze, tom 1

Nasza ocena: - 100%

100%

Scenariusz: Joann Sfar, Lewis Trondheim. Rysunki: Joann Sfar, Lewis Trondheim, Boulet. Timof Comics 2019

User Rating: Be the first one !

Paweł Deptuch

Avatar
Redaktor, publicysta, autor kilku opowiadań i scenariuszy komiksowych. W latach 2004-2010 redaktor naczelny portalu Carpe Noctem. Od 2006 r. współpracuje z miesięcznikiem Nowa Fantastyka, a w latach 2018/2019 z polską edycją magazynu Playboy, gdzie pisał o nowych technologiach. Publikował też w zinach (Ziniol, Biceps) i prasie specjalistycznej (Czachopismo, Smash!). Od 2008 r. elektor Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, a od 2019 r. juror Nagrody Nowej Fantastyki w kategorii Komiks Roku. Tata dwóch przepełnionych energią chłopaków.

Zobacz także

Doktor Strange, tom 3 – pod ciężarem magii [recenzja]

Okładka trzeciego tomu “Doktora Strange’a” zapowiada bardzo wiele zmian, które mają prawo znacząco wpłynąć na …

Leave a Reply