Platforma – ten paskudny kapitalizm [recenzja]

Na świecie dzieją się rzeczy niezwykłe, a zataczająca coraz szersze kręgi panika i wątpliwości co do przyszłej sytuacji ekonomicznej spędzają wielu z nas sen z powiek. Chciałoby się, żeby było inaczej ale… Netflix nie mógł wybrać lepszego momentu na udostępnienie filmu stanowiącego metaforę i krytykę kapitalizmu w jednym.

Platforma to długometrażowy debiut specjalizującego się głównie w produkcji filmowej Galdera Gaztelu-Urrutii, który zdaje się pełnymi garściami czerpać z rewolucyjnego swego czasu Cube’a, Vincenzo Nataliego. Ów skromny, budżetowy dreszczowiec science fiction w pierwszej kolejności stawiał na psychologię i interakcje postaci, stawiając je w beznadziejnej sytuacji – a konkretniej w labiryncie kilkumetrowych pomieszczeń naszpikowanych wszelkiego rodzaju śmiercionośnymi pułapkami. W „Platformie” sztucznych narzędzi zagłady nie ma, jest za to ten najgorszy – wątła ludzka psychika.

A za zadanie jej złamania przychodzi „Dziurze”, wielopoziomowemu więzieniu do jakiego trafiają zarówno wszelkiej maści kryminaliści, jak i ludzie za określone korzyści decydujące wystawić się na próbę. Każde ze stanowiących owe poziomy pomieszczenie wyposażone jest w prycze, podstawowe środki higieny – a wspólnym mianownikiem jest rozciągająca się pośrodku bezdenna przepaść, po której raz dziennie zjeżdża zastawiony wszelakimi potrawami stół. Przy braku możliwości zachowania jedzenia na później, dwie minuty jakie szczęśliwi mieszkańcy górnych kondygnacji mogą przeznaczyć na posiłek, wydają się dolnym, głodującym piętrom prawdziwym luksusem. Miesiąc w miesiąc sytuacja jest odwracana, ostatecznie każdy wiec zaznaje momentu w którym imperatyw przetrwania bierze górę nad chłodną logiką. Właśnie do takiego dystopijnego świata trafia główny bohater opowieści, Goreng, który za cenę dwóch dyplomów, musi przetrwać w dziurze sześć miesięcy.

W „Platformie” równie łatwo jak podobieństw co do formy opowieści, doszukiwać można się paralel otaczającej nas rzeczywistości. Mimo, że akcja to bliżej nieokreślona, raczej nieodległa przyszłość, te są bowiem aż nazbyt oczywiste i niepojąco trafne. „Dziura” to wręcz modelowy przykład krytycznego spojrzenia na kapitalizm w pigułce: w dobrej sytuacji znajdują się tylko ci na samej górze drabiny społecznej, podczas gdy reszcie pozostaje walczyć o nędzne resztki. Komfort ostatecznie wywołuje pogardę wobec niżej sytuowanych, a w ślad za nią idzie nawarstwiająca się społeczna znieczulica i coraz łatwiejsze usprawiedliwianie własnych poczynań. Każdy sobie więc, a przetrwają najsilniejsi – czy też mający najwięcej szczęścia. Trudno o bardziej obrazową metaforę, a jednak podobnie jak Goreng u początku podróży, nie chcemy wierzyć, że tak wygląda rzeczywistość, mimo ze w głębi duszy doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Cios jaki tym samym wyprowadza „Platforma”, trafia prosto w żołądek.

A zauważyć trzeba, że jest brutalnie przy tym szczera. Film Gaztelu-Urrutii w żadnym momencie nie zamierza nam słodzić, a zamiast tego pokazuje nam rzeczywistość taką jaka jest: brutalną, ociekającą krwią, potem i organicznymi wydzielinami. Ma przy tym znakomite wyczucie, doskonale wiedząc kiedy podkreślić jakąś scenę odpowiednią dawką brutalności, a kiedy po cichu się wycofać, pozostawiając nas samych ze znaczeniem właśnie ujrzanych sekwencji. Wszystko to, plus dobry warsztat realizatorski i utrzymywane na odpowiednim poziomie tempo sprawia, że ledwie kilkumetrowa przestrzeń na jakiej toczy się akcja, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, a wręcz przeciwnie, w naszej wyobraźni urasta do miana niekończącego się ogromu znaczeń i konsekwencji podjętych decyzji, które nie dadzą o sobie zapomnieć.

Podróż Gorenga jest wiec przede wszystkim podróżą ku świadomości, nie tylko samego bohatera, ale i przede wszystkim nas samych. A że mierzyć musimy się z tym wszystkim, co najchętniej zepchnęlibyśmy na samo jej dno, tym dobitniej trafia do nas zaoferowany przez Gaztelu-Urrutii społeczny komentarz. Bardzo dobre kino.

Foto © Netflix

Platforma

Nasza ocena: - 80%

80%

Reżyser: Galder Gaztelu-Urrutia. Obsada: Iván Massagué, Zorion Eguileor, Antonia San Juan. Hiszpania, 2019.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Diabeł wcielony – różne wersje Boga [recenzja]

Zwykliśmy przyjmować, że nasze życia są sumą podyktowanych światopoglądem wyborów, ale rzadziej już zastanawiamy się, …

Leave a Reply