Gorący temat

15 najbardziej pamiętnych momentów w historii „Parku Jurajskiego”

29 lat po premierze, podobnie jak jego książkowy pierwowzór autorstwa Michaela Crichtona, odpowiedzialny swego czasu za wybuch dinomanii kultowy „Park Jurajski” trzyma się w popkulturze niezwykle mocno – czego dowodem jest kolejna, szósta już odsłona jaka lada chwila zamelduje się w rodzimych kinach. Czy „Jurassic World: Dominion” będzie równie udaną wyprawą do świata dinozaurów co poprzednie? Zanim poznamy odpowiedź na to pytanie, przypominamy 15 momentów niezwykle uznanej serii, jakie zadecydowały o jej kultowym statusie.

Podróż do innego świata

(1993 – Park Jurajski)

Scena w której widzimy zbliżający się do Isla Nublar helikopter jest bodaj najlepszym dowodem na to, jak integralną rolę w wielkich blockbusterach odgrywa połączenie obrazu i dźwięku. Kultowy już soundtrack Johna Williamsa uderza dokładnie w tym momencie gdy powinien, kiedy film zdążył już poświęcić nieco czasu na zaznajomienie widza z większością bohaterów – i z miejsca roztacza przed nim wrażenie wykonania pierwszego kroku w kierunku niezapomnianej przygody.

One żyją

(1993 – Park Jurajski)

Pierwsze spotkanie z żywym Brachiozaurem scena dla wydźwięku całego filmu prawdziwie kluczowa – nie tylko mamy tu do czynienia bowiem z pokazem możliwości rewolucyjnego CGI, ale i przede wszystkim dobitnym uświadomieniem, że mamy do czynienia z prawdziwym blockbusterem, który nie będzie zasłaniał się gumowymi atrapami dinozaurów.

Technologiczny cud

(1993 – Park Jurajski)

Powieść Michaela Crichtona była po równo pełnym akcji, wypełnionym po brzegi atrakcyjną dla masowego odbiorcy treścią thrillerem, ale oferowała również solidną dawkę nauki. Scena w filmowym „Parku Jurajskim”, w którym John Hammond przy pomocy animacji  wyjaśnia jak udało mu się dokonać cudu klonowania prehistorycznych stworów, to kwintesencja takiego założenia – jest atrakcyjna, zrozumiała dla laików i zabawna. Kontra w postaci niemal sakralnego momentu narodzin Velociraptora to z kolei prawdziwa wisienka na torcie.

T-Rex uwalnia się z zagrody

(1993 – Park Jurajski)

Na triumfalne wejście króla drapieżników „Park Jurajski” pracował w pocie czoła przez niemal godzinę seansu, stopniowo zwiększając intensywność i atmosferę zbliżającego się nieszczęścia. Skąpana w deszczu scena, modelowe stopniowanie napięcia i wreszcie on, ucieleśnienie grozy. Trudno dziwić się Gennaro, że najrozsądniejszą decyzja w owym momencie wydał mu się „taktyczny odwrót do toalety”.

Sprytna dziewczynka

(1993 – Park Jurajski)

Podobnie jak filmy grozy zwykle sugerują swoim odbiorcom co może dziać się w dalszych partiach filmów, przeciągając ujęcia przyszłych narzędzi mordu, tak w „Parku Jurajskim” Spielberg wyraźnie uświadamiał widzów o niezrównanej inteligencji Raptorów. Kiedy więc Robert Muldoon ni stąd ni z owąd z doświadczonego myśliwego okazuje się ofiarą, trudno nie pokiwać z uznaniem głową – został najzwyczajniej w świecie wymanewrowany przez prehistoryczne stwory.

Polowanie na dinozaury

(1997 – Zaginiony świat: Jurassic Park)

Choć sekwencja w której kultowe Hummery z wysuwanymi siedzeniami rozpoczynają masową obławę na stado dinozaurów ma miejsce kilkadziesiąt minut od pierwszej sceny „Zaginionego świata”, bez większej przesady można stwierdzić, że to właśnie od niej zaczyna się właściwa część filmu – stawka diametralnie rośnie, na horyzoncie pojawia się prawdziwy wróg i wszystko wskazuje na to, że bohaterowie wkrótce po raz kolejny będą zmuszeni walczyć o przetrwanie. No i trzeba to otwarcie przyznać, pod względem koordynacji całej sekwencji, mamy do czynienia z prawdziwym majstersztykiem.

Śmierć Dietera 

(1997 – Zaginiony świat: Jurassic Park)

Peter Stormare to znakomity aktor drugiego planu, któremu często przypadają charakterystyczne role łajdaków i szeroko pojętych niemilców. Nie inaczej jest w przypadku sequela – jego Dieter to osobnik wyjątkowo antypatyczny, który sceną w której traktuje Prokompsognata prądem zdecydowanie nie zaskarbia sobie sympatii widowni. Kiedy więc karta się odwraca, a bohater zostaje żywcem skonsumowany przez… stado Prokompsognatów,  trudno nie uśmiechnąć się z satysfakcją, że oto dostał dokładnie to, na co zasłużył.

Rodzice przybywają z odsieczą

(1997 – Zaginiony świat: Jurassic Park)

Niezależnie od tego jak dobre byłyby intencje, zabranie młodego tyranozaura z gniazda w najlepszym wypadku musi skończyć się dramatyczną ucieczką i okrzykami przerażenia. W najgorszym, cóż, ktoś zostanie potraktowany w charakterze przekąski – i dokładnie taki los spotyka usiłującego w dramatyczny sposób ocalić życie przyjaciół Eddiego. Jakby zresztą dwóch T-Rexów przybywających na bufet było mało, mamy też pełną dramatyzmu scenę z wiszącym nad przepaścią mobilnym laboratorium i wreszcie triumfalne nadejście pomocy zespołu Rolanda – czyli ta krótka chwila wytchnienia, w której pomimo przeciwstawnych interesów, humanizm potrafi zatriumfować.

