Gorący temat

Rozbitkowie czasu, tom 1 – komiksowy klasyk z innej epoki [recenzja]

„Rozbitkowie czasu” – jedna z najważniejszych komiksowych serii science fiction w historii – doczekał się w końcu zbiorczej edycji. Debiutująca nad Wisłą w magazynie Komiks jeszcze w roku 1990, historia nie doczekała się jednak ówcześnie całościowej publikacji (ukazał się w „Komiksie” tylko zeszyt pierwszy – „Uśpiona gwiazda”). Po latach pokusił się o wydanie zbiorcze – w miękkiej okładce – pokusił się Egmont (2010), a teraz do tematu wróciło już w solidnym, twardo-okładkowym wydaniu Wydawnictwo Scream Comics I chwała mu za to!

„Rozbitkowie czasu” to komiks zaliczający się do gatunku science fiction, jednak trzeba zaznaczyć, że zdecydowanie więcej tutaj fiction, niż science. Utrzymany w sztafażu space opery cechuje się dynamizmem, wartką akcją i śmiałością wizji przedstawionego uniwersum, ale niekoniecznie trzyma się podstawowych praw fizyki, na jakich opiera się nasz Wszechświat. Nie jest to – rzecz jasna – wadą, bowiem kreacja autorska daje określoną swobodę twórczą i dopóki artysta konsekwentnie buduje swój świat, nie przecząc samemu sobie, jestem skłonny to zaakceptować. Zwłaszcza, że science fiction to koncept na tyle bogaty, że nie wszystko musi zamykać się w ramach hard SF, ale pozwala eksplorować o wiele bardziej swobodnie bezmiary kosmicznych przestrzeni.

Trudno streścić fabułę „Rozbitków czasu” w ledwie kilku zdaniach, a jednocześnie uniknąć spojlerów. Dość powiedzieć, że u schyłku XX wieku ludzkość mierzy się z dziesiątkującą ją kosmiczną zarazą. W kapsułach zostaje wysłana w przestrzeń dwójka wybrańców: mężczyzna Christopher Cavallieri i kobieta, o imieniu Valerie. Mają oni – kiedy zaraza już minie – powrócić na ziemię i dać nowy początek rodzajowi ludzkiemu.

Jak to w takich historiach oczywiście bywa, nic nie idzie po myśli inicjatorów projektu. Kiedy Christopher po upływie tysiąca lat zostaje wybudzony przez nielicznych, pozostałych na ziemi ludzi, dowiaduje się, że glob atakowany jest przez tajemniczą rasę Trassów, a kapsuła jego towarzyszki zaginęła gdzieś w bezmiarach kosmosu. Tak zaczyna się równie fascynująca, co szalona epopeja, kiedy tysiącletni mężczyzna, pchany zakodowanym w jego umyśle pragnieniem, rusza w straceńczą podróż w poszukiwaniu swojej partnerki, jednocześnie eksplorując niezwykłe światy wykreowane przez wyobraźnię Jean – Claude’a Foresta. I czego tu nie ma?! Jest rasa kosmicznych szczurów próbująca podbić ziemię. Jest pierścień rzeki, otaczający jedną z planet – rzeki, po której krążą wielkie statki – grobowce. Jest gigantyczny robak, w którego wnętrzu kryje się cały, niezwykły świat. Są obce, niesamowite rasy, są kosmiczni przemytnicy, wielkie miłości, trwające przez wieki, ale równie wielkie namiętności, wybuchające gorącym płomieniem w chłodnej pustce kosmosu. A co za tym idzie jest zazdrość, nienawiść, tajemne spiski, oszustwa i bezwzględna rywalizacja o władzę i wpływy.

