Gorący temat

The Boy Behind the Door – dzieciaki kontra złole [recenzja]

Reżyserskie debiuty wcale nie muszą być po latach tymi pozycjami w portfolio, które najchętniej ukryłoby się przed światem. Wystarczy stosunkowo niewiele: dobry pomysł i fach w ręku, objawiający się porządną realizacją. David Charbonier i Justin Powell mają jedno i drugie, a efektem tego jest film tyleż skromny, co niezwykle efektowny.

Owa skromność objawia się tu nie tylko w najbardziej oczywistym aspekcie budżetu w skali mikro, ale przede wszystkim – prostocie scenariusza. Dwójka reżyserów i zarazem scenarzystów stawia sobie za cel by przede wszystkim nie kombinować i tym samym główny wątek historii zasadza się na porwaniu dwóch chłopców wracających ze szkoły do domu. Tylko tyle i aż tyle – w „The Boy Behind the Door” za fabularne tło wprowadzenie posłuży nam ledwie kilka względnie spokojnych scen, ale jeszcze zanim się z nimi zapoznamy, dokładnie już wiemy jak będzie przebiegała dalsza część akcji. Nasi młodzi bohaterowie trafią zatem do domu na odludziu, gdzie zostaną rozdzieleni. Po udanej próbie wyrwania się z pułapki jeden z nich – Bobby – będzie musiał podjąć decyzję: uciec, albo spróbować pomóc uwięzionymi gdzieś w domu Kevinovi. To bynajmniej nie będzie łatwe, bowiem oprawcy tylko czekają na najmniejszy błąd i są całkowicie bezlitośni w swoich działaniach.

Nie ma zatem co ukrywać – w filmie Charboniera i Powella do konkretów przechodzimy niezwykle szybko, a kołem zamachowym całości staje się nieustanna zabawa w kotka i myszkę między porywaczami a ofiarami. Samo w sobie niekoniecznie zwiastuje to film szczególnie odkrywczy w założeniach, ale scenariusz „The Boy Behind the Door” jest jednak przemyślany na tyle, by pewne szczegóły zdradzać nam dopiero po jakimś czasie seansu – a tym samym skutecznie utrzymywać nas w stanie niepewności. Zanim więc przejdzie do co bardziej dynamicznych sekwencji, dwójka reżyserów zajmuje się budowaniem odpowiedniej ilości napięcia i pozwala kamerze zahaczyć o tonące w mroku korytarze, czy nieco potowarzyszyć bohaterom nerwowo oglądającym się za siebie w poszukiwaniu zagrożenia. Historia w „The Boy Behind the Door” zbudowana jest jednak na zasadzie śnieżnej kuli: im dalej w mrok, tym szybciej wszystko zaczyna się toczyć, by w końcu stać się prawdziwym rollercoasterem, w którym chwilowa przewaga jednej ze stron potrafi w ciągu kilku sekund zostać zniwelowana na rzecz drugiej.

Jakkolwiek intensywności filmowi dwójki reżyserów odmówić dzięki takiemu podejściu nie można, tak uczciwie należy wspomnieć również o tym, że wraz z rozpędem akcji, coraz częściej natkniemy się na fabularne drogi na skróty i zawiązania akcji które, umówmy się – wspólnego z rzeczywistością mają tyle co nic. Szczególnie słabo spisują się pod tym względem antagoniści, którzy bynajmniej nie są najbardziej rozgarniętymi przestępcami na świecie i uwielbiają wdawać się w monologi akurat wtedy gdy sytuacja wymaga szybkiego działania, bądź potykają się o własne nogi w chwili, gdy wydaje się, że od złapania dzieciaków  dzielą ich najwyżej centymetry. Na tego typu fragmentach ewidentnie cierpi w pocie czoła budowany nastrój ciągłego zagrożenia, tym bardziej zresztą, że część z nich niewątpliwie dałoby się rozwiązać w bardziej przekonujący sposób.

Wątpliwie zwroty akcji na szczęście nie wpływają na wartość realizacyjną filmu samą w sobie. Pomijając wspomnianą wcześniej, bardzo dobrą pracę kamery, na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się tu aktorstwo – zarówno Ezra Dewey jak i Lonnie Chavis doświadczenie może mają w zawodzie jak dotąd niewielkie, ale w rolach przypartych do muru dzieciaków wypadają co najmniej dobrze i pewnikiem należy spodziewać się, że to nie ostatni raz kiedy spotkaliśmy się z nimi na ekranie. Partnerująca im dorosła część obsady to również poziom nie wywołujący kpiącego uśmiechu. Znajdzie się w tym wszystkim również odrobinka gore – w ilości i szczegółach wystarczających, by poruszyć największych wrażliwców.

„The Boy Behind the Door” to zatem debiut niekoniecznie idealny i niepozbawiony pewnej ilości uproszczeń – ale pod względem umiejętności wzbudzania emocji zdecydowanie udany. Jeśli tylko utrzymają podobny poziom, David Charbonier i Justin Powell mogą jeszcze w horrorowym światku poważnie namieszać.

Foto © Shudder

The Boy Behind the Door

Nasza ocena: - 65%

65%

Reżyseria: David Charbonier i Justin Powell. Obsada: Ezra Dewey, Lonnie Chavis, Kristin Bauer.USA, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Candyman – o kilka słów za daleko [recenzja]

W dobie ciągłego odświeżania klasyków, kwestią czasu było, zanim ktoś zainteresuje się kultowym horrorem z …

Leave a Reply