Gorący temat

Savage Avengers, tom 1 – rąbanka z fajnymi bohaterami [recenzja]

“Savage Avengers” obiecuje czytelnikowi wiele, co widać nie tylko po tytule nowej serii, ile po samym zestawie bohaterów na okładkowej grafice. Jednak czasami nawet to nie wystarcza.

Nowa seria Marvela reklamowana jest jako historia z najbardziej zabójczymi bohaterami uniwersum. Z premedytacją nie wstawiłem w poprzednim zdaniu przedrostka super przed bohaterami, bo przecież mamy do czynienia z ambiwalentnymi postaciami, do których częściej niż określenie superbohater, bardziej pasuje antybohater, jak w przypadku Punishera czy Elektry. Do tej dwójki dochodzi jeszcze Wolverine, Venom i trochę mniej znany Doctor VooDoo i wszystko by do siebie, po marvelowsku pasowało, tyle że na dokładkę mamy jeszcze Conana. Że jak? Skąd cymeryjski heros wziął się nagle w świecie Marvela. 

Owszem, jakiś temu Dom Pomysłów kupił prawa do postaci Cymeryjczyka i zaczął publikować nowe serie z jego udziałem, ale Conan w świecie superbohaterów to już nawet crossover między oddzielnymi uniwersami! Niestety w tym zbiorze nie dowiemy się jak i kiedy bohater ze świata heroic fantasy trafił pomiędzy superbohaterów, ale przynajmniej, dzięki reklamie serii Avengers zamieszczonej pod koniec komiksu dowiemy się, w których albumach to się wydarzyło (“Avengers. Nie poddamy się” i “Avengers. Bez drogi do domu”). Dobre i tyle. W każdym razie w świecie Marvela pojawił się Conan i musimy to przyjąć do wiadomości. 

Określenie savage w tytule odnosi się nie tylko do dzikich, okrutnych bohaterów, ale też do jednej z najbardziej tajemniczych krain w uniwersum Marvela, czyli do ukrytego gdzieś w Antarktyce Savage Landu. To kraina żywcem  wyjętego wprost z “Zaginionego świata” Arthura Conan Lloyda, w którym życie zachowały prehistoryczne zwierzęta. To z pewnością najważniejsza miejscówka w “Savage Avengers” i fakt, że mamy rzadką okazję cieszyć się jej wątpliwymi dla bohaterów atrakcjami trzeba potraktować jako duży plus serii.

Głównym złoczyńcą w “Savage Avengers” jest czarodziej Kulan Gath, który po raz pierwszy pojawił się w marvelowskim “Conanie Barbarzyńcy”. Spotykamy go w Savage Landzie, w tajemniczym Mieście Sierpa, w którym razem ze swoimi akolitami zamierza wezwać enigmatycznego Boga Szpiku. Do rytuału potrzebna jest mu między innymi krew marvelowskich zabójców i stąd mamy wśród stawiających mu czoła bohaterów Wolverine’a, Elektrę, czy Punishera. Z tym pierwszym Conan na samym początku serii stacza widowiskową walkę, którą można określić jako trafił swój na swego. W ogóle walk jest w tej opowieści więcej niż sensu, wydaje się, że głównie po to właśnie “Savage Avengers” powstali – żeby rysownicy mogli zaszaleć aranżując widowiskowe starcia. Pod tym względem twórcy wywiązali się znakomicie – mamy tu na pokładzie choćby niezmiernie popularnego Davida Fincha, czy Mike’a Deodato, którzy w tym aspekcie robią świetną robotę.

Drugim powodem powstania “Savage Avengers” jest niechybnie możliwość umieszczenia  Conana w marvelowskiej scenerii i trzeba przyznać że to jest chyba najmocniejszy punkt komiksu. Conan niejednokrotnie jest tu katalizatorem humorystycznych, opartych na kontraście wstawek no i pamiętajmy, że przecież Cymeryjczyk nie cierpi magii, co scenarzyści nieustannie wykorzystują. Czasem się wydaje, że nawet za często.

Być może w “Savage Avengers”  zabrakło rodzaju ekspozycji, która przybliżyłaby nam lepiej intrygę – zamiast tego zostajemy wrzuceni prosto w jej środek, a tempo narzucone przez twórców jest wprost zabójcze. Gdzieś w tym planie rozmywa się sens fabuły, nie wiadomo, czy to historia na poważnie (poważny jest choćby wątek Punishera), czy wręcz przeciwnie. Czytelnicy i bohaterowie nie mają czasu nacieszyć się fabułą, bo cały czas fundowane im są krwawe konfrontacje i w zasadzie to co dobre – czyli budowanie relacji między poszczególnymi bohaterami staje się największą wartością albumu. 

Fajnie jest poczytać jak Conan przekomarza się z Wolverinem lub jak znajduje wspólny język z Punisherem i generalnie to głównie na postaci Cymeryjczyka jest zbudowana fabuła komiksu. “Savage Avengers” kręcą się wokół jego osoby, próbując na niego spojrzeć z nieco innej niż zwykle strony, przez co jednak cierpi rozwój innych postaci w tej historii, jak choćby Elektry, czy Venoma. A jeśli już ten ostatni dochodzi do głosu, to okazuje się, że za pośrednictwem właśnie Conana. I cóż, to dopiero pierwsza część serii, ale na drugi tom nie będziemy czekać ze szczególnym utęsknieniem. To po prostu komiks akcji i jako taki zapewne spełnia oczekiwania odbiorców. Choć podczas lektury cały czas ma się wrażenie, że ci bohaterowie zasługują na więcej. 

Savage Avengers, tom 1

Nasza ocena: - 55%

55%

Scenariusz: Gerry Duggan. Rysunki: Mike Deodato Jr. i inni. Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Powrót pszczołojada – piękno historii ukryte w jej prostocie [recenzja]

„Powrót pszczołojada” to debiut komiksowy niezwykle utalentowanej holenderskiej twórczyni Aimee de Jongh, którą polski czytelnik …

Leave a Reply