Gorący temat

Motel Sun Down – rozprawiając się z demonami przeszłości [recenzja]

Literacka groza to gatunek szeroki na tyle, by pomieścił w sobie zarówno bardziej klasyczne jej odmiany, jak i różnego rodzaju jej wariacje. Z takiego założenia wyszła Simone St. James, która w swojej książce postanowiła połączyć opowieść o duchach z detektywistycznym thrillerem i szczyptą young adult. Z wcale nienajgorszym skutkiem.

Fabuła „Motelu Sun Down” skupia się na Carly – młodej dziewczynie która po śmierci matki decyduje się na przewartościowanie swoich dotychczasowych życiowych wyborów. Paląca potrzeba ucieczki od monotonii dnia codziennego koresponduje z tajemnicą jaka od lat kładła się cieniem na rodzinnych relacjach. Oto bowiem przed trzydziestoma pięcioma laty, jej ciotka Viv zaginęła bez wieści w miasteczku Fell. Nigdy nie udało się ustalić co dokładnie stało się owej feralnej nocy, ale Carly czuje, że rozwikłanie zagadki da jej samej szansę na uporanie się z życiowym bagażem. Przybywając do całkowicie obcego miejsca i próbując znaleźć jakiekolwiek poszlaki, bohaterka nie ma prawa spodziewać się, że już wkrótce trafi na trop sprawy bardziej przerażającej, niż potrafiłaby to sobie wyobrazić.

„Motel Sun Down” to tak naprawdę dwie historie w jednej – obok amatorskiego śledztwa protagonistki, Simone St. James równocześnie zabiera nas do 1982 roku, gdzie dowiadujemy się o tym, co tak naprawdę doprowadziło do tajemniczego zaginięcia jej ciotki. Oba wątki są w stosunku do siebie komplementarne i prowadzone są równolegle – tak, by pytania które rodzą się w jednym, niemal natychmiast znajdowały swoje odpowiedzi w drugim. Dzięki takiemu zabiegowi, całą fabułę poznajemy niejako od samego początku i końca, kroczek po kroczku zmierzając do epicentrum wydarzeń. Trzeba przyznać, że jeśli nawet już w samych założeniach brzmi to zupełnie nieźle, niezwykle płynny i dynamiczny styl autorki powoduje, że w praktyce działa jeszcze lepiej.

Simone St. James potrafi płynnie regulować tempo powieści, niekiedy poświęcając więcej uwagi motywacjom i rozwojowi swoich bohaterów, a w innych przypadkach skupiając się na posuwaniu akcji do przodu. To o tyle istotne, że  „Motel Sun Down” dla co bardziej wyrobionych czytelników stosunkowo szybko może okazać się powieścią oczywistą, niekoniecznie obfitującą również w zatrważające ilości zwrotów akcji które fabułę stawiałyby na głowie. Sekretem sukcesu jest jednak w tym wypadku udane wykorzystanie wszelkich założeń i atutów pomysłu.

Mimo że centralne i najważniejsze miejsce książki zajmuje tu gatunkowo jednak młodzieżowy thriller, jako słowo się rzekło na wstępie, Simone St. James wplata weń również elementy paranormalnej grozy. Trudno co prawda „Motel Sun Down” określić mianem pozycji ścinającej krew w żyłach, ale motyw nawiedzonego hotelu przydaje książce atmosfery i zostaje wpleciony w resztę wydarzeń na tyle zgrabnie, by nie sprawiać wrażenia dodanego na siłę – a raczej integralnej części większej całości.

Równie udanie co konstrukcja powieści i gatunkowa fuzja jaką w istocie „Motel Sun Down” jest, prezentują się jego bohaterowie. Niezależnie od tego czy mówimy tu o pierwszym czy drugim planie, każda z postaci zdaje się żyć własnym życiem – ma odpowiednie motywacje i psychologiczny rys, sprawiające że nie sposób określać ich mianem chodzących stereotypów. W kilku wypadkach również, Simone St. James skutecznie wyprowadza czytelnika w pole, prawdziwe intencje danego bohatera objawiając dokładnie wtedy, gdy może powiązać to z rozwinięciem fabuły w nieoczekiwanym dla odbiorcy kierunku.

Ostatecznie zatem „Motel Sun Down” to powieść ze wszech miar udana. Ponad 450 stron czyta się niezwykle szybko, a mnogość paralelnych wątków połączona z udanym gatunkowym miksem powoduje, że złożona z wielu warstw całość nie przestaje intrygować – nawet jeżeli zakończenie samo w sobie zostanie rozszyfrowane jeszcze długo przed samym finałem.


Motel Sun Down

Nasza ocena: - 75%

75%

Autorka: Simone St. James. Tłumaczenie: Jacek Żuławnik. Wydawnictwo Muza SA.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Bezmiłość – ucieczka w głąb ludzkiego smutku [recenzja]

„Bezmiłość” Marka Zychli niezbyt mnie zaskoczyła. Ale tylko dlatego, że mam już niemałe doświadczenia z …

Leave a Reply