Gorący temat

Informacja zwrotna – Żulczyk nie jest nowym Pilchem polskiej prozy [recenzja]

Jakub Żulczyk – jeden z najciekawszych polskich pisarzy współczesnych – w najnowszej książce „Informacja zwrotna” bierze na warsztat polski alkoholizm. I znów, w bardzo szczerej, sugestywnej opowieści obnaża nasze przywary, nasze słabości i pokazuje, jak destrukcyjne jest nałogowe picie. Nawet nie dla samego alkoholika, co dla wszystkich, którzy wokół niego, bliżej lub dalej, orbitują.

„Informacja zwrotna” to książka, którą się odchorowuje. Boleśnie prawdziwa, zwłaszcza dla tych, którzy realnie, w rzeczywistości się z alkoholizmem zetknęli. Żulczyk nie bierze jeńców. Jest bezkompromisowy i bardzo bezpośredni w przekazie. Buduje historię z perspektywy Marcina Kani, niegdyś muzyka, teraz rentiera i alkoholika pełną gębą. Takiego, który próbuje walczyć, chodzić na terapię. Zmienić coś, cokolwiek w swoim marnym życiu, mierzonym zawartością butelki. Jednak wciąż bez powodzenia. Perypetie Kani – pijaka zestawione tu są z opowieścią Kani – ojca, którego syn zniknął w tajemniczych okolicznościach, związanych zresztą z tematem „dzikiej reprywatyzacji” w Warszawie. A to drugi z wątków, prowadzony równolegle, ściśle zazębiający się z historią o uzależnieniu, jaki w „Informacji zwrotnej” znajdziemy. I niewątpliwie nie mniej ważny. Sztuką Żulczyka jest umiejętne zespolenie tych dwóch motywów w jedną, zaskakująco sprawnie poprowadzoną całość. Jeśli wcześniejsza powieść Jakuba – „Czarne słońce” była w dużej mierze literackim eksperymentem, afirmacją możliwości i chęcią wyrzucenia z siebie całej nagromadzonej frustracji (bowiem ciężko nie zauważyć, że był to dość bezpośredni manifest polityczny, ujęty w satyryczno – makabryczną wizję Polski nie tak odległej przyszłości), tak w „Informacji zwrotnej” mamy przykład nieskrępowanej szczerości. Obnażanie własnej słabości pomaga Żulczykowi opowiedzieć temat alkoholizmu w sposób na wskroś szczery i uczciwy. Nie przekoloryzowany. Inaczej, niż u Pilcha – najsłynniejszego polskiego pisarza – alkoholika, Żulczyk w swojej książce nie ubarwia picia, nie dobudowuje mu zakulisowego znaczenia, jakiejś wartości. Pilch traktował picie jako swoisty element własnego „ja”, coś, co – poniekąd – czyni go pisarzem. A może też z jego bycia pisarzem wynika? Żulczyk natomiast demitologizuje picie. Pokazuje je takim, jakim jest. Zwłaszcza przez świetnie rozegrany finał – zupełnie odmienny od tego, czego się spodziewamy, czego oczekujemy. Owszem, fatalizm jest w tej powieści obecny od pierwszych stron i raczej nie ma co nastawiać się tutaj na happy end. Jednak tragizm zakończenia leży zupełnie gdzie indziej, niż nam to autor sugeruje przez ponad dwie trzecie książki. I jest to jeden z najmocniejszych punktów „Informacji zwrotnej”, ten finalny twist właśnie. Bo niby to banalnie prosta historia, opowiedziana z perspektywy alkoholika, który sam przed sobą gra najusilniej. A jednocześnie to wielowarstwowa historia, w której finał odkrywa przed nami, że prawda jest o wiele gorsza, o wiele bardziej gorzka, niż mogliśmy się spodziewać. Ale też, w swoim sednie, o wiele prostsza. I tym samym bardziej bolesna do przyswojenia.

Temat „dzikiej reprywatyzacji” wpleciono w fabułę solidnie, w sposób na tyle sprawny, by uwypuklić problem, ale nie podszyć go tanią sensacyjnością. I tu po raz kolejny pomaga wspomniany, niespodziewany zwrot w finale. Który nijak nie umniejsza skali zagadnienia, ale jednocześnie nie czyni z niego sensacyjnej poczwarki rodem z tabloidów. Udało się Żulczykowi nie spłycić, nie wypoczwarzyć ciężkiego tematu. Kolejny punkt dla autora „Wzgórza psów”.

