Gorący temat

The Divide – różne stadia rozkładu [recenzja]

Jeśli za temat zamkniętej na kilkudziesięciu metrach ledwie oświetlonej przestrzeni grupki ludzi w obliczu apokalipsy zabiera się reżyser pamiętnego “Frontière(s)”, można spodziewać się, że będzie się działo. I mimo, że od premiery “The Divide” minęła już ponad dekada, wciąż nic nie jest w stanie przygotować nieuświadomionego widza na taki rozwój wypadków, jaki bohaterom swojego filmu funduje Xavier Gens.

“Szczęśliwcy zginęli w wybuchu” głosi hasło promocyjne dzieła Francuza – i w miarę zagłębiania sie w historię trudno nie przyznać, że jest to trafienie w dziesiątkę. Już sam początek “The Divide” jest bezkompromisowy: widzimy nuklearny grzyb i falę uderzeniową zmiatającą po kolei kolejne dzielnice metropolii. W chwilę potem, skłębiona masa przypadkowych osób usiłuje znaleźć schronienie w przekształconych na survivalowy schron piwnicach jednego z wieżowców. Części z nich się to uda. I to właśnie z nimi spędzimy kolejne dziewięćdziesiąt minut naszego życia.

Apokalipsa w filmie Xaviera Gensa to całkowita enigma. Tak naprawdę wiemy jedynie tyle, że nastąpiła eksplozja. Ale dlaczego? Kto zaatakował? Czy to terroryści? A może właśnie rozpoczęła się trzecia wojna światowa? I wreszcie, jak wygląda świat po katastrofie? Czy ktoś przeżył? Wątpliwości i pytania jakie kłębią się w naszych głowach, dręczą i postaci dramatu. A czasu by znaleźć odpowiedzi, w zasadzie nie ma. Zegar tyka nieubłaganie – zapasy żywności kurczą się w dramatycznym tempie, zabójcze promieniowanie z każdą chwilą rozkłada tak ciało, jak umysł. Już wkrótce zbawienne schronienie może stać się pułapką bez wyjścia, skazani zaś tylko na siebie samych i własne interpretacje wydarzeń bohaterowie, śmiertelnymi wrogami.

“The Divide” to film na wskroś kameralny, z akcją umiejscowioną (z drobnymi odstępstwami) w jednej lokalizacji. Gens postapokaliptyczny pejzaż maluje nam nie tyle zwęglonymi ruinami pozostałości cywilizowanego świata, co stopniową degradacją ludzkiej natury. I trzeba przyznać, jego wizja potrafi chwycić za klejnoty. Paradoksalnie, wielka w tym zasługa skromnego budżetu, niejako wymuszającego rozłożenie ciężaru opowieści na barkach bohaterów. Atmosfera od samego początku jest duszna, a w miarę wprowadzania kolejnych elementów burzących i tak już ledwie słaniający się na nogach porządek świata, wręcz przesiąka wiszącym niczym miecz damoklesa nad głowami postaci nieszczęściem. Zwłaszcza, kiedy te zaczynają wreszcie zdawać sobie sprawę z tego w jak ekstremalnej sytuacji się znalazły.

Wtedy też Francuz popuszcza nieco scenariuszowe lejce i “The Divide” z ciężkiego, podlanego postapokaliptycznym sosem psychologicznego thrillera przeistacza się w brutalny slasher. Takie rozwiązanie niekoniecznie wszystkim przypadnie do gustu, ekspozycji bohaterów i ich ewoluujących na zgliszczach znanego świata motywacji dostajemy tu jednak dużo na tyle, by zamiast wzruszenia ramionami poczuć przebiegający po plecach niczym stonoga dreszcz niepokoju.

Nie bez znaczenia na taki stan rzeczy ma zespół zaangażowanych aktorów, który w krótkich słowach, bez wyjątku prezentuje się bombowo. Ciężko wyróżnić tu kogokolwiek z osobna – bo zarówno pozornie twardy jak skała Michael Biehn, przechodzący najbardziej efektowne “transformacje” Milo Ventimiglia z Michaelem Eklundem, czy wreszcie przypatrująca się szaleństwu, pełniąca nasz punkt odniesienia Lauren German, zdają się doskonale łapać zamysł, jaki przyświecał Xavierowi Gensowi przy tworzeniu filmu. Tak czy inaczej – dla ludzi odpowiedzialnych za casting należą się po prostu brawa.

“The Divide” jest jednym z tych filmów, który mało kogo pozostawi obojętnym. Można zżymać się, że jest pod wieloma względami przegięty, a Gens miast pokusić się o dogłębną analizę mrocznej strony ludzkiej natury, zbyt często idzie się w stronę zbryzganego posoką efekciarstwa. Mimo to wątpliwości rodzą się same. Czy naprawdę jesteśmy takimi potworami, na jakie kreuje nas Francuz? Czy gdy odebrać nam zdobycze technologii, a finalnie i resztki nadziei, jedynym co buzuje w naszych czaszkach jest uśpiony przez cywilizacyjny rozwój, zwierzęcy instynkt przetrwania? Nad odpowiedziami musimy zastanowić się sami – i choćby z tego faktu wynika siła “The Divide”.

Foto © Anchor Bay Films

The Divide

Nasza ocena: - 80%

80%

Reżyseria: Xavier Gens. Obsada: Michael Biehn, Lauren German, Milo Ventimiglia, Michael Eklund. Kanada/Niemcy/USA/Francja, 2011.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Pełzająca śmierć – aligatornado [recenzja]

W przeciwieństwie do rekinów, aligatory nie zajmują tak uprzywilejowanej pozycji pośród etatowych maszynek do zabijania w gatunku animal attack. W ciągu ostatniej dekady, przyzwoitych filmów z ich udziałem dałoby się zapewne naliczyć na połowie palców jednej ręki. Naprzeciw niecierpliwie oczekujących na powrót gadów fanów gatunku, postanowił jednak wyjść Alexandre Aja.

Leave a Reply