Laboratorium

(2001 – Park Jurajski III)

O ile od momentu powstania „Parku Jurajskiego III”, będącego zarazem pierwszym filmem w serii nie opartym książce Michaela Crichtona, można podjąć pewną dyskusję na temat celowości dalszej egzystencji serii z powodów inne, niż pieniądze, tak scena w której bohaterowie docierają do opuszczonego laboratorium InGen jest kwintesencją tego, co pisarz w swych powieściach usiłował przekazać.  Nieudana zabawa w Boga i wynaturzone efekty eksperymentów to coś co wielu miłośnikom „Parku Jurajskiego” do tego momentu siedziało w głowie – a teraz mogli zmierzyć się ze swymi obawami w pełnej okazałości.

Spinozaur w rzece

(2001 – Park Jurajski III)

W trzeciej części „Parku Jurajskiego” rolę naczelnego „złola” wśród dinozaurów w miejsce Tyranozaura przejmuje jego większy i jak się zdaje – bardziej zajadły pobratymiec. Spinozaur pojawia się co prawda w filmie wcześniej, ale prawdziwie kulminacyjna scena z jego udziałem następuje gdy w końcu udaje mu się dopaść bohaterów podczas ich przeprawy rzeką. Konfrontacja z gigantycznym mięsożercą to bez mała powtórka sceny z T-Rexem z pierwowzoru – tyle że podkręcona do wartości granicznych.

Nić porozumienia

(2001 – Park Jurajski III)

Choć w trakcie niewielu ponad dziewięćdziesięciu minut seansu „Parku Jurajskiego III” niezaprzeczalnie dzieje się wystarczająco dużo, by utrzymywać stały dopływ adrenaliny do krwi widza, jednym z jego kluczowych momentów pozostaje scena w której doktorowi Grantowi udaje się dokładnie ta sztuka, przy której poległ Robert Muldoon – poradzenia sobie w sytuacji skoordynowanego ataku Velociraptorów. W dodatku dostajemy tu również rezonujące w tle każdej historii związanej z „Parkiem Jurajskim” starcie technologii z naturą – tym razem zwycięskie dla tej pierwszej.

Bojowe Raptory

(2015 – Jurassic World)

Obok tradycyjnej już dla serii krytyki prób kontrolowania natury „Jurassic World” podejmował również wątek uczynienia z dinozaurów wyszkolonych maszyn do zabijania. Chwila próby dla Owena Grady’ego i jego nietypowego zespołu okraszona jest niezwykle efektowną sceną bohatera pędzącego na motocyklu przez dżunglę, w towarzystwie czwórki wytresowanych, choć wciąż śmiertelnie niebezpiecznych Raptorów.

Król jest tylko jeden

(2015 – Jurassic World)

Gdy w „Jurassic World” zostajemy sobie przedstawieni z najdoskonalszym tworem inżynierii genetycznej (a zarazem pierwszym fikcyjnym dinozaurem, jaki pojawia się w serii), Indominusem Rexem, w tle rezonuje nie tylko pytanie o traktowanie żywych stworzeń jako mających przynosić fortunę atrakcji, ale też wrażenie, że wszystko to po raz kolejny w nieunikniony sposób musi prowadzić do ostateczniej konfrontacji nauki z naturą. Gdy tak się w końcu dzieje, a po dramatycznej walce stojący na przegranej pozycji Tyranozaur wydaje zwycięski ryk nad truchłem „doskonalszego” pobratymca, trudno uniknąć uśmiechu satysfakcji i poczucia, że to jedyne słuszne zakończenie pojedynku.

Gdzie T-Rex nie może, tam Mozazaura pośle

(2018 – Jurassic World: Upadłe Królestwo)

„Upadłe królestwo” otwiera niezwykle efektowna scena, w której grupa najemników usiłuje u wybrzeży Isla Nublar pozyskać z laguny próbkę DNA Indominusa Rexa. Jak to zwykle w przypadku igrania z siłami natury bywa, bohaterowie natykają się również na całkiem żywe dinozaury – i kiedy wydaje się, że po dramatycznej gonitwie, jednemu z mężczyzn udaje się uciec przed niechybną śmiercią w szczękach Tyranozaura, z pomocą pojawia inny się równie zabójczy drapieżnik, grasujący w środowisku wodnym. Cóż, takie jest właśnie ryzyko zawodowe pracy w bezpośredniej bliskości dinozaurów.

Erupcja wulkanu

(2018 – Jurassic World: Upadłe Królestwo)

Od momentu gdy dowiadujemy się, że bohaterowie spróbują uratować dinozaury od niechybnej śmierci w wyniku wybuchu wulkanu na Isla Nublar, można spodziewać się, że dramatyczna akcja będzie miała swój finał pośród zasnuwającego niebo dymu i palącej wszystko na swojej drodze lawy. Tak urocza sceneria okraszona zostaje obowiązkowym rykiem walczącego do końca Tyranozaura. Trudno wymarzyć sobie bardziej epicką scenę z królem drapieżników w roli głównej.

Foto © United International Pictures Sp z o.o. / Universal Pictures

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Niezbędnik wakacyjny – Najlepsze kryminały i thrillery na lato

Nic tak nie studzi gorącej atmosfery, jak… zimny trup! mamy więc dla Was, na to …

Leave a Reply