Gorący temat

Niewiniątka – metafizyczny świat dziecka [recenzja]

Najpierw spektakularna porażka wielokrotnie opóźnianych „Nowych mutantów”, a całkiem niedawno w najlepszym wypadku nijaka „Podpalaczka” – wyposażone w supermoce dzieciaki i nastolatki mierzące się z koszmarami dorastania zdecydowanie nie mają ostatnimi czasy łatwego filmowego życia. Produkcja pod nadzorem Eskila Vogta udowadnia jednak, że porównywalną tematykę da się zrobić znacznie lepiej.

Fabuła „Niewiniątek” kręci się wokół dziewięcioletniej Idy, która wraz ze starszą, cierpiącą na autyzm siostrą Anną i rodzicami przeprowadza się na nowe osiedle. Pozostawione bez opieki, zmuszona do ciągłego pilnowania Anny dziewczyna szybko nawiązuje kontakt z Aishą i Benem zamieszkującymi w okolicy rówieśnikami – tylko po to, by wkrótce przekonać, się że nie tylko oni, ale i jej siostra posiadają tajemnicze, paranormalne zdolności, ulegające wzmocnieniu gdy są blisko siebie. Telekineza, zdolność leczenia i wpływania na umysły innych – dzieciaki nie mają pojęcia skąd ich umiejętności się wzięły, ale niewiele czasu potrzeba, by niewinne zabawy przerodziły się w coś znacznie bardzie niebezpiecznego. Gdy mające trudne relacje z matką, pozbawiony moralnych skrupułów Ben postanawia wykorzystać je by zemścić się na tych, którzy go skrzywdzili jasnym staje się, że już tylko krok dzieli bohaterów od konfliktu.

Zgrubny rys historii opowiadanej przez film scenarzysty „Thelmy” czy „Głośniej od bomb” Eskila Vogta, może przywoływać na myśl innych reprezentantów kina young adult w mroczniejszym wydaniu. „Kronika”, „Carrie” czy wspomniana we wstępie „Podpalaczka” to tylko trzy przykłady, ale jeśli ktoś do tej pory miał już z nimi styczność, z wielkim prawdopodobieństwem będzie wiedział, czego po „Niewiniątkach” powinien oczekiwać. Nie znaczy to jednak, że w norweskim połączeniu dramatu horroru i science fiction obyło się całkiem bez świeżości – tę nadaje głównie przez przefiltrowana przez skandynawską emocjonalność forma przedstawiania treści.

„Niewiniątka” stronią zatem od przesadnego dramatyzowania i podbijania atmosfery za wszelką cenę obrazem i dźwiękiem – groza i napięcie wynikają tu raczej z samej historii, wspartej niezwykle dobrą grą aktorską młodej obsady. Dość powiedzieć, że kluczowe sceny rozgrywają się tu bez dźwiękowego tła w ogóle, jak ta bodaj najbardziej wstrząsająca z kotem – jeśli Vogt chce wywołać u widza uczucie obrzydzenia, ten może być pewien, że usłyszy każdy dźwięk pękających kości. Tak surowo podany przekaz jedynie przydaje całości pozorów autentyczności, zwłaszcza że „Niewiniątka” w wielu aspektach pozostają filmem niezwykle enigmatycznym, na barki widza zrzucając kwestię interpretacji poszczególnych elementów historii. Czy to co oglądamy jest jedynie wytworem wyobraźni dzieciaków? A jeśli nie, skąd tak naprawdę wzięły się ich moce? Na te pytania Vogt nie zamierza udzielać jasnych odpowiedzi.

Mimo tego jednak – a może właśnie dzięki temu – tak wyraźnie w jego filmie na pierwszy plan wybijają się najistotniejsze elementy historii. Wędrówka przez brutalny i bezlitosny świat nieletnich, będący wypadkową wychowawczych błędów jest tu tyleż fascynująca, że relacje na linii rodzic-dziecko odkrywane są tu stopniowo, coraz to bardziej uświadamiając widzowi, że z sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie nie ma łatwej drogi wyjścia. „Niewiniątka” niebezpośrednio, ale wyjątkowo dosadnie krytykują toksyczne rodzicielskie postawy, brak wsparcia najbliższych i odpowiedzialności za opiekę nad rodzinnym gniazdem, pozwalając tym samym opowieści oddziaływać na odbiorcę na kilku różnych poziomach.

W opozycji do tak bogatego w treść scenariusza, zdaje się stać samo tempo akcji. O ile wspomniana dynamika wzajemnych oddziaływań postaci jest tu podana na odpowiednim poziomie, całość to jednak zdecydowanie krok w stronę slow burnu, czyli metodycznego dodawania kolejnych elementów do fabularnego kręgosłupa historii tak, by zbudować trzymającą widza na krawędzi fotela atmosferę. Zazwyczaj jest jednak okupione cokolwiek wolnym wprowadzeniem – i to dokładnie tak sprawa ma się również z „Niewiniątkami”.

Film Eskila Vogta stanowi więc niejako przeciwwagę w stosunku do próbującego eksplorować mroczne aspekty superbohaterskich umiejętności kina zza oceanu. Zamiast efekciarstwa, stawia przede wszystkim na jakość historii i intrygujący przekaz, w miejsce szafowania bon motami o problemach dorastania, pozwala po prostu wejść w samo epicentrum kruchego świata dziecka. To doświadczenie zdecydowanie zbyt rzadko spotykane we współczesnym kinie rozrywkowym.

Foto © M2 Films

Niewiniątka

Nasza ocena: - 70%

70%

Reżyseria: Eskil Vogt. Obsada: Rakel Lenora Fløttum, Alva Brynsmo Ramstad, Sam Ashraf i inni. Norwegia, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Pełzająca śmierć – aligatornado [recenzja]

W przeciwieństwie do rekinów, aligatory nie zajmują tak uprzywilejowanej pozycji pośród etatowych maszynek do zabijania w gatunku animal attack. W ciągu ostatniej dekady, przyzwoitych filmów z ich udziałem dałoby się zapewne naliczyć na połowie palców jednej ręki. Naprzeciw niecierpliwie oczekujących na powrót gadów fanów gatunku, postanowił jednak wyjść Alexandre Aja.

Leave a Reply