Literacko to naprawdę znakomita powieść, choć nie da się ukryć, trzeba lubić taki styl. Dosadność języka, plastyczność metafor („smakowała jak skóra Boga”), a jednocześnie bardzo szczere obnażenie tematu, który z założenia jest wstydliwy. Żulczyk zna temat od podszewki, ale i rozumie drogę, jaką musi przejść ktoś, kto chce się z nałogu wyrwać. Językowa sprawność, z jaką Żulczyk buduje kolejne sceny sprawiają, że nie możemy się oderwać, że nie możemy przestać czytać, choć to, co czytamy nas odpycha. Boli nas to, przeraża, napawa wstrętem. „Informacja zwrotna” to z jednej strony książka, którą się odchorowuje, którą także podczas lektury trzeba przecierpieć. Ale przecież taka jest jej rola. To forma przestrogi, obnażenia, a finalnie także swoistego katharsis. Nie tylko dla bohatera.

Ktoś, kto nigdy nie zetknął się naprawdę blisko z problemem alkoholowym, nie zrozumie tej książki w pełni. Ale i tak powinien ją przeczytać, mając gdzieś z tyłu głowy świadomość, że miał cholerne szczęście. Że nie wie, co to alkoholizm, że nie ma alkoholika w rodzinie. Bo w powieści Żulczyka to właśnie rodzina jest największą ofiarą picia. Nie sam główny bohater – Marcin Kania, choć i on swoje oberwie. Zasłużenie, bądź, co bądź. Ale to jego najbliżsi niosą najcięższe krzyże. Także takie, jakich nie dadzą rady udźwignąć. Surowym morałem z powieści Żulczyka jest to, że alkoholizm zawsze pozostawia ślady. Jeśli nie na tobie, to na pewno na twojej rodzinie. Na tych, których kochasz. Jakaś skaza w nich zostanie, Płytsza, głębsza, ale zostanie.

Taka książka była potrzebna. W Polsce, w kraju, gdzie niewiele rzeczy można – wg tradycji – robić „na sucho”, zobrazowanie polskiego alkoholizmu było konieczne. A zaoferowane w sposób na tyle umiejętny, na tyle szczery, jak udało się to zrobić Żulczykowi, czyni „Informacje zwrotną” jedną z ważniejszych polskich powieści ostatnich lat. Tak, jak „Ślepnąc od świateł”, czy „Wzgórze psów” było zobrazowaniem polskiego pokolenia żulczykowych równolatków, tak najnowsza powieść rozlicza się – bezkompromisowo – z największą narodową przywarą. O której nadal boimy się głośno mówić, szczerze pisać, choć trochę to się zmienia, bo przecież i Żulczyk pisze o uzależnieniach i pisał o nich wcześniej (z tym, że lekowych) Juliusz Strachota.

„Informacja zwrotna” nie tylko jest najlepszą powieścią w dorobku Jakuba Żulczyka. Jest jedną z najlepszy powieści polskich ogółem, przynajmniej w ostatniej dekadzie. Jest szczerą spowiedzią alkoholika, ale też specyficznym hołdem dla ofiar polskiego systemu prawnego, w którym zjawisko takie, jak „dzika reprywatyzacja” było w ogóle możliwe i nadal nie doczekało się wyjaśnienia oraz uczciwego sądowego rozstrzygnięcia. Dotychczas Żulczyk był głosem swojego pokolenia, obnażał otwarcie jego wady, pragnienia, smutki i cały kryjący się w nim tragizm. Teraz autor spojrzał szerzej, podjął temat społecznie ważny. I pokazał, że potrafi jeszcze lepiej, niż wcześniej. A to niełatwa sztuka.

Informacja zwrotna

Nasza ocena: - 100%

100%

Jakub Żulczyk. Wydawnictwo Świat Książki 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Ostateczne rozwiązanie – mroczniejsza wersja II wojny światowej [recenzja]

Robert Szmidt po raz kolejny – po niedawnych „Szponach smoka. Zgasić słońce”, podejmuje się pisania …

Leave a Reply