Mroczna otchłań, tom 1 – technothriller w duchu Michaela Crichtona [recenzja]

Christophe Bec dał się poznać polskiemu czytelnikowi jako świetny rysownik (“Sanktuarium”) i solidny scenarzysta (“Bunkier”) o skonkretyzowanych zainteresowaniach. Tym co powoduje u niego wrzenie krwi są morskie głębiny i tajemnice ludzkości z pogranicza nauki i fantastyki. W “Mrocznej otchłani” autor z wdziękiem połączył obie pasje.

Na pierwszy tom polskiej edycji składają się trzy oryginalne albumy, w których poznajemy Kim Melville, oceanografię przeszukującą najbardziej tajemnicze i niedostępne zbiorniki wodne w poszukiwaniu niezbadanej morskiej fauny. W wyniku mniej lub bardziej powiązanych ze sobą zdarzeń rozgrywających się w różnych okresach czasowych, bohaterka zostaje zatrudniona przez bajecznie bogatego kolekcjonera, którego celem jest pojmanie “wymarłego” prehistorycznego drapieżnika.

Bec już od samego startu serwuje całą masę wątków, prezentując jednocześnie sporo ciekawych pomysłów i tajemnic na metr kwadratowy. Zaczyna od spisku wielkiej korporacji, której przeciwstawia bojówkowy odłam Greenpeace, by za chwilę wprowadzić ekscentrycznego bogacza dysponującego niesamowitymi technologiami i bawiącego się w Larę Croft. Rzuca czytelnikiem od wód i równin Australii, przez Bliski Wschód i Himalaje, aż na dno głębi Challengera, czy wybrzeża Japonii. Odwołuje się subtelnie do popkulturowych tropów, łączy naukowe fakty i odkrycia z fantastycznymi teoriami czy legendami, ale robi to tak fachowo, że ani przez chwilę nie czuć zagubienia czy znużenia. Wręcz przeciwnie, wszystkie zaprezentowane tematy i motywy, z czasem się zazębiające, w całości pochłaniają uwagę, pobudzają ciekawość i wyobraźnię. Znalazło się tu też miejsce na kilka równie  intrygujących, oryginalnych postaci.

Z tych trzech rozdziałów powoli zaczyna wyłaniać się bardzo interesujący obraz całości, do którego odwołuje się polski tytuł, “Mroczna otchłań”, znacznie lepiej oddający treść serii niż ten oryginalny, czyli “Carthago” (zaczerpnięty od nazwy “złej” korporacji). Bec świetnie rozłożył te wszystkie tajemnice, uniknął efektu przytłoczenia, ale jednocześnie osiągnął kapitalne zagęszczenie fabuły. Udało mu się napisać wciągający technothriller w stylu prozy Michaela Crichtona, łączący epicką przygodę, science fiction i dynamiczny thriller konspiracyjny. 

A całość zilustrowało dwóch rysowników, Eric Henninot i Milan Jovanović, których style są tak podobne, że praktycznie w ogóle nie widać przejścia między jednym a drugim. To oczywiście zaleta, podobnie jak to, że mamy do czynienia z kreską realistyczną wprawnie prezentującą zarówno morskie głębiny jak i futurystyczne machiny. Z drugiej jednak strony ciekawie byłoby zobaczyć jak swój scenariusz ilustruje sam Bec, dysponujący świetnym warsztatem, bardziej ekspresyjną kreską i nanoszący więcej szczegółów. Niemniej “Mroczna otchłań” to jedna z najciekawszych tegorocznych propozycji z katalogu komiksów frankofońskich.

Mroczna otchłań, tom 1. Scenariusz; Christophe Bec. Rysunki: Eric Henninot, Milan Jovanovic. Egmont 2020

Ocena: 8/10

Paweł Deptuch

Avatar
Redaktor, publicysta, autor kilku opowiadań i scenariuszy komiksowych. W latach 2004-2010 redaktor naczelny portalu Carpe Noctem. Od 2006 r. współpracuje z miesięcznikiem Nowa Fantastyka, a w latach 2018/2019 z polską edycją magazynu Playboy, gdzie pisał o nowych technologiach. Publikował też w zinach (Ziniol, Biceps) i prasie specjalistycznej (Czachopismo, Smash!). Od 2008 r. elektor Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, a od 2019 r. juror Nagrody Nowej Fantastyki w kategorii Komiks Roku. Tata dwóch przepełnionych energią chłopaków.

Zobacz także

Perramus. W płaszczu zapomnienia – frykcje argentyńskie [recenzja]

Twórczość Alberta Brecci mieliśmy już okazję poznać w bardzo dobrze ocenianych komiksach “Mort Cinder” i …

Leave a Reply