Gorący temat

The Colony – porządne europejskie science fiction [recenzja]

Choć kosmiczne science fiction to gatunek właściwie od zawsze zdominowany przez Amerykanów, w ostatnich latach równowaga zaczyna się zmieniać i coraz częściej na horyzoncie pojawiają się nam warte odnotowania filmy o zupełnie innym rodowodzie.

Mająca swoją premierę podczas 71-szego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie szwajcarsko-niemiecka koprodukcja zabiera nas w dość odległą przyszłość – taką w której zdążyliśmy zniszczyć już Błękitną Planetę na tyle, by konieczna stała się ucieczka poza jej granice. Jak to zwykle jednak w walce o przetrwanie bywa, na wyprawę w kierunku nowego domu – kolonii w układzie Kepler 209 – wybrała się jedynie ziemska elita. Teraz, po upływie niemal dwóch pokoleń, kosmiczni podróżnicy usiłują wrócić na Ziemię – ale pytanie jakie powinni sobie postawić brzmi nie tyle jak to zrobić, a raczej, czy w ogóle powinni próbować.

Stojący za kamerą „The Colony” Tim Fehlbaum ma już na swoim koncie przygodę z apokaliptycznym science fiction, dzięki zupełnie niezłemu „Hell” z 2011 roku. O ile jednak pełnometrażowy debiut sprzed dekady sprzedawał nam wizję przyszłości bliskiego zasięgu, nowy film szwajcarskiego reżysera jako słowo się rzekło w kreowaniu ponurej przyszłości naszego gatunku wybiega sporo dalej – co nie znaczy, że w konstrukcji fabuły powinniśmy się w tym momencie spodziewać przełomu. Już pierwsze sceny „The Colony” potrafią wywołać bowiem poczucie niejakiego deja vu, zwłaszcza wśród osób zaznajomionych z gatunkiem. „Wodny świat” czy „Elizjum” to tylko suche przykłady – najważniejsze z punktu widzenia odbiorcy jest jednak to, że jeśli z motywami kolonialnej fantastyki, klasowych nierówności i buntu maluczkich zdążyliśmy zetknąć się już wcześniej, o jakichkolwiek sensacjach nie może być mowy. Trzeba jednak Fehlbaumowi oddać to, że z niejakiej wtórności materiału doskonale zdaje sobie sprawę i bynajmniej nie usiłuje wynajdywać koła na nowo, stawiając przede wszystkim na sprawdzony przekaz. „The Colony” cokolwiek standardowe wątki odpowiednio wzmacnia zawieszonym w tle pytaniem o granice moralności i to, czy przetrwanie gatunku jest celem który może uświęcać środki. Niby gatunkowy standard, ale emocjonalnie efekt i tak jest zadowalający.

Szwajcarsko-niemieckie science fiction mimo gatunkowych klisz ogląda się zupełnie dobrze również dzięki temu, że zdecydowanie bliżej jest mu do opierającego się o odpowiednio skondensowaną atmosferę slow-burna, niż pędzącego na łeb na szyję do kolejnej sceny akcyjniaka. Choć kiedy trzeba, „The Colony” potrafi znacząco przyspieszyć, zaangażowanie widza nadal w największym stopniu opiera na formie i wartości realizacyjnej – i wychodzi z takich założeń z tarczą. Począwszy od wyzutej z kolorów, skąpanej w mglistej zawiesinie scenografii, przez rozległe panoramy prezentujące nam apokaliptyczną rzeczywistość, na niemal namacalnym brudzie i wilgoci kończąc, nie da się ukryć, że widać włożone w produkcję środki, a całość od początku do końca przedstawia spójną artystycznie wizję. Dobrego wrażenia dopełnia też oszczędne w ilości, ale dobrze wykonane CGI i odpowiednio pompująca adrenalinę do krwi ścieżka dźwiękowa.

Największą wygraną filmu Fehlbauma pozostaje jednak Nora Arnezeder. Aktorka którą mieliśmy okazję zobaczyć nie tak dawno temu w „Armii umarłych” Zacka Snydera, tutaj staje przed zadaniem dźwigania na swoich barkach dramaturgii całego widowiska – i cóż tu wiele kryć, nawet jeśli scenariusz niekoniecznie gwarantuje nam rozbudowane emocjonalnie postaci, tak czy inaczej wypada w roli walczącej o sprawiedliwość heroiny znakomicie. Nie jestem przekonany, czy „The Colony” to film o zasięgu wystarczającym by Francuzkę teleportować do co bardziej znaczących występów w Hollywoodzkich produkcjach – ale jeśli tak się stanie, wątpliwe by ktokolwiek przy tym narzekał.

„The Colony” to niekoniecznie wielkie w skali, ale z pewnością mające swoje ambicje, odpowiednio doinwestowane i zrealizowane kino. Do pełni szczęścia brakuje w nim w zasadzie jedynie historii, która byłaby czymś więcej niż zlepkiem po wielokroć zużytych już motywów. To właśnie ten aspekt zapewne podzieli jego odbiorców, choć moim zdaniem, nadal warto dać filmowi Fehlbauma szansę.

Foto © Saban Films

The Colony

Nasza ocena: - 65%

65%

Reżyseria: Tim Fehlbaum. Obsada: Nora Arnezeder, Iain Glen, Sarah-Sofie Boussnina. Szwajcaria/Niemcy, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Pod ostrzałem – zabijanie (prawie) na poważnie [recenzja]

Połączenie thrillera akcji z elementami komediowymi w taki sposób, by te nie zdominowały filmu to …

Leave a Reply