Gorący temat

Yellowjackets – przetrwać za wszelką cenę [recenzja]

W zeszłym roku branżowe media obiegła wiadomość o tym, jakoby wkrótce zawitać miała w nasze progi kolejna platforma streamingowa, SkyShowtime. Jeśli jej premiera miałaby zagwarantować natychmiastowy dostęp do takich produkcji jak serial Ashley Lyle i Barta Nickersona, to wypada jedynie z niecierpliwością zacierać dłonie – póki co jednak, z pomocną dłonią pospieszył nam Canal Plus.  

A cieszyć jest się z czego, bo będące jedną z najgłośniejszych serialowych premier zeszłego roku, dziesięcioodcinkowe „Yellowjackets” to rzecz która w żadnym aspekcie nie bierze jeńców – od niezwykle dopracowanego scenariusza począwszy.

Ten z kolei, przy opowiadaniu historii korzysta z dwóch planów czasowych. Na pierwszym mamy 1996 i tytułową, zaprawioną w bojach i gotową na narodowy sukces nastoletnią drużynę piłkarek, która w drodze na turniej rozbija się samolotem w leśnej głuszy – gdzie przyjdzie im walczyć o przetrwanie przez dziewiętnaście długich miesięcy. Plan numer dwa to czasy obecne i wgląd w życia tych z dziewczyn, którym udało się katastrofę przetrwać. A życia to definitywnie rozchwiane pod każdym możliwym względem nie dość bowiem, że mając w pamięci wydarzenia z przeszłości są emocjonalnymi tykającymi bombami zegarowymi, to jeszcze ktoś postanawia je szantażować, grożąc ujawnieniem prawdy o tym, co tak wydarzyło się podczas przeszło półtora roku jakie spędziły z dala od cywilizacji. Jak się bowiem okazuje, to co zostało podane do publicznej wiadomości to ledwie wierzchołek góry lodowej wydarzeń tak mrocznych, że jedynym sposobem na zachowanie poczytalności jest wymazanie ich z pamięci.

To co w przypadku „Yellowjackets” rzuca się w oczu już po zmierzeniu się z pierwszym epizodem, jest niezwykle złożona struktura. Historia jaką tu dostajemy nie ogranicza się bowiem jedynie do prostego wędrowania w czasie do tyłu i do przodu, ale w miarę kolejnych minut rozgałęzia się na kolejne wzajemnie uzupełniające się wątki. To zabieg o tyle istotny, że scenarzyści serialu sporo ryzykują pokazując nam wydarzenia z teraźniejszości, dzięki czemu dokładnie wiemy przecież kto ostatecznie wyszedł cało z katastrofy. Na szczęście Ashley Lyle i Bart Nickerson unikają wpędzenia się sytuację, w której widzowi mogłoby zacząć się wydawać, że wie już wszystko – i siłę uderzeniową serialu opierają przede wszystkim na tajemnicy tego, co dokładnie doprowadziło do oglądanego w „teraźniejszym” planie czasowym rezultatu końcowego. W trakcie kolejnych odcinków odbiorca dostaje zatem jedynie okruszki mogące sugerować prawdziwą naturę zagrzebanych w przeszłości wydarzeń, wzbogacone dodatkowo nieustannie wzbierającym pod powierzchnią napięciem.

Wywoływanie tego ostatniego przychodzi zresztą „Yellowjackets” niezwykle łatwo, choćby ze względu na to, jak udanie produkcja lawiruje między gatunkami – mamy tu echa survivalu, teen dramy, nieco elementów bezpośrednio zaczerpniętych z „Władcy much” Williama Goldinga, czy wreszcie psychologicznego horroru, uzupełnionego o bezpardonową dawkę brutalności. Serial Showtime’a doskonale wie kiedy postawić na szokowanie widza, a kiedy po cichu się wycofać – i jak się w praktyce okazuje, ten gotujący się tygiel przeciwstawnych idei i pomysłów najzwyczajniej w  świecie działa na tyle dobrze, by momenty w których nie można było oderwać się od seansu zdarzały się regularnie.

Pomyślany w taki sposób scenariusz to nie tylko znakomita i nieustannie intrygująca historia sama w sobie, ale też autentycznie rozpisane relacje między bohaterami. Nowo rodzące się w ekstremalnej sytuacji sojusze, upadające przyjaźnie i wreszcie instynkt przetrwania biorący górę nad górnolotnymi deklaracjami o cywilizowanej naturze, zdają się tu funkcjonować niezwykle naturalnie, bez zbędnej przesady – co niewątpliwie ma swój początek w dobrze zbudowanych charakterach postaci i być może przede wszystkim, ich interpretacjach przez zaangażowaną obsadę. A ta, mówiąc w skórcie, jest po prostu bombowa, niezależnie od tego czy mówimy o weterankach pokroju Juliette Lewis, Melanie Lynskey i Christiny Ricci czy świeżej krwi na aktorskiej scenie w postaci Sophie Thatcher, Elli Purnell i Sophie Nélisse. Znakomitych, odpowiednio poprowadzonych występów jest tu zresztą znacznie więcej i niezwykle trudno jest powiedzieć, by jakikolwiek z tych składających się na cały mechanizm trybików w którymś momencie zawodził.

„Yellowjackets” wychodzi z tarczą w zasadzie we wszystkich aspektach jakie zwykliśmy brać pod uwagę przy ocenianiu serialu jako „wybitny”. Biorąc z kolei pod uwagę fakt, że finał pierwszego sezonu jedynie podbija stawkę, a druga seria została już oficjalnie potwierdzona… możemy jedynie z niecierpliwością oczekiwać na więcej.

Foto © Canal Plus

Yellowjackets

Nasza ocena: - 90%

90%

Twórcy: Ashley Lyle i Bart Nickerson. Obsada: Juliette Lewis, Melanie Lynskey, Christina Ricci, Sophie Thatcher, Ella Purnell, Sophie Nélisse i inni. USA, 2021.

User Rating: 4,5 ( 4 votes)

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Cobra Kai, sezon 5 – to mógł być świetny finał serialu [recenzja]

Te kilka lat temu chyba nikt by się nie spodziewał, że serialowy sequel serii “Karate …

Leave a Reply