Zgoła nietypowo czyta się powieść, której ciąg dalszy już znamy. Ale odkrywanie tego, co przed zdarzeniami, jakie mieliśmy już dane poznać, w pewien sposób podtrzymuje to poczucie napięcia, poddenerwowania w oczekiwaniu na dotarcie do punktu, który nie jest już dla nas tajemnicą.
A z tym właśnie mamy do czynienia za sprawą powieści „Wilk wyjeżdża” Mirosława Tomaszewskiego, będącej swoistym prequelem dla jego znakomitego „Powrotu Wilka”. Losy późniejsze bohatera (a szerzej, bohaterów) niniejszej książki już poznaliśmy, te ich dzieje w wolnej Polsce, w życiu na wskroś doroślejszym, w dużej już mierze przeżytym. Ale dał nam autor możliwość wyjątkową. Szansę poznania zdarzeń, które do wszystkiego, co już znamy, doprowadziły. Do czasu, który ukształtował grupkę młodych, pełnych marzeń i nadziei, ale też przepełnionych naiwnością ludzi. Ludzi, którzy urodzili się może nie pod najszczęśliwszym, ale ich własnym niebem.
Poznajemy w powieści o nieco banalnym tytule „Wilk wyjeżdża” początki znajomej, tytułowej postaci, w okresie chyba dla każdego człowieka najważniejszym. A z pewnością darzonym największym sentymentem i estymą. Czasem kształtowania się postaw, okresem zarówno buntu, jak i nieustannych poszukiwań. Momentem określania samego siebie i swojej tożsamości, która towarzyszyć nam będzie do końca. Owszem, będzie się zmieniać, ewoluować, ale już nigdy nie wymaże się tej podwaliny, jaka położona zostanie w wieku nastoletnim, kiedy jest się nad wyraz kruchym i podatnym, a zarazem czuje się wszechmocnym i wręcz nieśmiertelnym.
Okres stanu wojennego to jedna z czarnych kart historii Polski współczesnej, która ma to szczęście w nieszczęściu, że nadal żyje pełnią sił i twórczych możliwości mnogość kronikarzy tamtego okresu. Bynajmniej nie niemi świadkowie, snujący historie z lat, kiedy dorastali, dojrzewali, przekraczali magiczną niewidzialną barierę dzielącą dzieciństwo od dorosłości, jednocześnie, często mimowolnie staje się świadectwem czasów ponownej walki o wolność, o niezależność. O niepodległość po prostu. Mirosław Tomaszewski to rocznik 1955, a więc człowiek, który doskonale pamięta lata 80’, okres stanu wojennego. I na tej kanwie — odnoszę wrażenie, że w dużej mierze na podwalinie własnych wspomnień i przeżyć — snuje swoją opowieść o tamtych czasach. Co ważne, nie kreśli tu szerokiego portretu politycznego Polski tamtych lat. Skupia się bardziej na jej intymniejszym, obyczajowym obliczu, które jednak – ze względu na gorący okres dziejów – nie może być całkowicie od polityki oderwany. Uwikłanie polityczne towarzyszy nie tylko głównym bohaterom, nie stanowi tylko i zawsze ich świadomego wyboru. Czasem jest wypadkową okoliczności, czasem brzemieniem zrzuconym na ich barki przez ideowych rodziców. Budowany tutaj obraz to obraz społeczny, swoisty jego wąski wycinek, obejmujący środowiska robotnicze, ale jednocześnie świadome własnej polskości i wynikającej z tego powinności. Działania antysystemowe, antykomunistyczne, solidarnościowe są naturalną konsekwencją pochodzenia, czasem pracy, a najczęściej zwykłego poczucia społecznego obowiązku. Czasem sięgają po naszych bohaterów wbrew ich woli, a oni – kiedy już dostaną się pomiędzy dziejowe żarna – muszą wszystko położyć na szali, by nie zostać przez nie zmielonymi.
Jednocześnie powieść ta jest skarbnicą wiedzy dla młodszych pokoleń, które dostrzegą w starszych kolegach, w młodzieży z innej, trudniejszej epoki, być może cząstkę siebie samych. Jak wyżej podpisany, rocznik 1982, który dorastał już w Polsce demokratycznej, ale jeszcze z grubsza rozumie kulturowy i społeczny język epoki słusznie minionej. Na pewno rozumiejący go lepiej, bardziej intuicyjnie, niż np. dzieciaki z pokolenia 2000. Ale nadal, jeśli by skupić się na tej wspomnianej, obyczajowej warstwie, to nastolatki pozostają nastolatkami, niezależnie od czasów, niezależnie od okoliczności. Nadal pragną się bawić, przeżywać, kochać, czasem pić, słuchać „buntowniczej” muzyki, jakiej nie pochwalają starsze pokolenia. Zmieniają się nazwy, zmieniają się miejsca, używki, ale nadal pragnienie wyrwania się na świat, w dorosłość determinuje działania młodzieży. Pojawiają się pierwsze miłości i związane z tym antagonizmy, zdrady, przyjaźnie, rozstania i zawody. Pojawiają się pierwsze, często nierealne i buńczuczne plany na zmienianie świata, bo to czas, kiedy wszystko jest możliwe, a cały świat zdaje się w zasięgu ręki. Być może teraz to zdanie wybrzmiewa oczywistością, ale w tamtym okresie, w latach 80. trzeba było mieć w sobie ogrom wiary, by w to wierzyć.
„Wilk wyjeżdża” to powieść wspaniała, ale też smutna. Opowiada o minionym przez pryzmat nostalgii i tęsknoty za czasami, mimo wszystko, mimo ciężkich czasów – łatwiejszymi. Bo okres młodości, wiek nastoletni to zawsze, nawet wbrew okolicznościom, jest taki czas, choćby momentami, z którego zbieramy te okruchy wspomnień. I zachowujemy w sobie, w pamięci i w sercu na zawsze. Tomaszewski to rozumie i opowiadając, nie wygładza, nie idealizuje niczego. Odmalowuje konsekwentnie odcienie szarości, pisze tak o pierwszych miłościach, jak o pierwszych zdradach. Opisuje marzenia i porażki, radość i strach, proste, beztroskie chwile i dni, które zaważą na późniejszych losach. I to chyba największa siła tej książki, której przecież dalszy ciąg już znamy, to odwołanie się do tego, co minione bezpowrotnie, ale do czego chyba każdy z nas czasem tęskni – do tej młodzieńczej wiary, że mimo przeciwności, wszystko w życiu jest możliwe.
Takie powieści czasem, na chwilę pozwalają sobie o tym przypomnieć. A to dobrze, bo warto o tym pamiętać.
Sprawdź, gdzie kupić:
Wilk wyjeżdża
Nasza ocena: - 90%
90%
Mirisław Tomaszewski. Wydawnictwo Lava Publishing 2025
Badloopus W pętli popkultury