Gorący temat

Eternals – Marvel w rytmie Pink Floyd [recenzja]przedpremierowo 

“Eternals” to wydarzenie bez precedensu w ramach Marvel Cinematic Universe. Oto do kinowego uniwersum superbohaterów wkraczają same nowe postacie i robią to w iście epickim stylu.

Jakiś czas temu Egmont wydał w ramach nowej kolekcji Marvel Limited album “Przedwieczni” z rysunkami i scenariuszem Jacka Kirby’ego, prawdziwej komiksowej legendy. Kirby, który stał za wizerunkami najważniejszych marvelowskich bohaterów, po latach pracy w DC w 1975 roku powrócił do Marvela  rozpoczął pracę nad autorską serią. W “Eternals” zbiegły się fascynacje twórcy legendami i mitami oraz popularna w latach siedemdziesiątych teza, że za rozwój pierwszych cywilizacji na Ziemi mogli być odpowiedzialni kosmici. Dalej już poszło samo i w ramach komiksowego uniwersum Kirby stworzył całkiem nową historię i nowych bohaterów, trochę z dala od tego, co było wówczas w Marvelu na topie. I co ciekawe, twórcy filmu “Eternals” w tej fabularnej odrębności od superbohaterskiego trzonu Marvel Cinematic Universe idą jeszcze dalej. Zresztą robią to zgodnie z założeniami Kirby’ego podczas tworzenia  “Przedwiecznych”, który gdyby miał szansę zobaczyć “Eternals”, z dużym prawdopodobieństwem byłby poruszony filmową wersją jego komiksowego dzieła.

Już pojawiający się na początku filmu opis sugeruje, że mamy do czynienia z całkiem osobną historią. Dowiadujemy się o kosmicznej rasie gigantów pod nazwą Celestian, którzy sprowadzają na różne planety tytułowych Przedwiecznych, by ci jednocześnie chronili inteligentną populację przed rasą potwornych Dewiantów i pomagali w tworzeniu cywilizacji. Eternals lądują na Ziemi kilka tysięcy lat przed naszą erą i rozpoczyna się opowieść przeplatająca ich wpływ na rozwój Ziemian ze znaną nam ludzką historią. Jedna rzecz jest bardzo ważna – Eternals mogą jedynie bronić ludzi przez Dewiantami, ale mają zakaz ingerencji w ludzkie spory, co nie odpowiada jednemu z kosmitów – potrafiącym zbiorowo kontrolować myśli Druigowi (Barry Keoghan). W pewnym momencie może się wydawać, że to on będzie typowany na czarny charakter w “Eternals”, ale twórcy nie idą na łatwiznę i konstruują bardziej skomplikowaną fabułę, w miarę jej rozwoju przedstawiając kolejne rewelacje na temat aktualnego statusu poszczególnych Przedwiecznych. 

Przez długi czas fabuła idzie w “Eternals” dwutorowo. Na ekranie przedstawiane są aktualne wydarzenia, pięć lat po tym, jak Thanos wymazał połowę populacji wszechświata, co następnie odwrócili marvelowscy superbohaterowie – w to wydarzenie Eternals również nie ingerowali. Jednocześnie mamy częste wstawki z przeszłości bohaterów, którzy po wyeliminowaniu zagrożenia Dewiantów nie zostali odwołani z Ziemi. Ich grupa na przestrzeni wieków uległa naturalnemu rozpadowi i bohaterowie filmu zaczęli żyć własnym życiem, wśród ludzi. 

Opowiadając o poszczególnych Przedwiecznych, reżyserka Chloé Zhao nigdzie się nie śpieszy i ów powolny, ale konsekwentny rytm z rzadka przerywany bardziej wybuchowymi sekwencjami jest podstawą dla tworzenia prawdziwie epickiej wizji, w której uczucia bohaterów są równie ważne jak ich czyny i wpływ na ziemską historię. A że Zhao ma jeszcze do dyspozycji zestaw naprawdę dobrych aktorów, w tworzeniu tej nowej dla kinowego Marvela historii udaje się jej właściwie wszystko. Najmniej emocji wzbudzają tu o dziwo sami Dewianci, powracające po tysiącleciach nieobecności potworne istoty, których ekranowa anatomia oparta na CGI jest trochę mało przekonująca i o wiele większe wrażenie robi gigantyczny (niczym Galactus) Arisham, który z głębin kosmosu wysłał Przedwiecznych na Ziemię. 