Epicki rozmach – to określenie doskonale oddaje fabularną złożoność opowieści Foresta. Mnóstwo wątków, postaci, zwrotów akcji i zaskoczeń, to wszystko składa się na jedną z najciekawszych komiksowych space oper, czerpiącą garściami z gatunkowych możliwości (jak sięganie po elementy fantasy, czy wręcz baśni) i z pobłażliwością traktujące naukowe realia wszechświata. I choć całość – odczytywana obecnie – może nieco trącić myszką, może odrobinę śmieszyć swoją naiwną w wielu miejscach kreacją fabularną, to, zwłaszcza zważywszy na okres powstania, nadal seria niezwykła i imponująca. Wyjątkowa w swojej oryginalności, w swoim rozmachu. I choć – znów, oceniana przez pryzmat współczesności i obecnych norm społeczno – obyczajowych – opowieść Foresta może zostać uznana za szowinistyczną, czy seksistowską – co wynika z kreacji postaci kobiecych w komiksie – to nadal jednak ośmielę się bronić „Rozbitków czasu”, jako, mimo wszystko, serii postępowej. Owszem, twórca sięga po wyeksponowaną seksualność, skupia się na kreowaniu kobiety idealnej, nieskazitelnej (efemeryczna wręcz Valerie skonfrontowana z mutującą, a więc tracącą swoją seksualną atrakcyjność Chininą), jak i na bezwzględnym prymacie mężczyzny, jako obiektu uwielbienia, o którego kolejne partnerki (Valerie i Mara) walczą w dużej mierze za pomocą właśnie walorów fizycznych, oddając mu się z równą ochotą, co daremną nadzieją na usidlenie. Jednak nadal to kobiety nie obawiające się wyrażać swoich pragnień, nie cofające się od sięgania po to, co – w ich odczuciu – im się należy. I choć dalece tu do pożądanej emancypacji i unikania przerysowanego useksualniania każdego aspektu osobowościowego bohaterek, to mimo wszystko, kobiety mają role rozpisane na całość serii. Nie są marginalizowane, ich kreacje nie są luźno wplecionymi w tło epizodami, ale stanowią elementy kluczowe dla fabuły.

Z drugiej strony, pamiętać należy, że Forest to twórca kultowej „Barbarelli”, która przełamywała niegdyś stereotypy wizerunku kobiet w komiksie. I nie tylko w komiksie – otwarcie manifestowała swoją seksualność, swoje emocjonalne wyzwolenie i stanowiła niejako afirmację seksualnej rewolucji, dającej kobiecie prawo równe męskiemu do korzystania z profitów, jaką daje seksualne spełnienie.

Pierwszy tom zawiera pięć początkowych albumów, więc seria nie została jeszcze w pełni domknięta i wiele może się jeszcze wydarzyć. Zważywszy jednak na talent współautora scenariusza – Paula Gillona – do tworzenia skomplikowanych, wielowarstwowych opowieści, można spodziewać się jeszcze ogromu wrażeń w następnym tomie zbiorczym.

Graficznie jest cudownie. Zwłaszcza, jeśli jesteście miłośnikami klasycznej, realistycznej kreski, charakterystycznej dla europejskiego komiksu. Paul Gillon to mistrz, precyzyjny i dokładny, skupiony na starannym nakreślaniu detali w każdym kadrze, w realistycznym budowaniu niesamowitych wizji opisywanych przez Foresta. Stonowana, oszczędna kolorystyka pomaga mu budować duszny, niepokojący klimat, rażący obcością przedstawionych światów i stanowi godne uzupełnienie scenariusza.

Jeśli naprawdę chciałoby się szukać wad w „Rozbitkach czasu”, to jedyną, jaką potrafiłbym wskazać, jest wspomniany właśnie , nieco zacofany i nieprzystający do czasów współczesnych obraz kobiet. Jednak zważywszy na fakt, iż jest to historia powstała w latach 70-tych, w zupełnie inne epoce, o innym spojrzeniu światopoglądowym, sądzę, że można to Forestowi wybaczyć. Zwłaszcza, że podarował nam opowieść naprawdę wyjątkową.

Rozbitkowie czasu. Tom 1

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz: Jean-Paul Forest. Rysunki Paul Gillon. Wydawnictwo Scream Comics 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Hellboy i BBPO 1952-1954 – przygody nieokrzesanego agenta [recenzja]

Niedawny finał sagi o Hellboyu, który miał miejsce w albumie “BBPO: Znany diabeł” jak się …

Leave a Reply