PTSD – przepiękna edycja smutnej opowieści [recenzja]

PTSD czyli syndrom stresu pourazowego (post traumatic stress disorder) jest wykorzystywany w popkulturze dość często, jako bardzo nośny temat, który można obudowywać historiami w licznych ramach gatunkowych. W przypadku komiksu Singelina sama historia nie jest ani szczególnie nowatorska, ani nadmiernie zajmująca. Już o wiele lepiej motyw ten na opowieść przetworzył w powieści „Horyzont” Jakub Małecki. Jednak to, czym broni się – zdecydowanie – komiks „PTSD”, to strona graficzna, która jest po prostu cudowna, oraz estetyka wydania, za którą odpowiada u nas Non Stop Comics.

Singelin opowiada historię dość tendencyjną i chyba momentami sam nie jest do końca pewny, w którym kierunku chciałby podążyć. Niby próbuje opowiedzieć więcej, gdzieś w tle, poza kadrami, jednak nie jest to aż na tyle czytelne, aż tak konsekwentne, by spełniło w pełni swoją rolę. Bohaterką jest Jun – weteranka bliżej niesprecyzowanej wojny, cierpiąca właśnie na PTSD, uciekająca od wspomnieniowych koszmarów w leki, w narkotyki. Jednak kiedy, niespodziewanie doznaje życzliwości ze strony starszego weterana, coś w niej pęka, coś się zmienia. Kiedy spotyka na swojej drodze młodą kucharkę, prowadzącą niewielką restauracyjkę uliczną, jej dotychczasowa, powojenna egzystencja zmienia się całkowicie. Choć te zmiany nie przychodzą łatwo. Będą bolesne i pociągną za sobą ofiary.

Jun wypowiada wojnę narkotykowym gangom w okolicy, jednocześnie podejmując się próby pomocy innym weteranom, co spotyka się z ich strony z niezbyt przychylnym przyjęciem, a wręcz wrogością…

Ten komiks w warstwie fabularnej zdecydowanie stawia na akcję. Niesamowity dynamizm nie do końca przystaje do powieści obyczajowej, jaką Singelin stara się opowiedzieć, bowiem bardziej zajmują go sceny ulicznych walk, tempo prowadzenia akcji w ciasnych uliczkach nieprzyjaznej metropolii. Oczywistym jest, ze konflikt z narkotykowym gangiem nie będzie należał do najłatwiejszych, jednak Jun nie jest byle ulicznikiem – to zawodowy żołnierz zaprawiony w bojach. Jednocześnie równolegle do tego wątku autor wprowadza dodatkowych bohaterów, starając się ukazać problem weteranów wojennych, zazwyczaj pozostawianych samych sobie, zepchniętych na społeczny margines i nie radzących sobie ani z otaczającą rzeczywistością, a ni ze wspomnieniami przeszłości. Historia zna wiele takich przypadków, bowiem jest to pokłosie praktycznie każdej z wojen, niezależnie od zakątka świata, gdzie odbywał się konflikt. To wspólny mianownik wszystkich armii świata, że przeżuwa i wypluwa swoich żołnierzy, pozostawiając ich na pastwę losu, kiedy stają się zbędni. Fabuła komiksu jest przesycona smutkiem, wręcz rozpaczą, choć pojawia się w niej finalnie promyk nadziei. Choć historia z „PTSD” nie jest przesadnie oryginalna i raczej nie znajdziemy tu wielkich zaskoczeń, to jednak od strony graficznej to rzeczywiście cudeńko. Kreska Singelina jest niesamowicie mangowa, miękka, pełna dynamizmu – co doskonale pozwala się autorowi odnaleźć w scenach akcji. Mnogość szczegółów, ciekawy klimat wielkiej, azjatyckiej metropolii oraz ciepłe, pastelowe kolory sprawiają, że komiks nieodparcie zachwyca stroną graficzną. Rekompensując tym samym mocno przewidywalną fabułę, nieco zbyt oczywistą fabułę.

Rysunki w „PTSD” to przykład naprawdę świetnej pracy i dla nie j samej warto po komiks sięgnąć. Jak wspomniałem, fabuła nie jest przesadnie zajmująca, ale też nie cierpi na rzucające się w oczy luki, zgrywa się w sensowną całość. Autor może mało zaskakująco, ale konsekwentnie dąży do finału. Ot, nie ma tu zaskoczeń,. To bardziej pozycja do zachwycania się kolejnymi planszami pod kątem wizualnym, niż lektura do czytania z wypiekami na twarzy.

Od stron edytorskiej jest świetnie. Non Stop Comics przyzwyczaił nas już do staranności edytorskiej wielu swoich tytułów, a tym razem dostajemy świetnie spreparowaną okładkę (odwzorowanie amerykańskiego wydania od First Second Books), która jest zdecydowanie ciekawsza wizualnie, niż we francuskim oryginale.

PTSD. scen. i rys. Guillaume Singelin, Non Stop Comics 2020

Ocena: 7,5/10

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Descender, tom 6: Wojna maszyn – satysfakcjonujący finał [recenzja]

Na okładce finałowego tomu “Descendera” robot Tim-21 unosi się w przestrzeni na tle wielkiego wybuchu. …

Leave a Reply