Gorący temat

Ostatnie spojrzenie – zniewalający koszmar [recenzja]

Kultura Gniewu weszła w 2022 rok z przytupem i tak samo go żegna. “Ostatnie spojrzenie” Charles Burnsa to kolejny tytuł wydawnictwa, który powinien znaleźć się zestawieniach najlepszych tegorocznych komiksów.

Dotychczas, na naszym komiksowym rynku było nam dane poznać tylko dwa komiksy Charlesa Burnsa –  hen dawno temu wydany przez POST “El Borbah” oraz wznowiony jakiś czas temu “Black Hole”, jeden z najważniejszych, najlepszych zagranicznych komiksów XXI wieku. Dziwaczny horror o rozpoczynających życie seksualne nastolatkach dotkniętych zarazą przekonał do siebie również polskich czytelników, a teraz takie samo zadanie ma “Ostatnie spojrzenie”. To tak naprawdę trzy komiksy w jednym, które Burns, w swoim niespiesznym rytmie wydał w obrębie kilku lat w drugiej dekadzie XXI wieku, by następnie zebrać je w wydanie zbiorcze i przedstawić czytelnikom jako jedno, niepokojące i niejednoznaczne dzieło.

Dwa powyższe określenie, niepokojące i niejednoznaczne, wcześniej zaś padły słowa o dziwacznym horrorze pojawiają się ilekroć chcemy powiedzieć coś więcej na temat twórczości Burnsa, kiedy próbujemy ją zinterpretować. A sam autor nam tego z pewnością nie ułatwia, bo nawet jeśli posługujemy się odniesieniami – najprostsze z nich to do fabuł Lyncha – Burns wrzuca do swoich historii z “Ostatniego spojrzenia” szereg nawiązań do “Przygód Tintina” co nawet krytyka komiksowego może wprawić w konsternację. Na szczęście mamy już po tych urodzajnych w komiksy (nie tylko superbohaterskie) latach coraz więcej kontekstów interpretacyjnych czy podobnych fabuł w obrębie samego medium. Dlatego kiedy zna się wyczyny choćby Daniela Clowesa z jego przeróżnych dzieł, zderzenie z historią Burnsa nie jest już tak zaskakujące formalnie i fabularnie, choć i tak po lekturze “Ostatniego spojrzenia” długo nie można się otrząsnąć.

Bohaterów jest dwóch – młody, eksperymentalny artysta Dougi oraz Johnny 27, młodzieniec z grzywką Tintina, żyjący w dziwacznym świecie zrodzonym z wyobraźni i bolesnych doświadczeń tego pierwszego. Widoczna na okładce maska z tintinową fizys to artystyczny rekwizyt Douga – zakłada ją podczas swoich performansów w klubach muzycznych występując w przerwach między zespołami. To rodzaj sztuki, która jednak mało do kogo trafia, ale w zamian rodzi dla czytelnika wyobrażonego bohatera, u ktorego maska Douga zmienia się w prawdziwą twarz o niewinnym wyglądzie. Z kolei w momentach, kiedy zakłada ją podczas występów Doug wydaje nam się niepokojąca i creepy – już samo rozdzielność tego wrażenia powoduje, że szybko udziela nam się niejednoznaczność tej opowieści. 

Co wiemy jeszcze o Dougu? Historia z przeszłości, w której jest równie wrażliwa emocjonalnie i estetycznie kobieta wpływa na jego późniejsze życie destrukcyjnie. Są też inne obrazy z przeszłości – ojciec w dosyć częstych migawkach, kiedyś, za młodu żyjący jak możemy podejrzewać pełnią życia, potem spędzający dni na oglądaniu telewizora z Dougiem w roli pilota. Nie będzie nam dane zobaczyć matki bohatera (jedynie na zdjęciach), ale sam fakt, że jest gdzieś z boku, ukryta we wspomnieniach i ojca, i syna sprawia, że ten motyw wytrąca nas podczas lektury ze strefy komfortu. A im dalej w las, tym bardziej ta opowieść zaczyna na nas oddziaływać. Zresztą przy samym graficznym stylu Burnsa to dzieje się samo z siebie. Te grube krechy, ten rodzaj dokładności i uporządkowania, który z rozmysłem ucieka od zalet eksperymentalnej kreski, by w zamian dać nam dosłowność koszmarów, które z każdą przewracaną stroną zaczynają coraz bardziej przytłaczać. Tak jakby nagle w komiksowej formie objawił się Ian Curtis ze swoim Joy Division i kołysał nas w rytm doskonałej, ale zarazem bolesnej w odbiorze melodii, w której pobrzmiewają seks, śmierć, alienacja i pewnie inne egzystencjalne nuty. 

Co ciekawe, po zakończeniu lektury chce się więcej, chce się jeszcze przez chwilę trwac w tym dziwnym stanie zawieszenia pomiędzy realnością a wyobrażeniem. Dziwne uczucie, bo raczej powinniśmy uciekać od fabuły Burnsa, ale ma ona w sobie coś magnetyzującego, coś co skłania do ponownej lektury, do zanurzenia się w tych doświadczeniach młodego artysty, który w pewnym momencie nie stanął na wysokości zadania i stracił to, co miał do stracenia, pewnie jak każdy z nas. Ale to i tak koszmar, czy raczej fantasmagoria bezpieczniejsza niż otaczający nas świat i to co się obecnie w nim dzieje i dlatego długo i niechętnie wychodzimy z zanurzenia w “Ostatnim spojrzeniu”. Bo przecież to rodzaj przygody egzystencjalnej, którą gdzieś w głębi naszego jestestwa, czyli w tym strasznym miejscu, w którym już nie musimy niczego ani nikogo udawać, też we wspomnieniach, w żalu za czymś co było i już nie wróci, przeżywamy wszyscy. 

Ostatnie spojrzenie

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz i rysunki: Charles Burns. Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk. Kultura Gniewu 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Giacomo C.: Maska w mrocznej paszczy / Upadek anioła – kryminalne przygody niejakiego Casanovy [recenzja]

„Giacomo C.” to francusko – belgijska seria komiksowa, zamykająca się w piętnastu tomach i opierająca …

Leave a Reply