Gorący temat

Mały astronauta – nie ma płotów [recenzja]

Wydawnictwo Lost in Time sukcesywnie rozszerza swoje portfolio. Nie dość, że rozpoczęło wydawanie komiksów genialnego włoskiego rysownika, Sergio Toppiego, to zdecydowało się również wydać komiks, który mocno wychodzi poza ich dotychczasową linię wydawniczą.

“Mały astronauta” ma jedną z najprostszych, a jednocześnie najbardziej sugestywnych okładek. Młoda kobieta o fioletowych włosach, prowadzi rower i zagląda za mieniący się zielenią płot. Patrząc na tę okładkową grafikę nie wiemy nic, tytuł jest również enigmatyczny, ale w zamian jest w tym obrazie jakiś rodzaj prostoty i jednocześnie tajemnicy, a symbolika czegoś poza zasięgiem naszego wzroku i zarazem czegoś od nas odgrodzonego robi się z biegiem fabuły coraz bardziej wymowna. Rzut oka na tylną część okładki wyjaśnia już więcej, kiedy widzimy rodziców spędzających na zewnątrz czas z niepełnosprawnym dzieckiem, ale w głowie na długo zostaje ta pierwsza ilustracja, z kobietą, na której ustach trudno powiedzieć  czy widzimy cień smutku, czy cień radosnego uśmiechu. Jak się możemy przekonać z lektury, obie te emocje mogą funkcjonować wspólnie.

Tytułowy “Mały astronauta” to Tom, dziecko które widzimy na ilustracji z tylnej okładki. Tom jest młodszym bratem Juliette, czyli dziewczyny o fioletowych włosach, która w przypływie nostalgii wybiera się na przejażdżkę do miejsc ze swojego dzieciństwa, na ulicę i pod dom, w którym kiedyś mieszkała z rodziną i bratem. Okazuje się, że jej dawne lokum zostało właśnie wystawione ponownie na sprzedaż. Dzięki temu Juliette może podać się za ewentualnego klienta zainteresowaną kupnem i zwiedzić miejsce, w którym spędziła tyle szczęśliwych lat. Wspomnienia natychmiast wracają.

Jednak zanim zanurzymy się razem z Juliette we wspomnieniach oraz w ciepłej palecie barw “Małego astronauty” (przywodzącej na myśl tę znaną z komiksowego “Domu” Pacco Roki) mamy najpierw intrygujące i symboliczne interluddium. Na tych pierwszych planszach twórca albumu, Jean-Paul Eid próbuje uzmysłowić czytelnikom sposób widzenia świata przez osoby cierpiące na dziecięce porażenie mózgowe. To świat oglądany zza bariery, niczym z okien statku kosmicznego, nawiązujący do położenia, w którym znalazł się Major Tom, bohater słynnej piosenki Davida Bowiego, “Space Oddity”. 

Tytułowy mały astronauta to ktoś, kto choć żyje pośród nas, tak naprawdę widzi świat inaczej, z nie dającej się pokonać odległości, choć  to nie znaczy, że nie ma z nim kontaktu. O tym, że można się z nim porozumiewać świadcz pokazana na okładkowej wyklejce seria piktogramów, za pomocą których zarówno Tom i jego bliscy porozumiewali się między sobą. A co do samego wizerunku obarczonego chorobą dziecka, Eid znalazł jakiś niezwykły, złoty artystyczny środek, który jednocześnie pozwolił mu na uzmysłowienie nam rodzaju tej ułomności, a jednocześnie uciec od bolesnego zazwyczaj obrazu doświadczonej w ten sposób osoby. Dlatego najbardziej poruszające są sceny w żłobku, kiedy dzieci bawią się z Tomem tak, jakby bawiły się z osobą bez żadnej dolegliwości, dzięki czemu w ten właśnie sposób zaczynamy tego małego bohatera postrzegać. I to działa na czytelnika w niesamowicie pozytywnym wymiarze.

Rzecz jasna to również opowieść o trudach rodzicielstwa, które jest w przypadku opieki nad chorym dzieckiem droga pełną wyrzeczeń, ale dopiero mocna scena w markecie z kółkiem różańcowym uświadamia nam, że rodzice Juliette wcale  nie widzą tego, wydawałoby się naturalnego podziału na chore/zdrowe, tylko oboje dzieci traktują z taką samą troską i uwagą, z czasem coraz mocniej walcząc o życie małego Toma. A to wszystko pokazane bez patosu, bez emocjonalnego szantażu, w taki sposób, który skłania nas do naturalnego wzruszenia, nawet jeśli widzimy w komiksie jeszcze straszniejsze przypadki chorób, niż ta na którą cierpi Tom. Nie ma płotów. Można za nie zajrzeć, można też przez nie przejść, jak potrafiła to robić w naturalny sposób mała Juliette, która po latach powróciła do swoich szczęśliwych miejsc, aby powspominać swojego ukochanego, młodszego brata.

Mały astronauta

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz i rysunki: Jean-Paul Eid. Tłumaczenie: Jakub Syty. Lost in Time 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Kobiety dzikiego zachodu – trudy życia w pionierskich czasach [recenzja]

“Kobiety dzikiego zachodu” to już trzeci album z westernowej serii włoskiego mistrza komiksu realistycznego, Paolo …

Leave a Reply