Przedwiecznych jest aż dziesiątka i bardziej od statusu poszczególnych aktorów, na ustach wszystkich jest ich różnorodność rasowa i płciowa. W tym aspekcie Marvel poszedł całkowicie z duchem czasu – kobiety są tu tak samo ważne jak mężczyźni, żadna rasa nie przysłania innej, mamy postać z kręgu LGBTQ oraz znalazło się nawet miejsce dla niesłyszącej aktorki, znanej z “Walking Dead” Lauren Ridloff, która w roli błyskawicznie poruszającej się Makkari (w komiksie był to męski bohater) wypada znakomicie. A mamy tu przecież wielkie, filmowe sławy – Angelinę Jolie i Salmę Hayek, które swoją aktorską renomą mogłyby przyćmić resztę obsady, jednak w ogóle nie wychodzą przed szereg, a nawet często są tłem dla pozostałych postaci, z której najważniejsi są dawni kochankowie – Sersi (Gemma Chan) i Ikaris (Richard Madden). Szczególnie Angelina Jolie jako  małomówna i wyciszona (ale też zabójczo skuteczna) Thena autentycznie trzyma się w tej fabule nieco z boku i to nawet mając jedną z najlepiej napisanych, przepełnionych tragizmem ról. Liczy się tutaj po prostu zespół, nawet jeśli w międzyczasie się rozpadł. W ten sposób Eternals są trochę jak alternatywni Avengers, zresztą motywy rywalizacji, podobnej jak w “Avengers: Wojna Bohaterów” stają się tutaj paliwem napędowym fabuły. 

Oczywiście, mimo dość poważnego tonu filmu, znalazł się również miejsce na humor, który reprezentuje tutaj arcyzabawny Kumal Nanjiani jako Kingo (oraz… król Bollywood). Można się również uśmiechnąć, widząc stojących naprzeciw siebie jako miłosnych rywali do serca Sersi pamiętnych braci z “Gry o tron” – Roberta Maddena i Kita Harringtona. I choć ten drugi co prawda nie gra Przedwiecznego, to jego postać jako jedyna spoza kręgu Przedwiecznych jest dosyć istotna, z obiecującymi widokami na przyszłość. Z ostatniego trailera można nawet było sądzić, że film będzie bardziej lekki w tonie, bo wyciągnięto tam zabawne sceny z fabuły, jednak widzowie muszą się nastawić na coś innego. Już po pierwszych premierowych pokazach poszła fama, że pod względem ładunku emocjonalnego to film podobny do “Avengers: Koniec gry” i jest to prawda – stawka jest równie wysoka, niektóre rozstrzygnięcia ostateczne, a sama wizja wykreowana przez wrażliwą  zdobywczynię Oscara za “Nomadland” w wielu miejscach przejmująca.

Przed premierą “Eternals” można było się obawiać jak film z zupełnie nowymi bohaterami będzie w stanie zaistnieć w świadomości widzów. Cóż, okazało się, że nie chodziło tu tylko o nowe postacie do przyswojenia, ale też refleksyjny obraz nad ludzką naturą i historią, którą w tym filmie oglądamy oczami coraz bardziej zmartwionych Przedwiecznych. Chloe Zhao zafundowała nam zatem nie tylko rozrywkę, ale przede wszystkim film z przesłaniem, w którym ważna jest kwestia odpowiedzialności za zamieszkiwaną przez nas planetę. 

Już w pierwszych jego minutach, kiedy poznajemy grupę Przedwiecznych, można na plecach poczuć mimowolne dreszcze gdy tylko rozlegają się pierwsze takty “Time” Pink Floyd, czyli jednego z najbardziej majestatycznych, a potem uderzającego naturalnym, rockowym flowem utworów ze słynnej płyty “The Dark Side of the Moon”. W tym momencie byłem już kupiony, bo dawno nie widziałem na ekranie tak świetnie pomyślanej współpracy obrazu z muzyką, która od razu dała widzom znak, że w tym przypadku będzie mniej miejsca na heheszki, a bardziej na epicką w swej doniosłości wizję. I chyba pierwszy raz podczas oglądania filmu Marvela można było poczuć naszą małość i samotność wobec ogromu kosmosu, nawet jeśli tego kosmosu w samym filmie wcale było nie tak dużo. Wystarczyło jednak by zrozumieć, że to my jesteśmy odpowiedzialni za ten niewielki, obracający się w kosmosie pyłek materii, który wciąż jest domem nas wszystkich i w prawdziwym życiu nie ma szans, żeby ratowali go przed różnymi wielkimi zagrożeniami marvelowscy superbohaterowie.

Foto © Marvel Studios

 

Eternals

Nasza ocena: - 70%

70%

Reżyseria: Chloé Zhao. Występują: Gemma Chan, Angelina Jolie, Richard Madden, Salma Hayek i inni. Marvel Studios 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Poroże – zło ma wiele oblicz [recenzja]

Porządnych przedstawicieli podgatunku kina grozy określanego jako monster movies ostatnimi laty wcale nie tak łatwo …

Leave a Reply