Dziki ląd – nadprzyrodzone zderzenie cywilizacji [recenzja]

“Dziki ląd”, komiks nowego wydawnictwa Lost in Time wywołał pozytywne wrażenie już po zaprezentowaniu przykładowych plansz. Czas przekonać się jak wypada po lekturze całości albumu.

To pierwszy komiks w ofercie Lost in Time wydaje się zatem, że wydawca powinien dopełnić wszelkich starań by jak najlepiej wypromować swój tytuł. To niełatwe zadanie, ponieważ nawet pomimo pandemii polscy czytelnicy mogą przebierać i wybrzydzać w szerokiej ofercie komiksowej co oznacza, że komuś kto jest nowy na rynku będzie niezmiernie trudno przebić się do świadomości czytelników. Sam wydawca był z pewnością tego świadomy, dlatego wybrał tytuł, który z tej oferty na kilka sposobów się wyróżnia.

“Dziki ląd” zapewnia pierwsze zetknięcie polskiego czytelnika z amerykańskim wydawnictwem VaultComics, powstałym niedawno, bo w 2016 roku i specjalizującym się wydawaniu komiksów z pogranicza fantasy, horroru i science fiction. Stąd też raczej nieznane szerzej nazwiska twórców na okładce – za scenariusz odpowiada Ram V, za rysunki Sumit Kumur i za niezwykle istotne w albumie kolory, Vittorio Astone. Szczególnie w przypadku rysownika o indyjsko brzmiącym nazwisku znajdziemy paralelę między fabułą “Dzikiego lądu”, która w większości rozgrywa się właśnie w Indiach, w drugiej połowie osiemnastego wieku. 

Fabularnie będziemy mieli do czynienia z opowieścią wampiryczną, ale wkraczającą na raczej nieznany dotąd teren. Zawiązanie akcji następuje w momencie, kiedy lord Alain Pierrefont, ścigany i rozpoznany jako wampir zmuszony jest przez swoich współtowarzyszy do tymczasowego ukrycia się w azjatyckim kraju. Co istotne, komiks wcale nie zaczyna się od wampirów, ale właśnie od jednoplanszowej sekwencji w Indiach, rozwijając następnie wątek tamtejszych nadprzyrodzonych istot, które niechybnie znajdą się w konflikcie z angielskim przybyszem.

To jedynie zarys podstawowej osi fabuły, która jest znacznie bardziej złożona i ambitnie spogląda na rodzący się konflikt między Brytyjską Kompanią Wschodnioindyjską, a prawowitymi władcami indyjskich terenów. Mamy tu zatem ciekawe ujęcie historyczne, które zgrabnie łączy się z wątkiem nadprzyrodzonym i pokazuje inny, także duchowy wymiar rodzącego się konfliktu. Poza tym “Dziki ląd” jawnie nawiązuje do “Draculi” Brama Stokera choćby posługując się podobną, epistolarną formą w prowadzeniu fabuły, bowiem to właśnie w listach bohaterów poznajemy kulisy przedstawianej historii. To, do czego można się przyczepić to właśnie zbytnie uduchowienie narracji oraz brak wyraźnego głównego bohatera, co długo nie pozwala na pełne, emocjonalne zaangażowaniu czytelnika, które na całe szczęście zostaje mocno pobudzone w finałowym, satysfakcjonującym  rozdziale “Dzikiego lądu”.

Na pewno cieszy jakość wydania albumu z przyciągającą wzrok okładką  z jej graficznymi ornamentami. Rysunki zanurzone są w niezwykle bogatej, tworzącej miejscami oniryczny klimat kolorystyce, dopełniającej w ten sposób odczuwalną w narracji egzaltację. Ta z czasem przestaje przeszkadzać, kiedy dociera do nas świadomość, że tak właśnie, a nie inaczej miało być. “Dziki ląd” jest po prostu komiksem poruszającym nadprzyrodzone, nie tylko wampiryczne wątki w odmienny od współczesnego, bo jawnie nawiązujący do klasyki sposób. To się jak najbardziej udało i kończymy lekturę usatysfakcjonowani tą niecodzienną formą podróży w mroki indyjskich wierzeń i ich zderzeniem z zachodnią cywilizacją, którą tak się złożyło, że reprezentują tu wampiry. Ciekawe połączenie, które być może w efekcie  przyniesie nam kolejne komiksy od Lost in Time. 

Dziki ląd. Scenariusz: Ram V. Rysunki: Sumit Kumur. Wydawnictwo Lost in Time 2020.

Ocena 7,5/10

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Descender, tom 6: Wojna maszyn – satysfakcjonujący finał [recenzja]

Na okładce finałowego tomu “Descendera” robot Tim-21 unosi się w przestrzeni na tle wielkiego wybuchu. …

Leave a Reply