Gorący temat

Lucyfer, tom 3: Dziki Gon – diabelskie gry [recenzja]

Z tomu na tom “Lucyfer” wydawany w ramach projektu “Sandman Uniwersum” robi się coraz lepszy. W tej chwili można już powiedzieć, że to obecnie najlepsza seria tego komiksowego przedsięwzięcia.

Kompletowanie serii i tomów z “Sandman Uniwersum” wymaga  niemałej cierpliwości od czytelnika. Egmont wydaje kolejne tomy powoli, w odległych odstępach czasu, być może z tego względu,że wielu odbiorców uważa to kolejne wejście w świat Sandmana jako skok na kasę i raczej niepotrzebny suplement do oryginalnej serii. Widać jednak, że Neil Gaiman nie może się rozstać ze swoimi bohaterami i chce, aby te opowieści były kontynuowane, choć sam jedynie sprawuje pieczę nad projektem, nie zajmując się pisaniem scenariuszy. To zostawił już innym twórcom.

Wśród nich jest Dan Watters, który wydaje się najlepiej czuć formułę narracyjną Neila Gaimana oraz Mike’a Careya, autora wcześniejszego “Lucyfera”. Pierwszy tom był jeszcze, za sprawą dość skomplikowanej i tajemniczej historii dość zagmatwany fabularnie, ale już w “Diabelskiej komedii” Watters złapał właściwy ton i  przygody Lucyfera czytało się już z dużą ciekawością. Zaś trzeci tom, pod obiecującym tytułem “Dziki gon” czyta się już z prawdziwą fascynacją. 

Po ciężkich doświadczeniach z Kalibanem, po rozstaniu z Mazikeen po Lucyferze jakoś nie widać, by przeżywał mocno te wydarzenia. Jest już mocno zainteresowany nowym, życiowym (diabelskim?) wyzwaniem i pojawia się gdzieś na angielskiej prowincji, z zamiarem wybudowania domu. Jego wizyta w odpowiednim do tego zamiaru sklepie przypomina nam, że w sporej części mamy tu przecież do czynienia z horrorem, w którym Watters w świetnym stylu nawiązuje do podobnych próbek Gaimana, znanych choćby z kultowego zeszytu “24 godziny”. Dom, za sprawą diabelskich zdolności powstaje szybko, a już wkrótce pojawiają się w nim pierwsi goście, w tym jeden, który szczególnie ucieszy czytelników – John Constantine. Ważniejsza jest tu jednak kwestia w jakim celu Lucyfer zbudował dom, jaki to ma związek z nowym proroctwem Kasandry i co ma do tego tytułowy Dziki Gon. Cóż, wystarczy powiedzieć, że nadchodzi czas polowania. Polowania na kogo, dlaczego oraz jak ono się potoczy stanowi fabułę “Dzikiego gonu”, którą czyta się niczym najlepsze historie z “Sandmana”.

Dan Watters umie łączyć ze sobą mity, nakładać je na siebie, dorzucić do nich elementy życiowej prozy i z tego zestawienia tka opowieść, która w intrygującym aspekcie (eskalacja przemocy i próby jej zduszenia) nakłada się na nasze czasy. Postacie z Dzikiego Gonu są świetnie pomyślane, Lucyfer, w przeciwieństwie do innych diabłów wzbudza u Constantine’a respekt, a ścigana przez mrocznych jeźdźców ofiara jest można rzec, jedyna w swoim rodzaju. Dodajmy jeszcze Odyna, zaskakujące perypetie Achillesa i w końcu samego Lucyfera, który w swojej taktyce, w swoim sposobie myślenia jest zawsze o krok do przodu przed resztą graczy uczestniczących w jego grze, a dostaniemy historię po której chce się więce podobnie skonstruowanych opowieści. A jeszcze na deser jest Mazikeen i fabularna niespodzianka w postaci nawiązania do jednej z historii znanej z sandmanowego “Końca świata”.

Nie czytałoby się tego tak dobrze, gdyby nie wzorowa wręcz oprawa graficzna. Pierwsze dwa zeszyty są dziełem Fernando Blanco, który wprowadza elementy grozy z wyjątkowym smakiem i robi rozpoznanie terenu  przed nadchodzącym w dalszych częściach tomu szaleństwem. Potem jednak nadchodzi czas na braci Fiumarów, Sebastiana i Maxa, którzy lubują się w grotesce, w portretowaniu wynaturzonych bohaterów i ich rysunki są doskonałym przedstawieniem scenariuszowej wizji Wattersa. Ta historia trzyma nas w szachu do samego końca, by właśnie w finale spowodować u czytelnika rodzaj eststycznej dezorientacji, kiedy do końca nie wiemy, jak ją zinterpretować. Dlatego warto czekać, pewnie znowu dość długo na dopowiedzenie wątku Lucyfera w czwartym tomie, który ponoć będzie już ostatnim w ramach Sandman Uniwersum. 

Lucyfer, tom 3: Dziki Gon

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Dan Watters. Rysunki: Max Fiumara i inni. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Rorschach – druga fala kosmicznych kałamarnic [recenzja]

Rorschach był jednym z najbardziej charakterystycznych bohaterów “Strażników” Alana Moore’a. Czy nowy album z Egmontu …

Leave a Reply