Gorący temat

Książęta Demony, tom 2: Malagate zwany potworem – pozytywna konsternacja [recenzja]

W drugim tomie frankofońskiej serii na podstawie powieściowego cyklu Jacka Vance’a, zgodnie z tytułem powinno dojść do konfrontacji Kirtha Gersena z jednym z tytułowych złoczyńców. Jednak jej przebieg może być dla czytelnika sporym zaskoczeniem.

“Książeta Demony” w pierwszy tomie serii obiecywały czytelnikowi moc atrakcji w historii o zemście na pięciu złowieszczych istotach trzęsących kosmosem. Rolę mściciela pełni tu Kirth Gersen, który po latach szkolenia i planowania oraz po tragedii z lat dziecięcych rozpoczął realizację swojego zamierzenia. W poprzedniej odsłonie nie skonfrontował się bezpośrednio z Malagatem, tylko z jego pomocnikami, którzy okazali się bardzo wymagającymi przeciwnikami. Plan w końcówce się posypał, a do tego Pallis, kobiecy  obiekt westchnień głównego bohatera został porwany. Co w związku z tym postanowi Kirth? Cóż, będzie próbował upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i ruszy na ratunek Pallis, jednocześnie wyruszając w inną misję, na tajemniczą planetę wraz z poznaną już przez czytelników trójką z Uniwersytetu (Warveave, Kelle i Detteras), z której jeden prawdopodobnie musi być Malagatem. Ależ się będzie działo, myślimy,  a tutaj…niespodzianka.

Nie znam powieściowego oryginału, ale chętnie bym sprawdził na  ile komiks trzyma się jego fabuły. Rysowany z rozmachem i dbałością o techniczne detale przez Paola Traicsiecgo drugi tom zapowiadał wybuchowy finał, tymczasem mamy wrażenie obcowania z kameralnym science fiction, skoncentrowanym na przeżyciach bohaterów, szczególnie takich, które pozostawiły na nich swój psychiczny ślad. I tu inna niespodzianka – najciekawszymi postaciami w drugim  tomie nie jest ani Kirth, ani zebrana na statku kosmicznym trójka jego współpasażerów, tylko Dasce,  jeden z przybocznych Malagate’a oraz jego więzień, Robin Rampold. Relacja tej dwójki jest w drugiej odsłonie serii najbardziej zajmująca i wynagradza ów brak ekscytującej rozgrywki między mścicielem, a jednym z demonicznym książąt. Choć to co dostajemy w końcówce w zamian, jest równie intrygujące, a nawet frapujące.

Tuż po skończeniu lektury można mieć co do drugiego tomu mieszane uczucia. Liczyliśmy chyba na coś w nowym, wybuchowym stylu znanym z superbohaterskich filmów, a dostaliśmy słodko-gorzką opowieść o tym, że zemsta chadza własnymi drogami. Można się czepiać, że wszystko w tym tomie szło Kirthowi dużo łatwiej niż poprzednio, ale przecież zdobył w międzyczasie sporo doświadczenia. Cała trójka z Uniwersytetu wypada dosyć bezbarwnie, ale może to i lepiej, że potencjalne czarne charaktery nie są tak przerysowane jak znani z Marvela złoczyńcy? Generalnie nie ma co porównywać “Książąt Demonów” z superbohaterami opowieściami, bardziej służą one jako punkt odniesienia w kwestii intensywności fabuł i prostych, acz mocno działających na wyobraźnię fanów rozwiązań. Natomiast drugi tom komiksowej serii rodzi u czytelnika konsternację, choć jak najbardziej w pozytywnym wymiarze. Czyli można jednak opowiadać inaczej, uciekając od schematów? Cóż, zobaczymy jakie niespodzianki będa czekały na nas w kolejnym tomie tej historii. 

Książęta Demony, t.2: Malagate zwany potworem

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Jean-David Morvan. Rysunki: Paolo Traisci. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

LastMan, tom 8 – nadal jest świetnie [recenzja]

Jak oni to robią, że przez osiem tomów ta historia wciąż jest angażująca i nieprzewidywalna? …

Leave a Reply